Wspólnota grodzi dostęp do publicznego placu zabaw
10.08.2010
aktualizacja: 2010-08-09 18:19
Fot. Jan Zamoyski / AG
- Znikł ostatni dostępny publiczny plac zabaw - alarmują mieszkańcy Nowego Bemowa, którym dostęp do niego odcięła wspólnota mieszkaniowa. - To nasz teren chronimy się przed pijakami - odpowiadają mieszkańcy domy przy ul. Kawy.
ZOBACZ TAKŻE
- Nowy plac zabaw: bez kantów albo z misiami (08-09-10, 11:00)
- Tesco odcina dojazd do osiedla. Mieszkańcy wściekli (20-08-10, 09:00)
- Pole Wilanowskie: Pierwszy plac zabaw i dwa boiska (17-07-10, 13:00)
- Centrum Zdrowia Dziecka: pierwszy taki plac zabaw w Polsce (25-05-10, 19:21)
Jestem rodzicem czterolatka z bloku przy ul. Rostworowskiego. Na terenie osiedla znajdują się dwa place zabaw wybudowane przez dzielnicę. Do żadnego placu zabaw nie mamy dostępu! Teren jest zamknięty przez wspólnoty. Dziecko ze łzami w oczach ogląda przez płot puste huśtawki - opowiada Mariusz Kszczot z Nowego Bemowa.
Chodzi o dwa place zabaw sfinansowane przez urząd dzielnicy - przy ul. Morcinka i Kawy 24/42. Właśnie ten ostatni stał się kością niezgody wśród mieszkańców osiedla. - W zeszłym roku wyłożyliśmy pieniądze na 15 placów zabaw. Każdy kosztował około 30 tys. zł. Niestety, nie posiadamy wolnych terenów, zwróciliśmy się do wspólnot, by zgodziły się postawić zabawki na swoim terenie - mówi Krzysztof Zygrzak, rzecznik Bemowa. Zgodziła się m.in. wspólnota z ul. Kawy 24/42.
To długi blok, 200 mieszkań i 900 osób. Montowanie placu zabaw trwało od jesieni do wiosny z przerwą na ciężką zimę. - Gdy podpisywaliśmy porozumienie z dzielnicą, okazało się, że plac ma być ogólnodostępny, otwarty od godz. 8 do 20. Nie bardzo nam się to spodobało, ale przystaliśmy - mówi prezes wspólnoty Stanisław Skupień. - Szybko okazało się, że popełniliśmy błąd, bo wszystkie wspólnoty dookoła wygrodziły się płotami. Nasza zresztą też. Ale okazało się, że plac zabaw był jednym otwartym zieleńcem w okolicy - opowiada prezes. Na plac zabaw zaczęli przychodzić właściciele psów, wieczorami zbierała się młodzież, wiosną rozpoczęły się biesiady pod chmurką. - Nasz dozorca naliczył pewnego poranka 56 butelek po piwie. Mieszkańcy zaczęli na nas naciskać - mówi Skupień. W końcu zapadła decyzja, że furtka będzie zamykana. W ten sposób mieszkańcy osiedla przy Rostworowskiego stracili ostatni ogólnodostępny plac zabaw - wszystkie są już wygrodzone.
- Czyli dzielnica z publicznych pieniędzy zasponsorowała prywatny plac zabaw - denerwuje się pan Mariusz.
Wspólnota odpowiada, że wielokrotnie już proponowała urzędnikom albo odkupienie zabawek, albo ich przeniesienie. - Ostatnio zaproponowaliśmy nawet, że własnoręcznie je przeniesiemy na wyznaczony plac - mówi Skupień. - Ale dzielnica odpowiedziała, że możemy zabawki kupić, ale za cenę wyjściową, 27 tys. zł. A one były niemal rok używane.
Na ul. Kawy trwa więc pat - dzielnicowe zabawki trzymane są pod kluczem, z placu korzystają tylko "miejscowe" dzieci. Ale kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się pusty, zaniedbany plac. - Tam mogliby urządzić plac zabaw i malutki ogólnodostępny park. Ale urzędników to nie interesowało. Teraz ziemię kupił deweloper i postawi nam następny blok - zżyma się Skupień.
Chodzi o dwa place zabaw sfinansowane przez urząd dzielnicy - przy ul. Morcinka i Kawy 24/42. Właśnie ten ostatni stał się kością niezgody wśród mieszkańców osiedla. - W zeszłym roku wyłożyliśmy pieniądze na 15 placów zabaw. Każdy kosztował około 30 tys. zł. Niestety, nie posiadamy wolnych terenów, zwróciliśmy się do wspólnot, by zgodziły się postawić zabawki na swoim terenie - mówi Krzysztof Zygrzak, rzecznik Bemowa. Zgodziła się m.in. wspólnota z ul. Kawy 24/42.
To długi blok, 200 mieszkań i 900 osób. Montowanie placu zabaw trwało od jesieni do wiosny z przerwą na ciężką zimę. - Gdy podpisywaliśmy porozumienie z dzielnicą, okazało się, że plac ma być ogólnodostępny, otwarty od godz. 8 do 20. Nie bardzo nam się to spodobało, ale przystaliśmy - mówi prezes wspólnoty Stanisław Skupień. - Szybko okazało się, że popełniliśmy błąd, bo wszystkie wspólnoty dookoła wygrodziły się płotami. Nasza zresztą też. Ale okazało się, że plac zabaw był jednym otwartym zieleńcem w okolicy - opowiada prezes. Na plac zabaw zaczęli przychodzić właściciele psów, wieczorami zbierała się młodzież, wiosną rozpoczęły się biesiady pod chmurką. - Nasz dozorca naliczył pewnego poranka 56 butelek po piwie. Mieszkańcy zaczęli na nas naciskać - mówi Skupień. W końcu zapadła decyzja, że furtka będzie zamykana. W ten sposób mieszkańcy osiedla przy Rostworowskiego stracili ostatni ogólnodostępny plac zabaw - wszystkie są już wygrodzone.
- Czyli dzielnica z publicznych pieniędzy zasponsorowała prywatny plac zabaw - denerwuje się pan Mariusz.
Wspólnota odpowiada, że wielokrotnie już proponowała urzędnikom albo odkupienie zabawek, albo ich przeniesienie. - Ostatnio zaproponowaliśmy nawet, że własnoręcznie je przeniesiemy na wyznaczony plac - mówi Skupień. - Ale dzielnica odpowiedziała, że możemy zabawki kupić, ale za cenę wyjściową, 27 tys. zł. A one były niemal rok używane.
Na ul. Kawy trwa więc pat - dzielnicowe zabawki trzymane są pod kluczem, z placu korzystają tylko "miejscowe" dzieci. Ale kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się pusty, zaniedbany plac. - Tam mogliby urządzić plac zabaw i malutki ogólnodostępny park. Ale urzędników to nie interesowało. Teraz ziemię kupił deweloper i postawi nam następny blok - zżyma się Skupień.
-
Wspólnota grodzi dostęp do publicznego placu zabaw
jowita81
10.08.10, 11:00
A z przestrzeni miejskiej zanikają po cichutku Ogrody Jordanowskie.Ciekawe,czywspółcześnie rządzący miastem rozumieją ideę dr Jordana ?»
-
I bardzo dobrze
three-gun-max
10.08.10, 11:50
Urząd nauczy się jak się sporządza umowy.»
-
I dobrze!
kogo-witam-kogo-goszcze
10.08.10, 13:29
Hałaśliwe bachory nie będą miały się gdzie bawić, nauczą się że nikomu nie można ufać, że nie można z nikim współpracować, a na złe zachowania nie zwraca się uwagi tylko trzeba się od nich »
Najnowsze wiadomości z Bemowa
Najnowsze wiadomości z Warszawy




