Leczyli świńską grypę, a teraz walczą o kasę

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska
24.11.2009 aktualizacja: 2009-11-24 08:08
A A A Drukuj
Aparatura na Niekłańskiej za pieniądze unijne Fot. Jerzy Gumowski / AG
Szpital przy ul. Niekłańskiej przez ponad miesiąc na oddziale intensywnej terapii leczył ośmiolatkę, jedną z pierwszych osób zakażonych wirusem A/H1N1. Dziewczynkę udało się uratować. Jednak NFZ za leczenie chce oddać o 60 tys. zł mniej niż koszty wyliczone przez szpital.
SERWISY
W lipcu walkę o życie ośmiolatki, Amerykanki polskiego pochodzenia, śledziły wszystkie media. To był jeden z pierwszych poważnych przypadków świńskiej grypy w Polsce. Dziewczynka przyleciała ze Stanów pod koniec czerwca razem z babcią i 14-letnim bratem. Pierwsze objawy choroby przypominały zwykłe przeziębienie. Niestety, zaczęła gorączkować i słabnąć z dnia na dzień. Gdy przywieziono ją do szpitala przy Niekłańskiej była już w bardzo ciężkim stanie. Od razu trafiła na oddział intensywnej terapii, gdzie o jej życie walczono ponad miesiąc.

Potwierdzono, że jest zakażona wirusem świńskiej grypy. Niestety, miała bardzo poważne powikłania, m.in. zaburzenia pracy nerek, z którymi Jessica miała problemy od urodzenia. W dodatku miała ciężkie zapalenie płuc, dlatego oddychała przez respirator. Podawano jej antybiotyki, żeby zwalczyć bakterie, które zaatakowały płuca. Niestety, to obniżało odporność organizmu i wirus łatwiej się rozprzestrzeniał. W pewnym momencie rokowania były tragiczne. Dziewczynka była reanimowana. Miała coraz większe problemy z płucami. Na szczęście udało ją się uratować. 10 sierpnia wyszła ze szpitala przy Niekłańskiej, a ponieważ nadal miała problemy z oddychaniem, trafiła na oddział pulmonologii szpitala przy Litewskiej. Później wróciła do Stanów.

Szpital na Niekłańskiej koszty leków, zabiegów i opieki na oddziale intensywnej terapii wyliczył na blisko 170 tys. zł. - Pacjentka na OIOM-ie leżała 36 dni - opowiada Magdalena Tenczyńska, rzeczniczka szpitala przy Niekłańskiej. - Walcząc o jej życie, korzystaliśmy z najnowszych, często bardzo kosztownych, metod leczenia i leków. Ciągle konsultowaliśmy się ze szpitalem zakaźnym.

Tenczyńska podkreśla, że Jessica nie była standardowym przypadkiem, dlatego szpital poprosił mazowiecki oddział NFZ o zgodę na indywidualne rozliczanie kosztów leczenia. - Fundusz zaproponował, że za leczenie może oddać nam o ponad 60 tys. zł mniej, niż wydaliśmy. A kto ma dołożyć brakujące pieniądze? - pyta Tenczyńska. - Nie możemy się zgodzić na taką propozycję. Żaden inny szpital w Warszawie nie chciał przyjąć pacjentki z tak poważnymi powikłaniami, a my to zrobiliśmy. Dlaczego teraz z tego powodu mamy wpadać w długi.

Wanda Pawłowicz, rzeczniczka mazowieckiego NFZ, twierdzi, że doszło do nieporozumienia. - Nie możemy wydać zgody na indywidualne rozliczenie leczenia tej pacjentki, bo ten przypadek nie spełnia przepisów zarządzenia prezesa NFZ. Dziewczynka cały czas leżała na OIOM-ie, dlatego szpital powinien ubiegać się o zwrot kosztów jej leczenia tak jak każdego innego pacjenta. Jeśli placówka wyszczególni zabiegi, leki i choroby współistniejące, wtedy taki rachunek będzie podstawą do zwrotu pieniędzy.

Szpital zamierza taki drobiazgowy rachunek przedstawić. - Musimy walczyć o nasze pieniądze - mówią w szpitalu.

Pawłowicz dodaje, że Fundusz nie ma interesu w tym, aby zaniżać koszty leczenia: - W przypadku cudzoziemców, którzy leczą się w Polsce z powodu chorób zakaźnych, zwracamy pieniądze za leczenie szpitalowi, ale później o ich refundację zwracamy się do Ministerstwa Zdrowia.

Podziel się