Początkowo Parada i Marsz Tradycji miały iść Traktem Królewskim i Nowym Światem, tyle że z przeciwnych kierunków. Miasto bało się konfrontacji. - Teraz wszyscy są w siódmym niebie - określa sytuację Jacek Rybak, dyrektor biura bezpieczeństwa Ratusza, który wczoraj po godz. 11 zamknął się w pokoju z przedstawicielami konkurencyjnych marszów, żeby wynegocjować ostateczny scenariusz na sobotę.
Rzut monetą, czyli czyj jest orzeł Dyr. Rybak działał według instrukcji: albo panowie dogadują się sami i są dwie różne trasy marszu, albo dochodzi do losowania tras wyznaczonych przez miasto (w rachubę nie wchodził wtedy
Nowy Świat).
O losie decydować miał rzut monetą. - Żeby nie prowokować konfliktów wokół tego, kto ma orła, proponowałem dyr. Rybakowi 50-centówkę - mówi Marek Trosiński, koordynator Ratusza, który nadzoruje m.in. bezpieczeństwo.
- Miałem złotówkę. Wszechpolakom chciałem zaproponować orła w koronie. Gdyby doszło do protestu drugiej strony, w pogotowiu miałem walutę amerykańską - precyzuje Jacek Rybak.
Do losowania nie doszło. Co ciekawe, obie strony są zadowolone i uważają się za zwycięzców w podziale stołecznych ulic.
Geje nie zdominują przestrzeni Tomasz Bączkowski, który organizuje Paradę: - Od początku chcieliśmy negocjacji. Wszechpolaków zaskoczyła nasza zgoda na zmianę trasy. Nie będą mieli przeciwko komu demonstrować.
Krzysztof Bosak, poseł Ligi i szef wszechpolaków: - To nasz sukces. Wprawdzie nie byliśmy w stanie spowodować, by władze miasta zakazały Parady, ale udało się ją usunąć z najbardziej prestiżowego traktu stolicy. Polska to wolny kraj, jednak nie ma mowy, by geje dominowali w przestrzeni publicznej.
Negocjator Jacek Rybak zapowiada pełną gotowość. Zamierza przechadzać się ulicami. Policja też zachowa czujność. - Jeśli grupki wszechpolaków spróbują przeniknąć na Paradę, policja będzie interweniować. Ale z Nowego Światu do Marszałkowskiej to kawał drogi. Można się nieźle zasapać, bo jeśli nawet ktoś podnosi sztangę, w bieganiu może być słaby - ocenia ze znawstwem.
Kibice pod palmą okażą radośćZagadką najbliższej soboty pozostaje zgłoszona przez "pewnego człowieka" manifestacja radości kibiców na rondzie de Gaulle'a z powodu mundialu. - Będzie problem z technicznymi aspektami radości. Rondem jeżdżą tramwaje, a zadowolenie ma być manifestowane tłumnie - zgłoszenie to 5 tys. osób - i długo, bo w godz. od 10 do 16 - mówi Trosiński.
Urzędnicy na wszelki wypadek monitorują fora kibiców. Dziś spotykają się z osobą, która zgłosiła imprezę. - Zagrożenia wielkiego nie ma. Kibice co najwyżej będą oprotestowywać wszechpolaków - ocenia sytuację dyrektor Rybak.