Różowe wcale nie znaczy złe
28.08.2009
aktualizacja: 2009-08-27 20:27
Fot. Jacek Lagowski / Agencja Gazeta
Ostatni dzwonek na zrobienie szkolnej wyprawki. W sklepach pełno towarów, które nie zawsze podobają się rodzicom. Co zrobić, kiedy dziecko się zaprze? Jak nie dać się zwariować od natłoku wzorów, różowych bohaterów "High School Musicalu" czy wypuszczających pajęczynę Spidermanów?
Grzegorz Miecznikowski: Co robić, jeśli dziecko uprze się na drogi plecak albo piórnik, bo akurat jest modny. Kupować, nawet jeśli nam się nie podobają, ale wszystkie koleżanki pociechy taki będą miały?
Iwona Chądrzyńska, psycholog dziecięcy, związana zawodowo z Warszawską Grupą Psychologiczną. Pracuje z dziećmi i rodzicami, pomaga nauczycielom w przedszkolach. Jest mamą Adasia i Ewy: Temat dotyczy nie tylko szkoły i wyprawki, ale także bardzo ważnej rzeczy, jaką są zakupy dla dziecka i decydowanie o nich. Akurat jestem w temacie, bo moja ośmiolatka targa mnie po sklepach w celu oglądania wszelakich fantastycznych rzeczy niezbędnych, po prostu niezbędnych do szkoły (jak segregator na różnego typu karteczki!). Po pierwsze i najważniejsze - dzieci koniecznie muszą uczestniczyć w zakupach. Przyniesienie do domu całej torby zeszytów, gumek, kredek i postawienie dziecka przed faktem dokonanym jest dużym błędem i robi z dziecka bezwolną maszynę. Dziecko musi mieć możliwość wybierania, przebierania, dyskutowania z rodzicem, musi mieć swoje zdanie (nie oznacza to oczywiście zdania tożsamego z naszym). Uczeń, który nie ma takiej szansy, jest uboższy o wiele emocji z racji pójścia do szkoły .
A co, jeśli się uprzemy i nie kupimy dziecku Spidermana czy różowego plecaczka, bo może jest modny, ale przede wszystkim brzydki.
A jak mamy nauczyć nasze dziecko podejmowania decyzji, posiadania swojego zdania, które przyda się jak znalazł, kiedy kolega zaproponuje papierosa za jakiś czas. Rozmowy o tym, co ładne i dobre, można zacząć właśnie w czasie wybierania zeszytów i kredek. Na pewno musimy pokierować wyborem naszego dziecka i nie możemy zdać się zupełnie na jego wyczucie smaku i oceny "przydatności" danej rzeczy. Najlepszym rozwiązaniem jest dawanie dziecku wyboru z kilku rzeczy przez nas wcześniej akceptowalnych. Np. ten plecak, ten i ten jest okej - wybieraj, który chcesz. Dziecko jest zadowolone, bo może decydować, a rodzic - spokojny.
Rodzice czasem boją się, że jeśli będą kupować rzeczy modne a kiczowate, ich córa wyrośnie np. na różową królową Dodę. Słuszna obawa?
Bój z asortymentem różowo-cukierkowym jest walką z wiatrakami. Większość małych dziewczynek przeżywa fascynację wszystkim, co różowe i przesłodzone. Lepiej przeczekać, podsuwać dyskretnie inne rozwiązania, ale nie zabraniać i nie wyśmiewać, bo od różowego piórnika nie zmniejsza się liczba zwojów w mózgu. Zawsze warto powiedzieć: "Mnie się to nie podoba, ale to twój wybór". Jeśli od początku staramy się wychować indywidualistę i dziecko znające swoją wartość, to będzie odporne na epidemię różu na każdej rzeczy, która należy do dziewczynki. W sklepach jest to, na co jest zapotrzebowanie, i tak to wygląda.
Ale co zrobić, kiedy się dziecko zaprze? Jak rozmawiać?
Warto przyjrzeć się temu, jakich bohaterów szuka nasze dziecko na szkolnych materiałach, co o nich wie i dlaczego właśnie ten zeszyt mu się podoba, a ten nie. A rodzic ma słuchać i wyciągać wnioski. Argument: "Bo Zosia, Marysia taki ma", obalamy od razu: "Ty nie jesteś Zosia. Jaki tobie się podoba i dlaczego?". Warto zaprowadzić dzieci w miejsca, gdzie nie na każdym zeszycie jest wróżka, księżniczka, albo Spiderman. Dajmy szansę na coś innego, rozejrzyjmy się w sklepach, niekoniecznie w supermarketach, nie idźmy na łatwiznę.
Iwona Chądrzyńska, psycholog dziecięcy, związana zawodowo z Warszawską Grupą Psychologiczną. Pracuje z dziećmi i rodzicami, pomaga nauczycielom w przedszkolach. Jest mamą Adasia i Ewy: Temat dotyczy nie tylko szkoły i wyprawki, ale także bardzo ważnej rzeczy, jaką są zakupy dla dziecka i decydowanie o nich. Akurat jestem w temacie, bo moja ośmiolatka targa mnie po sklepach w celu oglądania wszelakich fantastycznych rzeczy niezbędnych, po prostu niezbędnych do szkoły (jak segregator na różnego typu karteczki!). Po pierwsze i najważniejsze - dzieci koniecznie muszą uczestniczyć w zakupach. Przyniesienie do domu całej torby zeszytów, gumek, kredek i postawienie dziecka przed faktem dokonanym jest dużym błędem i robi z dziecka bezwolną maszynę. Dziecko musi mieć możliwość wybierania, przebierania, dyskutowania z rodzicem, musi mieć swoje zdanie (nie oznacza to oczywiście zdania tożsamego z naszym). Uczeń, który nie ma takiej szansy, jest uboższy o wiele emocji z racji pójścia do szkoły .
A co, jeśli się uprzemy i nie kupimy dziecku Spidermana czy różowego plecaczka, bo może jest modny, ale przede wszystkim brzydki.
A jak mamy nauczyć nasze dziecko podejmowania decyzji, posiadania swojego zdania, które przyda się jak znalazł, kiedy kolega zaproponuje papierosa za jakiś czas. Rozmowy o tym, co ładne i dobre, można zacząć właśnie w czasie wybierania zeszytów i kredek. Na pewno musimy pokierować wyborem naszego dziecka i nie możemy zdać się zupełnie na jego wyczucie smaku i oceny "przydatności" danej rzeczy. Najlepszym rozwiązaniem jest dawanie dziecku wyboru z kilku rzeczy przez nas wcześniej akceptowalnych. Np. ten plecak, ten i ten jest okej - wybieraj, który chcesz. Dziecko jest zadowolone, bo może decydować, a rodzic - spokojny.
Rodzice czasem boją się, że jeśli będą kupować rzeczy modne a kiczowate, ich córa wyrośnie np. na różową królową Dodę. Słuszna obawa?
Bój z asortymentem różowo-cukierkowym jest walką z wiatrakami. Większość małych dziewczynek przeżywa fascynację wszystkim, co różowe i przesłodzone. Lepiej przeczekać, podsuwać dyskretnie inne rozwiązania, ale nie zabraniać i nie wyśmiewać, bo od różowego piórnika nie zmniejsza się liczba zwojów w mózgu. Zawsze warto powiedzieć: "Mnie się to nie podoba, ale to twój wybór". Jeśli od początku staramy się wychować indywidualistę i dziecko znające swoją wartość, to będzie odporne na epidemię różu na każdej rzeczy, która należy do dziewczynki. W sklepach jest to, na co jest zapotrzebowanie, i tak to wygląda.
Ale co zrobić, kiedy się dziecko zaprze? Jak rozmawiać?
Warto przyjrzeć się temu, jakich bohaterów szuka nasze dziecko na szkolnych materiałach, co o nich wie i dlaczego właśnie ten zeszyt mu się podoba, a ten nie. A rodzic ma słuchać i wyciągać wnioski. Argument: "Bo Zosia, Marysia taki ma", obalamy od razu: "Ty nie jesteś Zosia. Jaki tobie się podoba i dlaczego?". Warto zaprowadzić dzieci w miejsca, gdzie nie na każdym zeszycie jest wróżka, księżniczka, albo Spiderman. Dajmy szansę na coś innego, rozejrzyjmy się w sklepach, niekoniecznie w supermarketach, nie idźmy na łatwiznę.
Przeczytaj także: Najlepsze kluby dla studentów
-
Różowe wcale nie znaczy złe
grazka100
31.08.09, 08:09
No właśnie od najmłodszych lat trzeba dziecku pozwolić wybierać, Kidyś znajoma powiedziała, że gdyby pozwoliła, to jej dziecko w zimie chodziłoby w stroju kąpielowym,. Ale należy dać dziecku»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Marsz Wyzwolenia Konopi 2012 [26.05.2012]
- Co Donieck ma lepszego od Warszawy? Nie tylko Stadion!
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


