Grypa w stolicy. Pacjent w ciężkim stanie na Szaserów

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska
19.11.2009 aktualizacja: 2009-11-18 23:15
A A A Drukuj
Trwają badania nad nowym typem grypy Fot. MIKE BLAKE REUTERS
Młody warszawiak z podejrzeniem nowej grypy leży na oddziale intensywnej terapii w szpitalu przy Szaserów. Jego stan lekarze określają jako ciężki.
SERWISY
22-letni mężczyzna sam zgłosił się w niedzielę do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Był osłabiony. Miał kłopoty z oddychaniem. - Zaczął gorączkować 11 listopada, ale opowiadał, że bagatelizował chorobę - mówi Wojciech Lubiński, rzecznik szpitala przy Szaserów. - Myślał, że to przeziębienie. Czuł się coraz gorzej i dlatego przyszedł do szpitala.

Jego stan szybko się pogorszył. Pacjent już nie oddycha samodzielnie. Trafił na oddział intensywnej terapii. Jest podłączony do respiratora. Ma zapalenie płuc. Wstępnie potwierdzono u niego wirusa grypy A/H1N1. Szpital czeka na ostateczne wyniki analiz laboratoryjnych.

W Warszawie do tej pory wirusa potwierdzono u ponad 30 osób. Jednak chorować na nową odmianę grypy może znacznie więcej. W statystykach widnieją tylko ci pacjenci, którym zlecono drogie badania laboratoryjne. Jednak lekarze w przychodniach często robią tylko testy potwierdzające obecność czynnika "A". Jeśli wynik jest pozytywny, mają niemal pewność, że chodzi o grypę A/H1N1. Wtedy na badania w laboratoriach, które kosztują ponad 300 zł, zwykle nie kierują, a bez nich pacjent nie jest uwzględniony w statystyce.

W całej Polsce gwałtownie wrosła liczba zachorowań na grypę. Specjaliści mówią o epidemii. Od września zachorowało 107 tys. ludzi. Rok temu o tej porze było ich 24 tys. zł. Lawinowy wzrost zachorowań widać także w stołecznych przychodniach, które pękają w szwach. Trudno dostać się do internisty i pediatry. Pan Adam, którego dziecko miało prawie 39 stopni gorączki, w przychodni w Piasecznie usłyszał w poniedziałek, że pierwszy wolny termin jest w środę. - Nie chciano mi napisać, że odmawiają przyjęcia dziecka z gorączką. Usłyszałem, że mogę przyjść na dyżur po godz. 17 i czekać. Miałbym z chorym dzieckiem godzinami siedzieć w korytarzu? - pyta.

Ostatecznie zamówił prywatną wizytę. Jednak nawet prywatne ubezpieczenie nie gwarantuje, że szybko dostaniemy się do lekarza. - W niedzielę moja kilkuletnia córka miała ponad 38 stopni gorączki - opowiada pan Darek. - Mamy abonament w sieci prywatnych przychodni. Gdy zadzwoniliśmy, okazało się, że pediatra może przyjechać dopiero za 12 godzin. Czekaliśmy na wizytę od godz. 11 do 21. Gdy pani weszła, ciągle wisiała na telefonie. Słyszałem, jak ludzie licytują się na karty: "Ja mam złotą kartę, pani musi do mnie zaraz przyjechać. Mam gorączkę i katar. To może być grypa!". To jakaś paranoja.

Za wzrost zachorowań odpowiada wirus A/H1N1. Na szczęście u 80 proc. chorych na świńską grypę choroba ma łagodny przebieg i wystarczą standardowe leki podawane przy przeziębieniu. Zgodnie z wtorkowymi zaleceniami Ministerstwa Zdrowia nie można już używać testów wykrywających grypę, gdyż zdaniem epidemiologów okazały się nieużyteczne. Lekarze nie muszą już potwierdzać rodzaju wirusa, który spowodował grypę, nawet jeśli jest podejrzenie, że to A/H1N1. Rozszerzono za to wskazania do podawania leków antywirusowych - tamiflu i relenzy. Ministerstwo Zdrowia dodatkowe partie leku przekaże do aptek. Lekarze rodzinni mają je przepisywać pacjentom z ciężkimi objawami grypy. Epidemiolodzy szacują, że będzie ich potrzebować co dziesiąty chory.

Wstrzymane odwiedziny na Banacha

Szpital przy Banacha wstrzymał odwiedziny chorych na oddziałach internistycznych. Spowodowane jest to tym, że na jednym z takich oddziałów leży mężczyzna w średnim wieku, u którego stwierdzono wirusa nowej grypy. Zdaniem lekarzy jego stan jest stabilny, choć oddycha przez respirator. Pacjent leży w izolatce. Wprowadzono także ograniczenia w odwiedzaniu chorych na oddziałach chirurgicznych. Tam do jednego pacjenta może przyjść tylko jeden gość.

Przeczytaj także: 2010 - to nie będzie dobry rok na chorowanie



Podziel się