2010 - to nie będzie dobry rok na chorowanie

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska
22.10.2009 aktualizacja: 2009-10-21 22:47
A A A Drukuj
Nowy oddział chirurgii onkologicznej w szpitalu przy Madalińskiego
450 mln zł mniej dostaną szpitale na Mazowszu w przyszłym roku. Dla pacjentów oznacza to ograniczenie listy leków refundowanych oraz problemy z dostaniem się do specjalisty i szpitala.
SERWISY
Skąd ogromny deficyt w kasie mazowieckiego NFZ? Płacimy mniej składek zdrowotnych. Na niekorzyść Mazowsza zmienił się też sposób rozdzielania pieniędzy na leczenie w regionach, czyli tzw. algorytm. Kiedyś uwzględniał średnie dochody gospodarstw w województwie (bogate Mazowsze na tym zyskiwało) i liczbę pacjentów spoza województwa leczących się na naszym terenie. Na tym też wygrywaliśmy, bo do stołecznych klinik przyjeżdża wielu pacjentów z Polski. Stanowią np. 70 proc. pacjentów Centrum Zdrowia Dziecka i 50 proc. leczących się w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu w Kajetanach.

Niestety, przed nami chude lata. Wpływy z tytułu składek mogą dalej spadać, czyli pieniędzy będzie jeszcze mniej. Tymczasem z prognoz mazowieckiego NFZ wynika, że w przyszłym roku na refundację leków, jeśli miałaby być utrzymana na tym samym poziomie co teraz, brakuje ok. 200 mln zł. Na leczenie szpitalne - 100 mln zł. Co to oznacza dla chorych? Mniej planowanych operacji, dłuższe kolejki, gorszy dostęp do specjalistów, a pod koniec roku ograniczenie planowych przyjęć, jeśli szpitale nie będą chciały się zadłużać

- Będziemy musieli obniżyć wartość kontraktów ze szpitalami, przychodniami, gabinetami lekarzy rodzinnych, na stomatologii skończywszy - mówi Barbara Misińska, dyrektorka mazowieckiego NFZ. - Gdybyśmy wszystkim chcieli obciąć środki po równo, dostaliby średnio o blisko 15 proc. mniej. Taki spadek przychodów dla wielu instytutów czy szpitali klinicznych jest nie do przyjęcia. Doszłoby do tego, że już w czerwcu nie mogliby przyjmować pacjentów. Do tego nie możemy dopuścić, dlatego wartość kontraktów będziemy ustalać indywidualnie.

Tak więc jedne placówki mogą mieć umowy mniejsze o 10, a inne o 2 proc. Na mniejsze cięcia mogą liczyć te, które stosują unikalne metody leczenia i przyjmują chorych, których nie można leczyć gdzie indziej. Takich szpitali w Warszawie jest dużo, więc czekają je trudne negocjacje.

Dla Szpitala Czerniakowskiego obniżenie wartości kontraktu o 10 proc. oznacza ponad 4 mln zł mniej na leczenie i przyjęcia w przychodni. Tyle placówka wydaje przez ponad miesiąc. Szpital niedawno stanął na nogi, więc aby znów nie popaść w długi, będzie musiał ograniczyć przyjęcia. - Jeśli NFZ orzeknie, że mogę zrobić sto zabiegów, nie wykonam ani jednego więcej. Bo wiem, że nie będzie pieniędzy, żeby zapłacić za przyjęcia ponad limit - mówi Leszek Wójtowicz, dyrektor szpitala.

Inni szefowie lecznic podkreślają, że Fundusz już w tym roku wyśrubował warunki. Szpitale mają pieniądze, ale nie są w stanie wydać ich w swoich przychodniach. A to dlatego, że brakuje w nich specjalistów. A Fundusz płaci tylko wtedy, gdy w przychodni przyjmuje lekarz ze specjalizacją. Wcześniej akceptował np., gdy w poradni diabetologicznej był internista z wieloletnim doświadczeniem.

Niestety, chorym nie tylko trudniej się będzie dostać do lekarza, ale więcej będą też wydawać na leki. Dyrektor Misińska nie ukrywa, że liczy na to, iż nowa lista leków refundowanych zostanie okrojona (może zmienić się wysokość refundacji, a część leków wypaść). - Czekamy na nową listę i liczymy na oszczędności. Inaczej nie wyobrażam sobie naszego budżetu - mówi.

Nie ma co liczyć na to, że NFZ zacznie płacić za nowe metody leczenia czy diagnozowania. Prezes Funduszu Jacek Paszkiewicz otwarcie mówił, że przez najbliższe trzy lata będzie to mało realne.

Mazowiecki NFZ do podziału ma mieć 8,3 mld zł. W naszym województwie jest ponad sto publicznych szpitali, a ich zadłużenie przekracza półtora miliarda złotych.

Zostań fanem serwisu warszawa.gazeta.pl na Facebooku

Przeczytaj także: Przychodnia: "Nie leczymy, bo nie płacą"



Podziel się