Likwidują ośrodek. Co się stanie z chorymi?
23.11.2009
aktualizacja: 2009-11-22 20:43
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Nasze dzieci nie mogą stracić ośrodka rehabilitacyjnego. Dla nas byłaby to katastrofa, a dla nich koniec świata - mówią rodzice niepełnosprawnych intelektualnie dorosłych, którzy od lat przychodzą na zajęcia na ul. Jazdów
ZOBACZ TAKŻE
- Przychodnie łamią prawo? Wizyty domowe są obowiązkowe! (27-11-09, 09:00)
- Przychodnie szpitala na Solcu oddadzą Woli (26-09-09, 14:00)
- Rodzice niepełnosprawnych chcą sami prowadzić ośrodek (27-11-09, 11:00)
- Już wiadomo, gdzie jest pępek Śródmieścia (27-11-09, 00:00)
- Odkryto gen odpowiedzialny za choroby psychiczne (26-11-09, 17:10)
- Nocne wędrówki chorych między szpitalami (23-11-09, 10:00)
- "Likwidacja przychodni? Szukamy rozwiązania" (27-10-09, 10:00)
- Zamkną jedyną w Warszawie przychodnię dla bezdomnych? (22-10-09, 10:00)
- "Nie przenoście nam przychodni na Wolę" (06-10-09, 10:00)
- Popularne przychodnie znikną z mapy Warszawy? (06-10-09, 09:00)
- Całe Śródmieście broni swoich przychodni (01-09-09, 08:00)
SERWISY
- Kiedy to miejsce powstawało czterdzieści lat temu, nasze dzieci były napiętnowane, uważane za nienormalne. Było ciężko. My, rodzice, nie mieliśmy prywatnego życia - wspomina Irena Stanisławska, mama 38-letniego Macieja.
Jej syn od dzieciństwa chodzi na zajęcia rehabilitacyjne do ośrodka przy ul. Jazdów 5. Działa on jako oddział dzienny szpitala psychiatrycznego przy Nowowiejskiej. - Maciek zna tu wszystkich. Traktuje to miejsce jak swój dom. Tu nauczył się, jak przechodzić przez ulicę, w jaki sposób trzymać sztućce, jak zachować się w kawiarni.
W piętrowym budynku ośrodka są m.in.: sala gimnastyczna, rehabilitacyjna, pracownia plastyczna, redakcja gazetki. Przychodzi tu ok. 60 osób, już od 7 rano. Ich rodzice nazywają je dużymi dziećmi. - Bo są ufne i szczere. Łatwo je skrzywdzić - wyjaśnia Teresa Cofałka, mama 40-letniej Aleksandry. - Córka przychodzi tu od 23 lat. Ma swój dzienniczek. Codziennie jest gimnastyka, zajęcia w stolarni i zajęcia kulinarne. Właśnie przygotowywaliśmy się do wielkiego święta, czyli 40. urodzin ośrodka.
To rodzice przez lata wyposażyli to miejsce. Załatwili nowoczesny sprzęt rehabilitacyjny, stoły do ping-ponga, rowerki do ćwiczeń, komputery.
- W październiku własnymi kanałami dowiedzieliśmy się, że będą zmiany. Połowa naszych dzieci ma być wypisana z ośrodka, a na ich miejsce mają być przyjęci psychicznie chorzy - mówi Irena Stanisławska. - Zaskoczyło nas to, bo na spotkaniu z dyrektorem szpitala usłyszeliśmy jedynie, że w przyszłym roku ośrodek czeka przeprowadzka do nowej siedziby. Nie było jednak mowy o łączeniu niepełnosprawnych z pacjentami szpitala.
Zaniepokoiło ich też, że ich dzieci są wypisywane z ośrodka na dłużej niż dotychczas. - Podobno takie są wymogi finansowania go przez NFZ. Ale do tej pory wypisywano dzieci na dwa, góra trzy tygodnie. Teraz siostra dostała wypis na półtora miesiąca. Nie mam pewności, czy będzie mogła wrócić - mówi Barbara Lenda, siostra 55-letniej Bogusławy.
- Maciek awanturuje się, że w weekendy ośrodek jest zamknięty. Dłuższa przerwa to dla niego szok - podkreśla Irena Stanisławska. I dodaje: - Chorym psychicznie trzeba pomóc, ale nie kosztem ludzi upośledzonych.
Maria Pułecka, mama 48-letniego Janusza. - Co to za pomysł łączenie tych grup? Przecież to dwie różne kategorie pacjentów.
Zaniepokojeni rodzice na początku listopada wysłali pismo do Andrzeja Mazura, dyrektora Samodzielnego Wojewódzkiego Zespołu Publicznych Zakładów Psychiatrycznej Opieki Zdrowotnej przy Nowowiejskiej. Pytali, co będzie z ośrodkiem. Nie dostali odpowiedzi.
Andrzej Mazur: - To jest oddział szpitalny, a nie dom opieki społecznej. A ze szpitala pacjenci są wypisywani.
Zapewnia, że nie zamierza likwidować ośrodka rehabilitacyjnego. Ma pieniądze na postawienie nowego pawilonu przy ul. Dolnej - tam ma być przeniesiony. Potwierdza, że chce w nim umieścić również psychicznie chorych. - Jestem menedżerem. Wcześniej rozmawiałem jednak z psychiatrami i ich zdaniem nie ma przeszkód, by połączyć te dwie grupy - twierdzi.
Po przeprowadzce stary budynek zamierza zwrócić urzędowi marszałkowskiemu, który nadzoruje szpital psychiatryczny. Jego planów co do budynku nie zna.
Rodzice próbowali interweniować także u marszałka. Zaproponowali, by ośrodek oddzielić od szpitala i jego prowadzenie powierzyć założonej przez nich w 1995 roku fundacji Nasz Dom. - Jednak to zabytkowy budynek na atrakcyjnym terenie. Obok są parki, ambasady. Boję się, że są już inne zamiary - mówi Irena Stanisławska.
Prof. Jacek Wciórka, wojewódzki konsultant w dziedzinie psychiatrii: - Propozycja rodziców, by ich fundacja poprowadziła ten ośrodek, jest dobra. To przyszłościowa sprawa. Natomiast pomysł dyrekcji połączenia przewlekle chorych z nawracającą chorobą psychiczną z upośledzonymi nie jest najszczęśliwszy. Jedni będą dystansować się od drugich.
O przyszłość ośrodka chcieliśmy zapytać Waldemara Roszkiwicza, wicemarszałka Mazowsza odpowiedzialnego za zdrowie. Nie odbierał jednak telefonów ani nie odpowiadał na mejle.
Jej syn od dzieciństwa chodzi na zajęcia rehabilitacyjne do ośrodka przy ul. Jazdów 5. Działa on jako oddział dzienny szpitala psychiatrycznego przy Nowowiejskiej. - Maciek zna tu wszystkich. Traktuje to miejsce jak swój dom. Tu nauczył się, jak przechodzić przez ulicę, w jaki sposób trzymać sztućce, jak zachować się w kawiarni.
W piętrowym budynku ośrodka są m.in.: sala gimnastyczna, rehabilitacyjna, pracownia plastyczna, redakcja gazetki. Przychodzi tu ok. 60 osób, już od 7 rano. Ich rodzice nazywają je dużymi dziećmi. - Bo są ufne i szczere. Łatwo je skrzywdzić - wyjaśnia Teresa Cofałka, mama 40-letniej Aleksandry. - Córka przychodzi tu od 23 lat. Ma swój dzienniczek. Codziennie jest gimnastyka, zajęcia w stolarni i zajęcia kulinarne. Właśnie przygotowywaliśmy się do wielkiego święta, czyli 40. urodzin ośrodka.
To rodzice przez lata wyposażyli to miejsce. Załatwili nowoczesny sprzęt rehabilitacyjny, stoły do ping-ponga, rowerki do ćwiczeń, komputery.
- W październiku własnymi kanałami dowiedzieliśmy się, że będą zmiany. Połowa naszych dzieci ma być wypisana z ośrodka, a na ich miejsce mają być przyjęci psychicznie chorzy - mówi Irena Stanisławska. - Zaskoczyło nas to, bo na spotkaniu z dyrektorem szpitala usłyszeliśmy jedynie, że w przyszłym roku ośrodek czeka przeprowadzka do nowej siedziby. Nie było jednak mowy o łączeniu niepełnosprawnych z pacjentami szpitala.
Zaniepokoiło ich też, że ich dzieci są wypisywane z ośrodka na dłużej niż dotychczas. - Podobno takie są wymogi finansowania go przez NFZ. Ale do tej pory wypisywano dzieci na dwa, góra trzy tygodnie. Teraz siostra dostała wypis na półtora miesiąca. Nie mam pewności, czy będzie mogła wrócić - mówi Barbara Lenda, siostra 55-letniej Bogusławy.
- Maciek awanturuje się, że w weekendy ośrodek jest zamknięty. Dłuższa przerwa to dla niego szok - podkreśla Irena Stanisławska. I dodaje: - Chorym psychicznie trzeba pomóc, ale nie kosztem ludzi upośledzonych.
Maria Pułecka, mama 48-letniego Janusza. - Co to za pomysł łączenie tych grup? Przecież to dwie różne kategorie pacjentów.
Zaniepokojeni rodzice na początku listopada wysłali pismo do Andrzeja Mazura, dyrektora Samodzielnego Wojewódzkiego Zespołu Publicznych Zakładów Psychiatrycznej Opieki Zdrowotnej przy Nowowiejskiej. Pytali, co będzie z ośrodkiem. Nie dostali odpowiedzi.
Andrzej Mazur: - To jest oddział szpitalny, a nie dom opieki społecznej. A ze szpitala pacjenci są wypisywani.
Zapewnia, że nie zamierza likwidować ośrodka rehabilitacyjnego. Ma pieniądze na postawienie nowego pawilonu przy ul. Dolnej - tam ma być przeniesiony. Potwierdza, że chce w nim umieścić również psychicznie chorych. - Jestem menedżerem. Wcześniej rozmawiałem jednak z psychiatrami i ich zdaniem nie ma przeszkód, by połączyć te dwie grupy - twierdzi.
Po przeprowadzce stary budynek zamierza zwrócić urzędowi marszałkowskiemu, który nadzoruje szpital psychiatryczny. Jego planów co do budynku nie zna.
Rodzice próbowali interweniować także u marszałka. Zaproponowali, by ośrodek oddzielić od szpitala i jego prowadzenie powierzyć założonej przez nich w 1995 roku fundacji Nasz Dom. - Jednak to zabytkowy budynek na atrakcyjnym terenie. Obok są parki, ambasady. Boję się, że są już inne zamiary - mówi Irena Stanisławska.
Prof. Jacek Wciórka, wojewódzki konsultant w dziedzinie psychiatrii: - Propozycja rodziców, by ich fundacja poprowadziła ten ośrodek, jest dobra. To przyszłościowa sprawa. Natomiast pomysł dyrekcji połączenia przewlekle chorych z nawracającą chorobą psychiczną z upośledzonymi nie jest najszczęśliwszy. Jedni będą dystansować się od drugich.
O przyszłość ośrodka chcieliśmy zapytać Waldemara Roszkiwicza, wicemarszałka Mazowsza odpowiedzialnego za zdrowie. Nie odbierał jednak telefonów ani nie odpowiadał na mejle.
Przeczytaj także: Przychodnia dla bezdomnych uratowana
Najczęściej czytane24 htydzień
- Miał być ważny węzeł, ale zniknął. Gdzie jest Konotopa?
- Piątek na ulicach Warszawy [25.05.2012]
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Centrum tonie w reklamach. Najbrzydsze rondo w mieście?
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


