Biała Laska, a humor czarny - niewidomi obchodzą swoje święto

Jarosław Osowski
27.10.2009 aktualizacja: 2009-10-27 00:14
A A A Drukuj
Ten plakat przypomina cel kampanii - przekonać, że niewidomi są takimi samymi osobami jak inni
Polski Związek Niewidomych zaprasza na święto Białej Laski: poczęstunek tylko dla wybranych, a kto chce paczkę ze słodyczami, musi jechać na drugi koniec dzielnicy. Bo "trochę ruchu po jedzeniu nikomu nie zaszkodzi"
To ma być żart prezesa koła związku na Ochocie Macieja Dunin-Borkowskiego. W podziemiach Klubu Nauczyciela przy Radomskiej tłoczy się ponad 50 starszych, schorowanych ludzi. W weekend dowiedzieli się, że w poniedziałek mają się tu zgłosić na doroczne święto niewidomych i niedowidzących zwanym przez organizatorów Białą Laską ("Co w tym dziwnego? Przecież używają takich lasek").

W zaproszeniu zaznaczono, że o imprezie nie wolno informować znajomych. - A ja nie doczytałam, myślałam, że odwrotnie i powiedziałam Halince, żeby ze mną przyszła - martwi się Barbara Łuczyńska.

- To ta pani paczki już nie dostanie - odzywa się ktoś w ciasnym korytarzu.

- Ale my wszędzie razem! Ona nie widzi, ale może chodzić, a ja poruszam się o dwóch kulach, za to jeszcze trochę widzę, więc sobie pomagamy - opowiada pani Barbara. Z trudem wdrapały się po śliskich schodach do wejścia (obok nawet jest pochylnia, ale do innych drzwi), a potem wąską klatką schodową zeszły do piwnicy.

Tutaj niektórzy niewidomi dowiadują się, że po tradycyjne paczki trzeba jechać do siedziby związku niewidomych przy ul. Siemieńskiego, i to od razu po uroczystości (z zaproszenia: "Odbiór upominku w innym czasie nie będzie możliwy i nie podlega żadnym negocjacjom!!!"). - To bez sensu fatygować chorych ludzi. Zwłaszcza że czasu na odbiór jest niewiele - mówi Monika Chochlewska, która towarzyszy babci, żeby pomóc jej z paczką.

- Zawsze dawali na miejscu. Były przemówienia, a potem upominki - wspomina Janina Hoss.

- Słodycze, czekolada, ptasie mleczko, kakao... - wylicza Janina Kraczyk. - Chciałoby się posiedzieć, pogadać, jak już się spotykamy raz w roku, a tu trzeba będzie od razu jechać.

Impreza spóźnia się już pół godziny. - Jak duszno - wzdychają starsze panie. - Proszę uważać! Ale się walnąłem. W szatni wisi pionowa decha przy kaloryferze - ostrzega starszy pan i pokazuje guz na łysinie.

Wreszcie otwierają się drzwi do sali ze stołem ustawionym w podkowę. Czekają bułki, wędlina, pączki, cukierki, owoce. Do picia: herbata, kawa i soki. Formuje się kolejka do wejścia (przed nim kolejne trzy schodki!). - Szykujcie zaproszenia w garści, inaczej nie wpuszczają, jest lista! - kobieta w ciemnych okularach przeciska się do szatni, bo zapomniała koperty. Pani Halinka denerwuje się, czy wejdzie, ale przy drzwiach machają w końcu ręką.

- Spotykamy się jak co roku w święto Białej Laski - zagaja Maciej Dunin-Borkowski. Składa życzenia zdrowia, a przy okazji na Boże Narodzenie i Nowy Rok. - Bo nie dostaliśmy dofinansowania i spotkania opłatkowego nie będzie - informuje. Ogłasza też podwyżkę składki na związek z 36 do 42 zł rocznie. Wręcza kilka paczek ze słodyczami, ale dostają je tylko goście z centrali, wybrańcy z zarządu oraz żona i córka prezesa, które pomagały przy zorganizowaniu imprezy. Reszta musi po nie jechać. Niewidomi przy stole zastanawiają się jak. Jedni proponują wariant z przesiadką, inni bezpośredni tramwajem (pięć przystanków), za to z długim dojściem. Pierwsi wychodzą już po 45 minutach.

Prezes Dunin-Borkowski strofuje resztę, bo niektórzy byli już o godz. 10.50, choć święto Białej Laski miało się zacząć dopiero o 12. To samo podczas dyżurów w związku. - Jęczą, żeby ich wpuścić, a to przeszkadza. Niewidzenie nam przeszkadza, ale wyobraźnię chyba każdy z nas ma - stwierdza.

Godz. 13.40, impreza się zwija. Pytam prezesa, o co chodzi z tymi paczkami. Twierdzi, że są duże i nie było ich czym dowieźć. A dlaczego mogli przyjść tylko niektórzy? - Jest nas w kole 300 i musimy robić selekcję. Ci, którzy byli na Wielkanoc, nie przyszli na święto Białej Laski, a ci, którzy są teraz, nie będą na Boże Narodzenie. Za rok napiszę im jeszcze, żeby nie przychodzili o godzinę za wcześnie - postanawia prezes.

- To by było niegrzeczne - wtrąca się starsza pani, która pomaga sprzątać ze stołu. - Ja jestem dla męża laską, białą laską. My tu potrzebujemy ciepła, nie tylko ciepłej herbaty.

Przeczytaj także: Wkrótce nie będzie gdzie leczyć dzieci w stolicy



Podziel się

  • Biała Laska, a humor czarny - tak niewidomi obc... soraya1967 27.10.09, 09:36

    Żenujące, naprawdę czułam niesmak czytając ten artykuł. Pan prezes chyba zapomniał że to on i stowarzyszenie są dla niewidomych, a nie oni dla niego. Kazać ludziom jechać po paczki ??? A »

  • Re: Biała Laska, a humor czarny - tak niewidomi o mii.krogulska 07.11.09, 19:00

    To jakiś horror! Ten artykuł trzeba przesłać do Głównego Związku Niewidomych, dlaczegodziennikarz, który to opisał nie poprosił tam o komentarz???Nasza Wspólnota Mieszkaniowa jest bardzo »