VaBank
15.04.2011
aktualizacja: 2011-04-14 12:19
ul. Świętokrzyska 5 (róg Kubusia Puchatka)
ZOBACZ TAKŻE
- Butchery & Wine (29-04-11, 06:00)
- Ale jaja! Nowaka opowieść wielkanocna (22-04-11, 06:00)
- Szwenkier (08-04-11, 06:00)
- Natka (01-04-11, 06:00)
- La Bodega (25-03-11, 06:00)
- Winowajca (18-03-11, 06:00)
- Sami Swoi (04-03-11, 06:00)
Od pierwszego momentu po wejściu wiesz, że szyld nowej restauracji na rogu Świętokrzyskiej i Kubusia Puchatka trzeba potraktować bardzo serio. W głębi cicho i w skupieniu rozmawia grupa poważnych gości w ciemnych garniturach, za barem stoi nieskory do żartów pan w czarnej koszuli. Gwałtowniejsze ruchy i głośniejsze wypowiedzi nie są wskazane, bo wnętrze jest stosunkowo ciasne i nic nie umknie uwadze poważnych panów, którzy przy okazji śledzą newsy TVN 24 z nieustannie włączonego telewizora, wiszącego na ściane. Tylko gdzie jest Duńczyk? Nie znacie przypadkiem człowieka?
Glamourowo-plastikowy wystrój a la Ewa Minge jest już nieco demode, ale nie ma co się czepiać, bo styl ten ma ciągle swoich zwolenników. I na nich z pewnością zależy właścicielom VaBank. Na takich na przykład, którzy ufają diecie dr. Dukana i gotowi są jeść z poświęceniem kawałki niedoprawionego surowego łososia upaćkanego grudkami brązowej masy. Dzięki badaniu organoleptycznemu na własnym podniebieniu okazuje się, że to pasta truflowa. Czy całość jest smaczna? Umiarkowanie. Za to dość sugestywna wizualnie. Ułożony w różę wędzony łosoś w wersji niedietetycznej wyglądał trochę lepiej, ale nie do końca było jasne, czemu służyć miało nieregularne pokropienie go białym sosem. Dużo ciekawiej przedstawiał się tatar wołowy, uformowany w regularny walec i smakujący najzupełniej klasycznie, choć zamiast żółtka kurzego towarzyszyło mu przepiórcze. Nie lubię tego, bo zawsze wydaje mi się, że do dużej porcji mięsa pasuje przede wszystko żółtko rozsądnych rozmiarów. Interesujące były za to pielmieni, podane w oryginalnym i wyśmienitym sosie musztardowym. Towarzyszyły im spodeczki ze śmietaną i musztardą raz jeszcze. Zła passa zaczęła się na dobre przy zupach. Bo, niestety, zupy tajskiej nie robi się z brudnego szlamu sprowadzanego z Tajlandii. Warzywa powinny być chrupkie, zaparzone na krótko, kawałki mięsa jędrne, a konsystencja śmietankowa dzięki mleczku z kokosa. Zamiast tego mieliśmy nieapetyczną paciaję z aromatem trawy cytrynowej. Jeszcze gorzej, bo zupełnie bez smaku i zapachu, prezentowała się zupa krem z cukinii. Pozwólcie mi nie dręczyć się opisem tego wynalazku.
Z dań głównych spróbuję bronić steku z polędwicy. Podano go zgodnie z moim życzeniem - krwisty, a mięso było miękkie i smaczne. Ale już towarzyszący mu sos malinowy oraz podściółka z zielonych szparagów to było jakieś kuriozum. Analogicznym dziwactwem wydała się pierś z kurczaka wypełniona tymi samymi szparagami, podana z grillowanymi kawałkami warzyw. Ekstrawaganckie ułożenie tych elementów na talerzu niewiele dało, bo wszystko było utaplane w brzydkim, brudnym tłuszczu. Faszerowanie to najwyraźniej ulubiona czynność miejscowego szefa, bo podobnemu zabiegowi poddał również filet z łososia. Tym razem ukrył w nim suszone pomidory, których twarde włókna źle współpracują z miękkim mięskiem ryby. Dodatkowo całość ułożona została na tłustym risotto z owocami morza. To już stanowczo zbyt dużo szczęścia na jednym półmisku. Mistrza znać po prostocie i ograniczeniu. Niczego dobrego nie mogę też powiedzieć o tutejszych żeberkach. Porcja była wprawdzie słusznych rozmiarów, ale ukryta w ogromnej ilości duszonej cebuli, a samo mięso - o dziwo - twarde. Zbawienie przyszło dopiero przy deserach. Polecany przez obsługę sernik rozczarował, natomiast pieczone jabłko to już było coś! Prawdziwe deus ex machina, bo po dotychczasowych doświadczeniach trudno było oczekiwać dzieła tak wybitnego. Kwaskowate, zwarte jabłuszko otulono chrupką peleryną z ciasta francuskiego, które zwieńczała kulka lodów. Doskonałe!
Duńczyk się nie pojawił. Może to nie była pora dla niego. Tylko A. mruknął do mnie: będziesz jeździć dupą po nieheblowanej desce!!! A uprzejmi panowie z okolic pożegnali mnie z ostentacyjnym zainteresowaniem
VaBank, ul. Świętokrzyska 5 (róg Kubusia Puchatka) tel. 666 878 810, można płacić kartą, niedostępne dla osób na wózkach
Glamourowo-plastikowy wystrój a la Ewa Minge jest już nieco demode, ale nie ma co się czepiać, bo styl ten ma ciągle swoich zwolenników. I na nich z pewnością zależy właścicielom VaBank. Na takich na przykład, którzy ufają diecie dr. Dukana i gotowi są jeść z poświęceniem kawałki niedoprawionego surowego łososia upaćkanego grudkami brązowej masy. Dzięki badaniu organoleptycznemu na własnym podniebieniu okazuje się, że to pasta truflowa. Czy całość jest smaczna? Umiarkowanie. Za to dość sugestywna wizualnie. Ułożony w różę wędzony łosoś w wersji niedietetycznej wyglądał trochę lepiej, ale nie do końca było jasne, czemu służyć miało nieregularne pokropienie go białym sosem. Dużo ciekawiej przedstawiał się tatar wołowy, uformowany w regularny walec i smakujący najzupełniej klasycznie, choć zamiast żółtka kurzego towarzyszyło mu przepiórcze. Nie lubię tego, bo zawsze wydaje mi się, że do dużej porcji mięsa pasuje przede wszystko żółtko rozsądnych rozmiarów. Interesujące były za to pielmieni, podane w oryginalnym i wyśmienitym sosie musztardowym. Towarzyszyły im spodeczki ze śmietaną i musztardą raz jeszcze. Zła passa zaczęła się na dobre przy zupach. Bo, niestety, zupy tajskiej nie robi się z brudnego szlamu sprowadzanego z Tajlandii. Warzywa powinny być chrupkie, zaparzone na krótko, kawałki mięsa jędrne, a konsystencja śmietankowa dzięki mleczku z kokosa. Zamiast tego mieliśmy nieapetyczną paciaję z aromatem trawy cytrynowej. Jeszcze gorzej, bo zupełnie bez smaku i zapachu, prezentowała się zupa krem z cukinii. Pozwólcie mi nie dręczyć się opisem tego wynalazku.
Z dań głównych spróbuję bronić steku z polędwicy. Podano go zgodnie z moim życzeniem - krwisty, a mięso było miękkie i smaczne. Ale już towarzyszący mu sos malinowy oraz podściółka z zielonych szparagów to było jakieś kuriozum. Analogicznym dziwactwem wydała się pierś z kurczaka wypełniona tymi samymi szparagami, podana z grillowanymi kawałkami warzyw. Ekstrawaganckie ułożenie tych elementów na talerzu niewiele dało, bo wszystko było utaplane w brzydkim, brudnym tłuszczu. Faszerowanie to najwyraźniej ulubiona czynność miejscowego szefa, bo podobnemu zabiegowi poddał również filet z łososia. Tym razem ukrył w nim suszone pomidory, których twarde włókna źle współpracują z miękkim mięskiem ryby. Dodatkowo całość ułożona została na tłustym risotto z owocami morza. To już stanowczo zbyt dużo szczęścia na jednym półmisku. Mistrza znać po prostocie i ograniczeniu. Niczego dobrego nie mogę też powiedzieć o tutejszych żeberkach. Porcja była wprawdzie słusznych rozmiarów, ale ukryta w ogromnej ilości duszonej cebuli, a samo mięso - o dziwo - twarde. Zbawienie przyszło dopiero przy deserach. Polecany przez obsługę sernik rozczarował, natomiast pieczone jabłko to już było coś! Prawdziwe deus ex machina, bo po dotychczasowych doświadczeniach trudno było oczekiwać dzieła tak wybitnego. Kwaskowate, zwarte jabłuszko otulono chrupką peleryną z ciasta francuskiego, które zwieńczała kulka lodów. Doskonałe!
Duńczyk się nie pojawił. Może to nie była pora dla niego. Tylko A. mruknął do mnie: będziesz jeździć dupą po nieheblowanej desce!!! A uprzejmi panowie z okolic pożegnali mnie z ostentacyjnym zainteresowaniem
VaBank, ul. Świętokrzyska 5 (róg Kubusia Puchatka) tel. 666 878 810, można płacić kartą, niedostępne dla osób na wózkach
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]





