Szpitale walczą o rodzące: jednoosobowe sale to za mało

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska
08.03.2011 aktualizacja: 2011-03-07 22:11
A A A Drukuj
Szpital położniczy Fot. Rafał Mielnik / AG
Cztery warszawskie porodówki się rozbudowują. Jednoosobowe sale do porodu wkrótce staną się standardem, więc szpitale będą musiały znaleźć inne usługi, by przyciągnąć rodzące kobiety.
Prace trwają przy ul. Żelaznej, Karowej, Madalińskiego i Inflanckiej. Dwie ostatnie placówki obliczają, że będą mogły przyjąć rocznie po 1500 porodów więcej.

Jednocześnie wszędzie poprawiają się warunki.

Zgodnie z wchodzącymi w życie w kwietniu wytycznymi Ministerstwa Zdrowia rodząca ma mieć zapewnioną intymność. Będą więc tylko jednoosobowe sale porodowe. Do tej pory w niektórych warszawskich szpitalach trzeba było za nie zapłacić (np. w szpitalu św. Zofii - 500 zł). Inaczej poród odbywał się w sali kilkuosobowej, za parawanem.

Teraz to, co było luksusem, staje się bezpłatnym standardem. Czym więc przyciągnąć pacjentki? Jedne szpitale inwestują w bezpieczeństwo noworodków, inne - coraz bardziej wyszukane warunki. Biorą pod uwagę, że dzisiejszy tłok na porodówkach powodują kobiety z wyżu. Za jakiś czas rodzących może być mniej.

Warunki zbliżone do domowych

Szpital przy Inflanckiej nowe budynki ma oddać w przyszłym roku. Już teraz ma nowy blok porodowy wyłącznie z jednoosobowymi salami.

- W trzech są wanny dla rodzących. We wszystkich piłki i drabinki i oczywiście łazienka z prysznicem. Za nic nie bierzemy pieniędzy, bo naszym zdaniem to się pacjentkom należy w ramach ubezpieczenia - mówi Janusz Siemaszko, dyrektor szpitala przy Inflanckiej.

Po remoncie przybędzie tu też oddział intensywnej terapii noworodka. Teraz gdy tu rodzi się wcześniak lub noworodek, który musi leżeć w inkubatorze, karetką jest przewożony do innego szpitala.

Szpital przy Madalińskiego chce zaproponować Szpitalny Dom Narodzin. W dwupokojowym mieszkaniu na terenie szpitala rodząca będzie przez dwa dni przebywać z mężem lub całą rodziną. Mają mieć do dyspozycji sypialnię z łóżkiem do porodu po złożeniu wyglądającym jak kanapa oraz kuchnię. Para będzie mogła sobie przynieść poduszki, kapy czy inne sprzęty, by czuła się swojsko.

Za dwa lata mają powstać trzy takie mieszkania. Żeby w nich rodzić, trzeba będzie zapłacić. Na razie nie wiadomo ile.

To odpowiedź na modę na porody domowe. W ubiegłym roku w stolicy w domach przyszło na świat ok. stu noworodków.

- Takie porody są coraz bardziej popularne, dlatego chcemy, by kobiety mogły rodzić w warunkach jak najbardziej zbliżonych do domowych, ale gwarantujących bezpieczeństwo. Gdyby coś się działo, w każdej chwili można windą zjechać na blok operacyjny - mówi prof. Bogdan Chazan, dyrektor szpitala przy Madalińskiego.

Nad podobną ofertą zastanawia się Wojciech Puzyna, dyrektor szpitala św. Zofii. Chce zrobić oddział, na którym kobieta miałaby gwarancję, że rodzi naturalnie, jak w domu. Interwencja medyczna byłaby ograniczona do minimum. Teraz na porodówkach, by przyspieszyć akcję porodową, często podaje się oksytocynę. - To jeden z pomysłów na to, jak zapewnić rentowność szpitalowi, gdy liczba porodów zacznie spadać - przyznaje Puzyna i podkreśla, że decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła.

Katarzyna Grzybowska, położna, która przyjmuje porody w domu: - To nadużycie i chwyt marketingowy. Poród domowy musi się odbywać poza szpitalem!

Katarzynie z Mokotowa, której dziecko kilka lat temu przyszło na świat w prywatnym domu narodzin (zapłaciła za to 2,5 tys. zł), pomysł się podoba, ale pod pewnymi warunkami: - Szpital musi gwarantować, że w trakcie porodu będę sama z położną i najbliższymi. Jeśli lekarze będą mogli w każdej chwili wejść do takiego mieszkania, to wypacza ideę porodów rodzinnych. Chciałabym mieć pewność, że mamy czas na to, by kolejne etapy porodu przebiegały w naturalnym czasie. Że nikt nie poda mi oksytocyny.

Urodzą te, które przyjadą

Prof. Mirosław Wielgoś, mazowiecki konsultant ds. położnictwa i ginekologii, twierdzi, że rozbudowane porodówki nie powinny stać puste. Teraz w stolicy odbiera się ok. 30 tys. porodów rocznie: - Liczba porodów raczej już nie wzrośnie, ale nie powinna gwałtownie spadać, bo w Warszawie jest duża migracja. Przyjeżdża tu wiele młodych ludzi za pracą, którzy później zakładają rodzinę. W stołecznych szpitalach chcą też rodzic kobiety z Mazowsza. Powody są różne. Jedni liczą na lepszą opiekę i sprzęt, inni chcą, by dziecko urodziło się w Warszawie.

Prof. Wielgoś dodaje, że dzięki rozbudowie porodówek znacząco powinien się poprawić komfort rodzenia. Podkreśla, że nadal - choć dużo rzadziej - z braku miejsc kobiety są odsyłane z jednych szpitali, co powoduje dodatkowy stres. - Dzięki tym modernizacjom kobiety nie powinny już leżeć na korytarzach, co teraz nadal się zdarza - mówi prof. Wielgoś.

Podziel się