"Kosmici nie pozwalają mi załatwiać formalności"

Wojciech Karpieszuk
24.10.2009 aktualizacja: 2009-10-23 21:19
A A A Drukuj
Punkt medyczny dla bezdomnych na Dworcu Śródmieście WKD będzie działał tylko do końca listopada Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Do punktu medycznego dla bezdomnych na Dworcu Śródmieście WKD codziennie zgłasza się po pomoc nawet 50 osób. Działa od 1992 roku. Zniknie 1 grudnia. Dlaczego? Miasto przestało dotować usługi medyczne.
Dwa dni temu alarmowaliśmy w sprawie poradni dla bezdomnych, którą na Wolskiej od 19 lat prowadzi stowarzyszenie Lekarze Nadziei. Lekarze wolontariusze leczą tam bezdomnych. Miasto od początku istnienia lecznicy dotowało ją, w tym roku było to 150 tys. zł. Pieniądze potrzebne są na dwa etaty pielęgniarek, cząstkowy etat pomocy dentystycznej i księgową oraz na leki. Lekarze rozdawali też chorym lekarstwa, które załatwiali w firmach farmaceutycznych. Ale dotacji z ratusza już nie będzie. Urzędnicy zamówili opinię prawną, z której wynika, że miasto nie może finansować usług medycznych, bo nie przewiduje tego ustawa o pomocy społecznej. Ratusz przekonuje, że to zadanie NFZ. Przychodnia ma pieniądze na działalność do końca listopada. Co dalej? Nie wiadomo.

Okazuje się, że identyczne problemy ma punkt medyczny dla bezdomnych z Dworca Śródmieście WKD. Otworzył go 17 lat temu zmarły w czerwcu tego roku o. Bogusław Paleczny. - Przychodzi do nas nawet 50 osób dziennie. Dyżuruje tu chirurg i internista - mówi pielęgniarka, która tam pracuje. - Bezdomni mogą liczyć na doraźną pomoc. Zmieniamy opatrunki, wydajemy lekarstwa. Zgłaszają się ludzie ze zwykłym przeziębieniem, ale też z gruźlicą, zapaleniem oskrzeli, zapaleniem płuc, z otwartymi ranami. Przyjmowaliśmy wszystkich - ubezpieczonych i bez ubezpieczenia.

Już wiadomo, że punkt będzie działać tylko do końca listopada. - Zamykamy, bo bez dotacji z miasta nie poradzimy sobie. W tym roku dostaliśmy 90 tys. zł - mówi Adriana Porowska z Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej. - Urzędnicy radzą, by podpisać kontrakt z NFZ. To niemożliwe. Działamy w skromnych warunkach, w pomieszczeniu nie ma nawet okien. NFZ nie zarejestruje nas jako niepubliczny zakład opieki zdrowotnej.

NFZ pokrywa koszty leczenia tylko ubezpieczonych pacjentów. Aby zapłacić za leczenie bezdomnego bez ubezpieczenia, pracownik ośrodka pomocy społecznej musi wcześniej przeprowadzić wywiad środowiskowy, a burmistrz wydać decyzję. Ale ci, którzy pomagają bezdomnym, skarżą się, że procedura trwa około trzech tygodni, a decyzja na finansowanie leczenia ważna jest tylko przez trzy miesiące.

Teresa Sierawska, zastępca dyrektora biura polityki społecznej, przekonuje, że obecny system się sprawdza. - W zeszłym roku wydaliśmy 2,8 tys. decyzji na darmowe leczenie. Bezdomny może się po nią zgłosić sam do pomocy społecznej, ale może też zgłosić go lekarz. Każdy lekarz musi pacjenta z decyzją przyjąć. Za leczenie zapłaci NFZ - tłumaczy.

- Dr Maria Siwicka-Gracka ze stowarzyszenia Lekarze Nadziei: - Wszystko pięknie wygląda na papierze. Ale gdzie pracownik socjalny ma przeprowadzić wywiad środowiskowy? W kanałach? Do miasta musi dotrzeć, że są tacy ludzie, którzy nigdy nie będą ubezpieczeni. Wczoraj miałam w przychodni na Wolskiej pacjenta, który powiedział mi, że kosmici nie pozwalają mu załatwiać formalności. Miałam mu nie pomóc?

Komentarz
Decyzja o zaprzestaniu finansowania przez ratusz leczenia bezdomnych to jakaś urzędnicza aberracja. Nie wierzę w żadne ekspertyzy prawne. Są dziesiątki sposobów, żeby finansować leczenie bezdomnych dalej, chociażby pośrednio przez jakąś fundację. Ratusz usiłuje po prostu oszczędzić. I w dodatku oszczędzić marne grosze, na najbardziej bezradnych. Proponowane bezdomnym procedury ubezpieczenia się to czysty idiotyzm. Oni pozdychają po prostu w swoich norach. Czy o to chodzi? Nie ma słów na taką bezduszność.
Seweryn Blumsztajn



Przeczytaj także: Zamkną jedyną w Warszawie przychodnię dla bezdomnych?



Podziel się