Warszawskie toalety szykują się na Euro 2012

Grzegorz Miecznikowski
26.09.2008 aktualizacja: 2008-09-26 09:53
A A A Drukuj
Ozdobna deska klozetowa Fot. Anna Bedyńska / AG
Miejskich szaletów Warszawa ma mało, a te dworcowe śmierdzą. Czy czeka nas sanitarna apokalipsa, kiedy w 2012 r. na mecze mistrzostw Europy zjadą do nas tłumy kibiców
Wczoraj z fanfarami zaprezentowano raport o stanie polskich toalet. Poprzedziły go huczne zapowiedzi o "pionierskości" i "przełomowym charakterze" badań. Przeprowadzono je w czterech miast, w których będą rozgrywane mecze Euro 2012 (prócz Warszawy to Poznań, Wrocław i Gdańsk) w sposób iście szpiegowski: ankieterzy TNS OBOP badali wucety, podając się za "zwykłych ludzi w wielkiej potrzebie". Wąchali, próbowali nie wdepnąć i wyjść z tej konforntacji w miarę czystymi. Sprawdzili w ten sposób 260 toalet.

Stan warszawskich uznali za zadowalający. Trochę to podejrzane, bo otwarcie każdego nowego publicznego szaletu jest w naszym mieście wydarzeniem na tyle spektakularnym, że robi się z niego wielką fetę. W 2006 r. przybytek przy ul. Piekarskiej otwierał uroczyście ówczesny burmistrz Śródmieścia Artur Brodowski. Pod błysku fleszy i świetle kamer przecinał zmontowaną z papieru toaletowego wstęgę. Szalet robił wrażenie: czyściutki, odmalowany, z wjazdem dla niepełnosprawnych i klimatyzacją. Takie luksusy to jednak w Warszawie rzadkość a turyści wciąż biegają po mieście, rozpoczaliwie dopytując: "where is the toilet?". Dwa lata temu radni Śródmieścia wymyślili więc rewolucyjny sposób na to, jak ulżyć ich pęcherzom i uchronić tym samym oblegane w sezonie ciemne zaułki Starówki i mury Barbakanu. Zaproponowali właścicielom restauracji i kawiarni, by udostępniali im swoje toalety w zamian za obniżkę czynszu. Powstał nawet skomplikowany wzór na wyliczenie, ile by się takim wielkodusznym restauratorom należało, ale pomysł nie spotkał się z ich aplauzem.

Aniekterzy orzekli, że jeśli trafi się w Warszawie do toalety publicznej lub dworcowej w najlepszym wypadku czeka nas tam nieprzyjemny zapach, brak papieru toaletowego i mydła, a w najgorszym - brak deski sedesowej. Ciągle możemy też pomarzyć o takich bajerach, jak: suszarki do rąk, możliwość dezynsekcji deski klozetowej, kosze na podpaski, automaty z prezerwatywami. - Tylko tam, gdzie zarządca jest prywatny, można liczyć na spełnienie tych standardów - ocenia Marek Kowalski z Polskiego Stowarzyszenia Czystości.

Twarz Warszawy uratowały toalety w restauracjach, pubach, hotelach. Aż 51 proc. z nich ocenili jako bardzo czyste (w Poznaniu tylko 28 proc.) i ładnie pachnące. Haniebne jest tylko nieprzystosowanie ich do potrzeb niepełnosprawnych.

- Dobrze by było, gdyby projektanci stadionów, które powstają w naszych miastach pomyśleli o odpowiedniej ilości toalet. Inaczej będziemy oglądać szpaler załatwiających się wzdłuż ogrodzeń kibiców - prorokuje Kowalski.

OBOP przeprowadził badania w ramach kampanii "Toaleta 2012". Na ich podstawie wyłoniono też pięć najgorszych i pięć najładniejszych w.c. W Warszawie uznanie zyskała toaleta w hotelu InterContinental. Za najbrzydsze uznano te na Dworcu Wschodnim i w pubie Ferment.

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy