Roszady w szpitalu Czerniakowskim po odwołaniu dyrektora
21.12.2010
aktualizacja: 2010-12-20 19:52
Fot. Albert Zawada / AG
Andrzej Wiatrak, dotychczasowy dyrektor ds. administracyjnych, ma teraz pokierować szpitalem przy ul. Stępińskiej - dowiedziała się "Gazeta". I nie pierwszy raz zajmie miejsce swojego szefa
Na początku grudnia do dymisji podał się Leszek Wójtowicz, dotychczasowy dyrektor Szpitala Czerniakowskiego. Pozostał jednak na stanowisku do 17 grudnia, by dokończyć negocjacje kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia.
W poniedziałek nowym p.o. dyrektora lecznicy przy Stępińskiej został Andrzej Wiatrak, dotychczasowy zastępca Wójtowicza odpowiedzialny za sprawy techniczne i administracyjne.
- Wiatrak zna szpital. Jest miły, ale niedecyzyjny - ocenia pracownik szpitala przy Stępińskiej.
Dyrektor ma pełnić swoje funkcje do czasu wyłonienia nowych władz lecznicy. Lada dzień ma być rozpisany konkurs.
Ratusz, któremu podlega szpital, na razie milczy. - Wydamy w tej sprawie oficjalny komunikat - usłyszeliśmy w biurze prasowym.
Leszek Wójtowicz i Andrzej Wiatrak pracowali ze sobą nie tylko w Czerniakowskim. Wcześniej panowie zajmowali analogiczne stanowiska w nieistniejącym już Szpitalu Elżbietanek przy ul. Goszczyńskiego. Na krótko Wiatrak zastąpił swojego szefa, po czym powrócił na stanowisko zastępcy dyrektora. Zostali tam aż do zamknięcia szpitala i przeszli do lecznicy przy Stępińskiej.
Roszady w Czerniakowskim mają związek z artykułami publikowanymi w "Gazecie". Opisaliśmy w nich historię 44-letniej Ewy Trautman, która zasłabła na ulicy i przez cztery dni leżała przy Stępińskiej bez opisu zdjęć z tomografu - w weekend nie było radiologów, choć powinni być. Śmierć spowodowały rozległe udary mózgu. Również w weekend do Szpitala Czerniakowskiego trafił 65-letni Zbigniew Kaliński, też nie opisano jego zdjęć z tomografu. W dodatku na oddziale zaraził się groźną bakterią. Zmarł. Okoliczności śmierci pacjentów wciąż bada mokotowska prokuratura.
"Gazeta" ujawniła również, że były dyrektor Czerniakowskiego w atmosferze skandalu rozstawał się z innymi szpitalami, m.in. w Żninie pod Bydgoszczą. Tamtejsza prokuratura zarzuciła mu, że niewłaściwie zarządzał finansami szpitala. Pięć lat temu w tej sprawie sąd rejonowy skazał go na rok i trzy miesiące więzienia z zawieszeniem na dwa lata, a także 1,8 tys. zł kary.
- Chcę wierzyć, że nowa dyrekcja zapewni bezpieczeństwo pacjentom i lekarzom właściwe warunki pracy. Mam także nadzieję, że rodziny zmarłych w końcu usłyszą słowo "przepraszam" - mówi Beata Bosak-Rutkowska, prawniczka rodziny Trautmanów.
W poniedziałek nowym p.o. dyrektora lecznicy przy Stępińskiej został Andrzej Wiatrak, dotychczasowy zastępca Wójtowicza odpowiedzialny za sprawy techniczne i administracyjne.
- Wiatrak zna szpital. Jest miły, ale niedecyzyjny - ocenia pracownik szpitala przy Stępińskiej.
Dyrektor ma pełnić swoje funkcje do czasu wyłonienia nowych władz lecznicy. Lada dzień ma być rozpisany konkurs.
Ratusz, któremu podlega szpital, na razie milczy. - Wydamy w tej sprawie oficjalny komunikat - usłyszeliśmy w biurze prasowym.
Leszek Wójtowicz i Andrzej Wiatrak pracowali ze sobą nie tylko w Czerniakowskim. Wcześniej panowie zajmowali analogiczne stanowiska w nieistniejącym już Szpitalu Elżbietanek przy ul. Goszczyńskiego. Na krótko Wiatrak zastąpił swojego szefa, po czym powrócił na stanowisko zastępcy dyrektora. Zostali tam aż do zamknięcia szpitala i przeszli do lecznicy przy Stępińskiej.
Roszady w Czerniakowskim mają związek z artykułami publikowanymi w "Gazecie". Opisaliśmy w nich historię 44-letniej Ewy Trautman, która zasłabła na ulicy i przez cztery dni leżała przy Stępińskiej bez opisu zdjęć z tomografu - w weekend nie było radiologów, choć powinni być. Śmierć spowodowały rozległe udary mózgu. Również w weekend do Szpitala Czerniakowskiego trafił 65-letni Zbigniew Kaliński, też nie opisano jego zdjęć z tomografu. W dodatku na oddziale zaraził się groźną bakterią. Zmarł. Okoliczności śmierci pacjentów wciąż bada mokotowska prokuratura.
"Gazeta" ujawniła również, że były dyrektor Czerniakowskiego w atmosferze skandalu rozstawał się z innymi szpitalami, m.in. w Żninie pod Bydgoszczą. Tamtejsza prokuratura zarzuciła mu, że niewłaściwie zarządzał finansami szpitala. Pięć lat temu w tej sprawie sąd rejonowy skazał go na rok i trzy miesiące więzienia z zawieszeniem na dwa lata, a także 1,8 tys. zł kary.
- Chcę wierzyć, że nowa dyrekcja zapewni bezpieczeństwo pacjentom i lekarzom właściwe warunki pracy. Mam także nadzieję, że rodziny zmarłych w końcu usłyszą słowo "przepraszam" - mówi Beata Bosak-Rutkowska, prawniczka rodziny Trautmanów.
Najczęściej czytane24 htydzień
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Co Donieck ma lepszego od Warszawy? Nie tylko Stadion!
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]



