Wypadek na Hawajach odmienił jego życie
06.10.2009
aktualizacja: 2009-10-05 21:52
Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta
Niespełna 30-latek prowadzi dziś największe centrum rehabilitacyjne w Warszawie. Porusza się na wózku, herbatę pije przez słomkę. Kilka lat temu był młodym yuppie. I nagle wypadek na Hawajach. Diagnoza lekarzy: jak przeżyje, nie będzie samodzielnie oddychać.
ZOBACZ TAKŻE
- 30-latek zmarł, bo lekarz nie chciał mu pomóc (08-10-09, 12:25)
- Biła staruszków, przyznała się do winy i ponoć żałuje (13-10-09, 16:09)
- Startuje nowatorski projekt dla niepełnosprawnych (16-11-09, 09:00)
- 16-latka zmarła na sepsę. Czy z winy lekarzy? (15-10-09, 10:00)
- Na Lindleya mu odmówili, gdzie teraz będzie się leczył Filip? (13-10-09, 09:00)
- Niepełnosprawni z kartą, naciągacze bez (22-09-09, 00:00)
- Pociągi groźne dla niewidomych (06-07-09, 09:00)
- Niepełnosprawni na wózkach do urny wyborczej (26-05-09, 09:00)
- Niepełnosprawni testują metro (20-05-09, 12:58)
SERWISY
Zrób to w Warszawie: z Agnieszką Kowalską i Łukaszem Kamińskim
Z Sebastianem Lutym spotykamy się w centrum rehabilitacyjnym, które prowadzi jego fundacja Avalon. Nowoczesny sprzęt, materace, podnośniki. Jeszcze pięć lat temu Sebastian był współwłaścicielem firmy pośredniczącej w ubezpieczeniach. Robił studia MBA w SGH. Uprawiał sporty ekstremalne. Świat należał do niego. - Pracowałem od drugiego roku studiów. Nasza firma zatrudniała 40 osób, a o egzaminach w sesji przypominały mi sekretarki. Ale czułem, że to nie jest to, co chcę robić - opowiada.
Wyjazd na pół roku na Hawaje. Poznał dziewczynę. Zdecydował, że przeniesie się tam na dobre. Do Polski wpadł zamknąć swoje sprawy. W grudniu 2004 roku wrócił na Hawaje. Miał zacząć nowe życie. Następnego dnia po przyjeździe zdarzył się wypadek. Sebastian wbiegał do wody i rzucił się na fale. Niefortunny skok. - Woda mnie unosiła, nie mogłem się ruszyć. Nie mogłem się przewrócić, topiłem się - wspomina. Co było później, nie pamięta. Świadomość odzyskał dopiero po dwóch tygodniach. Był po trzech operacjach. Miał złamany kręgosłup. Nie chodził, nie ruszał rękami. Lekarze nie dawali wielkich nadziei: jak przeżyje, to nigdy nie będzie samodzielnie oddychać. Ale po trzech miesiącach Sebastiana odłączono od maszyny wspomagającej oddychanie. Przesiadł się na wózek. Wrócił do Polski. - Wiedziałem, że moje życie się zmieni. Ale wierzyłem, że dwa, trzy miesiące intensywnych ćwiczeń i dojdę do siebie.
Ogromne pieniądze trzeba była zapłacić za leczenie na Hawajach. W Polsce dostał 500 zł renty. Na rehabilitację też potrzebne były pieniądze. Pomoc zaoferowali znajomi - założyli fundację Przyjaciele Sebastianowi i kwestowali, gdzie się da, organizowali licytacje podpisów piłkarzy Legii i dzieł sztuki. - Wtedy też lekarze powiedzieli mi: nie wiemy, kiedy zaczniesz chodzić, nie wiemy, czy uraz jest odwracalny - mówi Sebastian.
Z czasem pojawiła się chęć działania. Chciał wykorzystać zdolności organizacyjne i biznesowe doświadczenie. Postanowił, że ze sprzętu zakupionego za zebrane dla niego pieniądze będą też korzystać inni niepełnosprawni. Tak powstała fundacja Avalon. - Wiedziałem, czego osoba niepełnosprawna potrzebuje. Sam przeszedłem przez wszystkie stadia niepełnosprawności. Nie może być tak, że trzeba czekać na bezpłatną rehabilitację z NFZ kilka miesięcy. Rehabilitacja to podstawa powrotu do społeczeństwa.
W sierpniu jego fundacja wygrała konkurs na prowadzenie bezpłatnej rehabilitacji. Z PFRON otrzymali dofinansowanie. Pieniędzy wystarczy na trzy lata. Z prywatnego mieszkania przenieśli się do dużego lokalu w centrum handlowym Panorama na Mokotowie. Na dobre ruszyli we wrześniu. W fundacji pracuje obecnie 11 rehabilitantów. Mają najnowocześniejszy sprzęt. Duma Sebastiana to oprzyrządowanie do treningu feedback - pacjent jest podłączony do poruszającej nogami maszyny. Jednocześnie ogląda film z wyścigów kolarskich. Czuje się tak, jakby to on sam jechał w tym wyścigu. Stara się pedałować.
Jeszcze w tym roku mogą pomóc ponad 360 osobom. Pracują na dwie zmiany. Ciągle szukają chętnych na rehabilitację. Nie ma kolejek. - Z centrum korzystają ludzie, którzy od lat nie wychodzili z domów. Z nich jestem najbardziej dumny - mówi szef fundacji. Sam stara się ćwiczyć kilka godzin dziennie. - Najpierw lekarze mówili, że nie przeżyję, później, że nie będę samodzielnie oddychać. Dziś mówią, że nie będę chodzić. Nie wierzę w to - powtarza.
Więcej na www.fundacjaavalon.pl i pod telefonem: 022 640 14 64.
Przeczytaj także: Przychodnia: "Nie leczymy, bo nie płacą"
-
Wypadek na Hawajach odmienił jego życie
krwawymsciciel
06.10.09, 10:27
Sebastian!!! powodzenia :) »
-
Wypadek na Hawajach odmienił jego życie
literka10
06.10.09, 12:24
Dzięki za ten tekst - podtrzymuje na duchu, jest ważny. Mieszkam bliskoPanoramy i nic nie wiedziałam o tej przychodni, rozpropagujcie jakoś tęinformację. Pozdrawiam p. Sebastiana i życzę mu »
-
Re: Wypadek na Hawajach odmienił jego życie
karmelowa_mumi
09.10.09, 22:37
Dowód na to, że wszystko jest możliwe, wieeelki wieeelki szacunek i ukłon»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Marsz Wyzwolenia Konopi 2012 [26.05.2012]
- Co Donieck ma lepszego od Warszawy? Nie tylko Stadion!
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


