Mniej zabiegów w szpitalach - z pieprzykiem do poradni

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska
28.06.2011 aktualizacja: 2011-06-27 19:08
A A A Drukuj
Chory przywieziony karetką do szpitala Fot. ALEKSANDER PRUGAR
Przychodnie specjalistyczne przejmują od 1 lipca część zadań szpitali. Dyrektorzy są pełni obaw: - Może Narodowy Fundusz Zdrowia zaoszczędzi na tej zmianie, ale nam trudniej będzie zadbać o bezpieczeństwo pacjentów - przestrzegają.
Cel zmian był jeden: odciążyć szpitale. Dlatego od najbliższego piątku drobne zabiegi i badania specjalistyczne mają być wykonywane w przyszpitalnych poradniach. Teraz jest tak, że jeśli pacjent musi mieć np. wycięty pieprzyk czy zrobioną gastroskopię, zwykle kierowany jest do oddziału szpitalnego. Tam leży dzień lub dwa i koszty rosną. - Pomysł zmian jest dobry, ale wprowadzany w pośpiechu, stąd bałagan - uważa Jan Czeczot, dyrektor szpitala im. Orłowskiego przy Czerniakowskiej. - 14 czerwca rozporządzenie wydał prezes NFZ, przepisy wchodzą w życie 1 lipca, a my nie wiemy, jakie zabiegi mamy przenieść ze szpitala do poradni.

W mazowieckim oddziale NFZ odbyło się szkolenie dla pracowników szpitali. Jego uczestnicy dowiedzieli się, że za zabiegi w poradni dostaną od 50 do 60 proc. tego, co w szpitalu. Nie doprecyzowano, które z nich mają być przeniesione, ale zapowiedziano kontrole. - Urzędnicy będą sprawdzać, ile zabiegów i jakie robimy w poradni, a jakie w szpitalu - opowiada jeden z uczestników szkolenia. - Będziemy tłumaczyć się z pieprzyków wyciętych w szpitalu.

Jarosław Buczek, rzecznik kliniki MSWiA przy Wołoskiej, uważa, że lekarz musi mieć swobodę w podjęciu decyzji, czy przeprowadzić badanie w przychodni, czy w szpitalu. - Mamy nadzieję, że nie będzie musiał się z tego tłumaczyć - mówi.

Szpitale mają też problem logistyczny. Dyrektor Czeczot podkreśla, że musiały już podać Funduszowi, iloma gabinetami zabiegowymi dysponują w poradniach. - W dwóch nie mamy odpowiednich łazienek. Nie wiem, czy NFZ zgodzi się, by tam leczyć. Jeśli nie, przyjmiemy mniej pacjentów niż teraz, bo nie będziemy mogli ich zoperować ani w szpitalu, ani w przychodni - przestrzega.

- Jest też pytanie, jak zapewnić pacjentowi odpowiednią opiekę po zabiegu - dodaje Jarosław Buczek. - Przecież jeśli chory miał znieczulenie, nie możemy go od razu wypuścić z przychodni. Musimy mu zapewnić miejsce, w którym przez godzinę lub dwie będzie można go obserwować. To dodatkowe koszty opieki pielęgniarskiej. Kto za nią zapłaci?

Poradnie przyszpitalne mają przyjmować więcej pacjentów, ale by to było możliwe, muszą dłużej pracować. Teraz przyjmują np. do godz. 14, bo na tyle wystarcza pieniędzy z NFZ. Jacek Paszkiewicz, prezes Funduszu, zapowiedział, że dołoży 500 mln zł do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. - Zmiana kontraktów jest możliwa, ale nie od 1 lipca, tylko od września. Musimy zorientować się, jak nowy system działa - uprzedza.

Podziel się