Rodzice niepełnosprawnych chcą sami prowadzić ośrodek
27.11.2009
aktualizacja: 2009-11-26 23:04
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Dajcie nam szansę poprowadzić ten ośrodek - apelują rodzice dorosłych niepełnosprawnych intelektualnie. Ich dzieci od lat przychodzą na rehabilitację do oddziału psychiatrycznego przy ul. Jazdów. Teraz niektórym grozi wypis. - To szpital, a ze szpitala pacjentów się wypisuje - mówią urzędnicy.
ZOBACZ TAKŻE
- Przychodnie łamią prawo? Wizyty domowe są obowiązkowe! (27-11-09, 09:00)
- Niepełnosprawnik już nie działa. Zabrakło pieniędzy (04-02-10, 10:00)
- Ratusz wyrzuci w błoto ponad pół mln zł? (15-01-10, 09:00)
- Oto wynalazek, który ułatwi życie niepełnosprawnym (12-01-10, 10:00)
- Uziemiona przez sąsiadów - nie pozwalają trzymać wózka (30-12-09, 09:00)
- "Gazeta Stołeczna" wyróżniona w konkursie "Oczy otwarte" (03-12-09, 11:00)
- Szpital w Międzylesiu będzie odsyłał chorych (28-11-09, 14:00)
- Bezpłatne i anonimowe badania na HIV w sobotę (27-11-09, 00:00)
- Likwidują ośrodek. Co się stanie z chorymi? (23-11-09, 10:00)
- Nocne wędrówki chorych między szpitalami (23-11-09, 10:00)
- Zamkną jedyną w Warszawie przychodnię dla bezdomnych? (22-10-09, 10:00)
- Dom Studencki przy Zamenhofa obiektem bez barier (03-12-09, 10:00)
O sprawie pisaliśmy w poniedziałek. Rodzice protestują przeciwko zmianom proponowanym przez dyrekcję szpitala psychiatrycznego przy Nowowiejskiej, któremu podlega ośrodek rehabilitacyjny przy ul. Jazdów. Własnymi kanałami dowiedzieli się, że część niepełnosprawnych intelektualnie zostanie wypisana. Na ich miejsce mają być przyjęci chorzy psychicznie. Psychiatrzy właśnie rozpoczęli badania, kto z 60 dotychczasowych upośledzonych pacjentów nie musi przebywać na dziennym oddziale szpitalnym.
- We wtorek wypisany został chłopak, który przychodził tu od lat. Trafi do ośrodka pomocy społecznej. On bardzo to przeżył. Pożegnanie wyglądało strasznie. Dla ludzi, którzy przychodzili tu przez całe życie, wypis to szok - opowiada Irena Stanisławska, mama 38-letniego Marka, jednego z podopiecznych ośrodka.
- Czy każda osoba niepełnosprawna intelektualnie musi być pacjentem szpitala? - pyta Ewa Łagońska, dyrektorka departamentu zdrowia w urzędzie marszałkowskim, któremu podlega szpital przy Nowowiejskiej. - W szpitalu to normalne, że pacjent kończy rehabilitację i jest wypisywany. Decyzje o przyjęciach i wypisach pacjentów podejmuje lekarz prowadzący - stwierdza. Dodaje, że jeśli będzie taka potrzeba, wypisanym pacjentom lekarze wskażą miejsce w innych ośrodkach. - W szpitalu powinna być rotacja. Dzięki temu inni też mają dostęp do usług rehabilitacyjnych oferowanych przez ten oddział - mówi. Podkreśla, że budynek przy Jazdów nie spełnia standardów. - To stara willa, najgorsza jest kotłownia. Są pieniądze na nową siedzibę. Przeprowadzka będzie korzystniejsza dla ośrodka rehabilitacyjnego, bo obok będą inne oddziały szpitala psychiatrycznego, będzie więcej specjalistów - twierdzi.
Urzędnicy i rodzice są zgodni w jednym - niefortunna jest forma tego ośrodka. Rodzice proponują: oddzielmy go od szpitala. Chcą, by ośrodek poprowadziła założona przez nich w 1995 roku fundacja Nasz Dom. Fundacja przez lata wyposażyła to miejsce w sprzęt rehabilitacyjny, rowerki do ćwiczeń, stoły do ping-ponga, komputery do zajęć informatycznych. - To prawda, budynek jest stary. Trzeba zrobić porządną kotłownię, bo ciągle pali się tu węglem. Ale małymi kroczkami uda się nam. Warto spróbować. Wtedy będzie to zwykły ośrodek rehabilitacyjny. Nie musielibyśmy nikogo z niego wypisywać. A w nowej siedzibie będzie więcej miejsca dla psychicznie chorych - przekonuje Irena Stanisławska. Rodzice myślą o założeniu niepublicznego zakładu opieki zdrowotnej. Wtedy mogliby podpisać kontrakt z NFZ. Ich fundacja mogłaby też zdobywać środki, startując w różnych konkursach. - Niektórzy z nas mają po 70 lat. Ale są w nas chęci, by to prowadzić. Jednak bez urzędniczej pomocy nie damy rady, bo potrzebujemy siedziby - kwituje Irena Stanisławska. Na początku grudnia rodzice mają spotkać się z Waldemarem Roszkiewiczem, wicemarszałkiem Mazowsza odpowiedzialnym za zdrowie. Ich pomysł popiera prof. Jan Wciórka, wojewódzki konsultant w dziedzinie psychiatrii.
- We wtorek wypisany został chłopak, który przychodził tu od lat. Trafi do ośrodka pomocy społecznej. On bardzo to przeżył. Pożegnanie wyglądało strasznie. Dla ludzi, którzy przychodzili tu przez całe życie, wypis to szok - opowiada Irena Stanisławska, mama 38-letniego Marka, jednego z podopiecznych ośrodka.
- Czy każda osoba niepełnosprawna intelektualnie musi być pacjentem szpitala? - pyta Ewa Łagońska, dyrektorka departamentu zdrowia w urzędzie marszałkowskim, któremu podlega szpital przy Nowowiejskiej. - W szpitalu to normalne, że pacjent kończy rehabilitację i jest wypisywany. Decyzje o przyjęciach i wypisach pacjentów podejmuje lekarz prowadzący - stwierdza. Dodaje, że jeśli będzie taka potrzeba, wypisanym pacjentom lekarze wskażą miejsce w innych ośrodkach. - W szpitalu powinna być rotacja. Dzięki temu inni też mają dostęp do usług rehabilitacyjnych oferowanych przez ten oddział - mówi. Podkreśla, że budynek przy Jazdów nie spełnia standardów. - To stara willa, najgorsza jest kotłownia. Są pieniądze na nową siedzibę. Przeprowadzka będzie korzystniejsza dla ośrodka rehabilitacyjnego, bo obok będą inne oddziały szpitala psychiatrycznego, będzie więcej specjalistów - twierdzi.
Urzędnicy i rodzice są zgodni w jednym - niefortunna jest forma tego ośrodka. Rodzice proponują: oddzielmy go od szpitala. Chcą, by ośrodek poprowadziła założona przez nich w 1995 roku fundacja Nasz Dom. Fundacja przez lata wyposażyła to miejsce w sprzęt rehabilitacyjny, rowerki do ćwiczeń, stoły do ping-ponga, komputery do zajęć informatycznych. - To prawda, budynek jest stary. Trzeba zrobić porządną kotłownię, bo ciągle pali się tu węglem. Ale małymi kroczkami uda się nam. Warto spróbować. Wtedy będzie to zwykły ośrodek rehabilitacyjny. Nie musielibyśmy nikogo z niego wypisywać. A w nowej siedzibie będzie więcej miejsca dla psychicznie chorych - przekonuje Irena Stanisławska. Rodzice myślą o założeniu niepublicznego zakładu opieki zdrowotnej. Wtedy mogliby podpisać kontrakt z NFZ. Ich fundacja mogłaby też zdobywać środki, startując w różnych konkursach. - Niektórzy z nas mają po 70 lat. Ale są w nas chęci, by to prowadzić. Jednak bez urzędniczej pomocy nie damy rady, bo potrzebujemy siedziby - kwituje Irena Stanisławska. Na początku grudnia rodzice mają spotkać się z Waldemarem Roszkiewiczem, wicemarszałkiem Mazowsza odpowiedzialnym za zdrowie. Ich pomysł popiera prof. Jan Wciórka, wojewódzki konsultant w dziedzinie psychiatrii.
Przeczytaj także: Leczyli świńską grypę, a teraz walczą o kasę
Najczęściej czytane24 htydzień
- Miał być ważny węzeł, ale zniknął. Gdzie jest Konotopa?
- Piątek na ulicach Warszawy [25.05.2012]
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Centrum tonie w reklamach. Najbrzydsze rondo w mieście?
- Masa Krytyczna: "My nie blokujemy ruchu"
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


