Rower w pociągu grozi wypadkiem?
06.07.2011
aktualizacja: 2011-07-05 19:03
Fot. Jacek Lagowski / AG
Przemierzyłem całą Polskę w tę i z powrotem pociągami z rowerem. Najlepsze są Koleje Mazowieckie, najgorsze Tanie Linie Kolejowe.
ZOBACZ TAKŻE
- Rowery w najczystszej postaci zagoszczą na Powiślu (10-07-11, 11:00)
- Krótsze kursy SKM-ki. Remontują tory do Sulejówka (18-07-11, 13:36)
- Stojaki są przy metrze. A kiedy pod kinem czy teatrem? (08-07-11, 07:00)
- Jedź rowerem do pracy. Coraz więcej stojaków (05-07-11, 19:40)
- Pić i palić w pociągu wolno, ale rower to już problem (28-04-11, 20:00)
- 1001 km pociągiem w jedną dobę. Gdzie? Na Mazowszu (23-04-11, 08:00)
Kolejarze mnie rozbawili. Na dworcu chwyciłem w ręce ulotkę: "Wystarczy wziąć rower, wsiąść do pociągu TLK i do końca czerwca zrobić sobie z nim zdjęcie w pociągu" - tak spółka PKP InterCity zachęcała do udziału w konkursie fotograficznym. Dziwny on był, bo Tanie Linie Kolejowe wcale przyjazne dla rowerzystów nie są!
Problem zaczyna się już przy kupowaniu biletów. W Kolejach Mazowieckich z rowerem jeździmy za darmo. Przewozy Regionalne za przewóz dwóch kółek każą sobie płacić 5 zł z groszami, ale już w soboty i niedziele kuszą ofertą "Rower za złotówkę".
Tymczasem Tanie Linie Kolejowe są najdroższe. Przewóz roweru kosztuje tu 9 zł. Na tym nie koniec. Od piątku wieczorem do poniedziałku nad ranem w TLK oferują imienny bilet podróżnika za 65 zł. Możliwość jazdy po całej Polsce przez dwa dni za taką sumę wydała mi się nie lada gratką. Zabrałem rower, stanąłem na Dworcu Centralnym przed kasą z chęcią pojechania w dowolnym kierunku najbliższym pociągiem TLK i mina mi zrzedła. - Biletu podróżnika z biletem rowerowym łączyć nie można - oznajmiła kasjerka. - Niech pan kupi sobie bilet rowerowy i poprosi kogoś w przedziale, kto ma normalny bilet, by dał go kontrolerowi, mówiąc, że rower jest jego - poradził mi kolejarz.
Zabrakło mi jednak bezczelności i z jego rady nie skorzystałem. Kupiłem bilet normalny plus bilet na rower. Na peronie wyniknął jednak kolejny problem. Mocno wysłużony wagon z przedziałem oznaczonym logo roweru przyjechał na początku składu. Był zapchany. Najpierw w towarzystwie przekleństw pasażerów musiałem przedzierać się przez korytarz. Przedział rowerowy okazał się zwykłym pasażerskim z wymontowanymi siedzeniami i wysoko zawieszonymi hakami. Niestety, dostosowując go do potrzeb cyklistów, kolejarze nie wyjęli bocznej ścianki od strony korytarza. W rezultacie, by wstawić do środka rower, trzeba niezłej ekwilibrystyki połączonej z wyganianiem ludzi stojących w przejściu.
Koleje Mazowieckie to już inny świat. Zarówno nowoczesne wagony, jak i te nieco starsze mają duże przedziały rowerowe, chociaż zamiast haków do zawieszania rowerów (wymagających od właściciela pewnej krzepy) wystarczyłyby pasy do ich przymocowania. Niestety, u tego przewoźnika też obowiązują absurdalne przepisy. Przedziały rowerowe, w modernizowanych składach starego typu znajdują się na początku i końcu składu. Co z tego - już wiosną publikowaliśmy list czytelnika spod Piaseczna o tym, jak tzw. kierownik pociągów nie wpuścił go z rowerem do pierwszego wagonu. Mnie też to spotkało. Dlaczego? Usłyszałem dwa tłumaczenia. Pierwsze - absurdalne, że w razie zderzenia rower powoduje niebezpieczeństwo. Drugie, że konduktorowi, który w trakcie jazdy sprzedaje pasażerom bilety, stojąc właśnie w tym przedziale, rowery po prostu przeszkadzają. Z doświadczenia wiem jednak, że można się uprzeć! Z premedytacją wsiadam z rowerem do pierwszego przedziału, w mgnieniu oka zawieszam rower na haku i wyrzucić się już nie daję.
Problem zaczyna się już przy kupowaniu biletów. W Kolejach Mazowieckich z rowerem jeździmy za darmo. Przewozy Regionalne za przewóz dwóch kółek każą sobie płacić 5 zł z groszami, ale już w soboty i niedziele kuszą ofertą "Rower za złotówkę".
Tymczasem Tanie Linie Kolejowe są najdroższe. Przewóz roweru kosztuje tu 9 zł. Na tym nie koniec. Od piątku wieczorem do poniedziałku nad ranem w TLK oferują imienny bilet podróżnika za 65 zł. Możliwość jazdy po całej Polsce przez dwa dni za taką sumę wydała mi się nie lada gratką. Zabrałem rower, stanąłem na Dworcu Centralnym przed kasą z chęcią pojechania w dowolnym kierunku najbliższym pociągiem TLK i mina mi zrzedła. - Biletu podróżnika z biletem rowerowym łączyć nie można - oznajmiła kasjerka. - Niech pan kupi sobie bilet rowerowy i poprosi kogoś w przedziale, kto ma normalny bilet, by dał go kontrolerowi, mówiąc, że rower jest jego - poradził mi kolejarz.
Zabrakło mi jednak bezczelności i z jego rady nie skorzystałem. Kupiłem bilet normalny plus bilet na rower. Na peronie wyniknął jednak kolejny problem. Mocno wysłużony wagon z przedziałem oznaczonym logo roweru przyjechał na początku składu. Był zapchany. Najpierw w towarzystwie przekleństw pasażerów musiałem przedzierać się przez korytarz. Przedział rowerowy okazał się zwykłym pasażerskim z wymontowanymi siedzeniami i wysoko zawieszonymi hakami. Niestety, dostosowując go do potrzeb cyklistów, kolejarze nie wyjęli bocznej ścianki od strony korytarza. W rezultacie, by wstawić do środka rower, trzeba niezłej ekwilibrystyki połączonej z wyganianiem ludzi stojących w przejściu.
Koleje Mazowieckie to już inny świat. Zarówno nowoczesne wagony, jak i te nieco starsze mają duże przedziały rowerowe, chociaż zamiast haków do zawieszania rowerów (wymagających od właściciela pewnej krzepy) wystarczyłyby pasy do ich przymocowania. Niestety, u tego przewoźnika też obowiązują absurdalne przepisy. Przedziały rowerowe, w modernizowanych składach starego typu znajdują się na początku i końcu składu. Co z tego - już wiosną publikowaliśmy list czytelnika spod Piaseczna o tym, jak tzw. kierownik pociągów nie wpuścił go z rowerem do pierwszego wagonu. Mnie też to spotkało. Dlaczego? Usłyszałem dwa tłumaczenia. Pierwsze - absurdalne, że w razie zderzenia rower powoduje niebezpieczeństwo. Drugie, że konduktorowi, który w trakcie jazdy sprzedaje pasażerom bilety, stojąc właśnie w tym przedziale, rowery po prostu przeszkadzają. Z doświadczenia wiem jednak, że można się uprzeć! Z premedytacją wsiadam z rowerem do pierwszego przedziału, w mgnieniu oka zawieszam rower na haku i wyrzucić się już nie daję.
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


