Rowerzyści wciąż lekceważeni. Obiecali stojaki i co?

Krzysztof Śmietana
21.03.2011 aktualizacja: 2011-03-20 22:11
A A A Drukuj
28 maj 2010. Rowerzyści sprawdzają miejsca na stojaki dla rowerów. Drugi z lewej Tomasz Andryszczyk, rzecznik ratusza Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
Rowerzyści w stolicy wciąż lekceważeni. Z zeszłorocznej obietnicy ratusza ustawienia stojaków w 20 miejscach udało się to zrobić tylko w dwóch. - Nie mamy na to pieniędzy - rozkłada ręce Zarząd Dróg Miejskich.
W ramach zeszłorocznej akcji "Weź stojak od miasta" współorganizowanej przez "Gazetę" ratusz zobowiązał się, że w 20 lokalizacjach pojawią się wygodne stojaki rowerowe w kształcie odwróconej litery U. Do redakcji zgłaszali się przedstawiciele kin, teatrów, księgarni, klubów czy knajp, do których przejeżdża wielu rowerzystów i nie mają gdzie zostawić swoich dwóch kółek. Wspólnie z rowerzystami m.in. z Zielonego Mazowsza wybraliśmy najlepiej uzasadnione lokalizacje.

Stojaki miały się pojawić m.in. pod kinem Luna, Muzeum Etnograficznym, księgarnią Podróżnika czy teatrem TR Warszawa. Choć ratusz zobowiązał się, że we wszystkich lokalizacjach stojaki postawi do końca zeszłorocznych wakacji, dotychczas udało się je zamontować tylko w dwóch miejscach. Jedno to knajpa Lorelei przy Widok 8, drugie Dom

Spotkań z Historią na Karowej.

Ze strony ratusza w akcję zaangażował się rzecznik ratusza Tomasz Andryszczyk. W urzędzie miasta będzie jednak pracował tylko do końca maja. Zielone Mazowsze, które w zeszłym roku włączyło się do naszej akcji, teraz boi się, że po odejściu rzecznika dawne obietnice zostaną kompletnie zapomniane. Aleksander Buczyński ze stowarzyszenia wystosował list otwarty do Andryszczyka, w którym pyta go m.in.: "Czy przed zakończeniem pracy w Ratuszu doprowadzi Pan sprawę do końca?".

Przypomina, że przystępując do akcji, stowarzyszenie ograniczyło swoje postulaty do minimum. „Nie domagaliśmy się na przykład, by dopuszczono ruch rowerów »pod prąd « na 30 ulicach jednokierunkowych, jak to miało miejsce w zeszłym roku w Gdańsku, czy chociażby na kilkunastu, co wykonał np. Kraków na Europejski Dzień bez Samochodu. Według Buczyńskiego „Lekceważące podejście Urzędu Miasta do własnych zobowiązań i ustaleń zniechęca do udziału w pozytywnych akcjach i konstruktywnego spożytkowania energii mieszkańców, którym zależy na rozwoju Warszawy”.

Na koniec proponuje, by jako rekompensatę za opóźnienie ratusz postawił stojaki nie tylko w tych obiecanych lokalizacjach, ale także w 20 kolejnych spośród zgłoszonych w konkursie.

Andryszczyk zapewnia, że nie zapomniał o sprawie: - Mam nadzieję, że wiosną stojaki pojawią się niemal we wszystkich lokalizacjach. Według niego o opóźnieniu zdecydowały "niuanse kompetencyjne między poszczególnymi biurami".

Jak twierdzi, za montaż odpowiadają teraz władze dzielnic oraz Zarząd Dróg Miejskich, który zarządza większymi ulicami. Jak się dowiedzieliśmy, wiele wytypowanych miejsc znajduje się w pasie drogi, za który odpowiada ZDM. Od jego rzecznika Adam Sobieraja dostaliśmy zdumiewającą odpowiedź: - Na stojaki i ich montaż nie ma na razie pieniędzy. W tym roku nasz budżet nie jest zbyt duży.

Gdy przekazaliśmy tę odpowiedź rzecznikowi Andryszczykowi, ten złapał się za głowę. - To żenujące. Przecież ZDM ma wielomilionowy budżet. Jeden stojak kosztuje zaledwie ok. 200 zł. Chyba zapłacę za stojaki z własnych pieniędzy - denerwował się.

Po raz kolejny widać, że w ratuszu nie ma koordynacji w sprawach rowerowych. Jeden z urzędników ratusza anonimowo tak komentuje sytuację: - W urzędzie nie ma odpowiednio wysoko umocowanej osoby, która miałaby decydujący głos w tych sprawach i koordynowałaby działania miejskich jednostek.

Skutek jest taki, że wciąż nie ma m.in. spójnej sieci ścieżek rowerowych i nie ma urzędnika odpowiedzialnego za wdrażanie znacznie tańszych udogodnień dla cyklistów - pasów rowerowych na jezdni czy stojaków.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się