Polska wdzięczna Bogu w Warszawie - rozmowa z abp. Nyczem

Rozmawiał: Jacek Zawadzki
29.05.2008 aktualizacja: 2008-05-29 20:59
A A A Drukuj
Abp Kazimierz Nycz ustanowił nowe święto w archidiecezji warszawskiej. W tym roku 1 czerwca po raz pierwszy będziemy obchodzili Dzień Dziękczynienia. Na finiszu przygotowań metropolita opowiedział nam o potrzebie zachowania postawy wdzięczności i o zbiórce na budowę Świątyni Opatrzności na Polach Wilanowskich.
Jacek Zawadzki: Dlaczego warszawiacy powinni przyjść 1 czerwca na Pola Wilanowskie, w Dzień Dziękczynienia?

Abp Kazimierz Nycz, metropolita warszawski: Żeby uczyć ludzi wdzięczności wobec siebie nawzajem. Tyle rzeczy otrzymujemy od innych, a zbyt rzadko używamy słowa "dziękuję". Drugi wymiar tego święta, które wyznaczyłem na pierwszą niedzielę czerwca, to uświadomienie ludziom, że wydarzenia ostatnich kilkudziesięciu lat są w niczym niezasłużonym darem Opatrzności Bożej. Kto przypuszczał 30 lat temu, że papież będzie Polakiem, że będą jego pielgrzymki i zacznie się ruch "Solidarności". To jest dziękczynienie panu Bogu i ludziom, którzy prowadzili do wolności. I wreszcie trzeci wymiar, najgłębszy, to dziękczynienie Bogu, który doprowadził do tego, że żyjemy w wolnej Polsce. Chcemy powiedzieć wspólne i publiczne "dziękuję".

Miejsce jest wybrane nieprzypadkowo.

- Na Polach Wilanowskich wznosimy Centrum Bożej Opatrzności ze świątynią. Każdy, kto tam przyjdzie, będzie miał miejsce, w którym podziękuje Bogu za wszystko, co od niego otrzymuje. To miejsce ma także uczyć szacunku i pietyzmu dla historii. Staram się kontynuować przedsięwzięcie księdza Prymasa tak, by pokazać, że to nie jest tylko budowanie przez cały kraj kolejnego wielkiego kościoła w Warszawie. W muzeach w Centrum będzie można m.in. poznawać pontyfikat Jana Pawła II. Na poziomie świątyni będzie się szło wokół ołtarzy upamiętniających najważniejsze wydarzenia z historii Polski. I wreszcie panteon, miejsce spoczynku wybitnych Polaków. Chcemy, żeby to było miejsce na miarę XXI w. Bez żadnej konkurencji dla Wawelu czy Skałki. Kilkaset miejsc na kilkaset lat trzeciego tysiąclecia.

Tylko czy młodzi Polacy mają za co być wdzięczni? Kościół bije na alarm o trudnej sytuacji rodzin, absolwenci masowo wyjeżdżają za granicę.

- Nie mają punktów odniesienia. I to jeden z powodów Dnia Dziękczynienia. Jeśli ugrzęźniemy w bieżących sprawach, gonitwie, braku czasu, problemach z odebraniem dziecka z przedszkola, to ulegniemy jakiemuś szaleństwu. A jeżeli popatrzymy z pewnego dystansu na to, co się zmieniło w Polsce, to każdy z nas ma za co dziękować. Gdyby znalazł się tutaj człowiek, który umarł w 1989 r., wiedziałby, co się zmieniło. My też to widzimy, tylko nie zdajemy sobie z tego sprawy. Młodym ludziom nawet szkoda przypominać o occie na półkach i kartkach na mięso, bo powiedzą, że byliśmy niezaradni.

Nie boi się ekscelencja, że ludzie z biednych parafii nie będą chcieli dokładać się do budowy ogromnego kościoła w dalekiej Warszawie?

- Ja nikogo do niczego nie chcę i nie mogę przymusić. I nie będę tego robił. A jeśli chodzi o możliwości finansowe, to w Kościele zawsze obowiązywała zasada wdowiego grosza. Dużo dzieł powstawało nie z wielkich ofiar, tylko z symbolicznej złotówki, którą ktoś wrzucił na tacę. Nie ważne ile, tylko z jaką intencją. I na to serdecznie liczę: że ci, którzy złożą ofiarę na centrum Opatrzności, przez ten skromny dar i modlitwę zwiążą się z tym dziełem. Jak przyjadą kiedyś do Warszawy, to będą mogli powiedzieć: to jest mój kościół, moja cegła w tym murze. Moim największym marzeniem jest, żeby ten dzień był świętem ogólnopolskim, skoncentrowanym wokół Świątyni Opatrzności Bożej. Mam nadzieję, że dzięki mediom trafi pod strzechy wszystkich 10 tys. parafii w Polsce. Będzie tam odczytywany mój list, będzie ogólnopolska składka na świątynię i zachęta do dziękczynienia.

Czy trudno było przekonać biskupów, żeby zgodzili się przekazać tacę?

- Teraz jest czas, żeby dokończyć budowę i uzasadnić ją w nowy sposób. Nie musiałem wiele przekonywać, żeby cały Kościół w Polsce włączył się i w dziękczynienie i we wspieranie prac, żeby to było nasze wotum narodowe.

A jeśli padnie zarzut, że to święto jest tylko po to, żeby zebrać pieniądze na Świątynię?

- Ja z natury nie jestem strachliwy, więc nie boję się tego. Gdybym wołał tylko o pieniądze, to rzeczywiście byłby to wyraz dramatycznej bezradności i braku pomysłu. Myślę, że zaowocuje połączenie modlitwy dziękczynnej i zbiórki, że ludzie będą wiedzieli, po co my to budujemy.

Co będzie miarą sukcesu święta?

- Dotarcie do świadomości ludzi, że człowiek, który nie dziękuje, to człowiek roszczeniowy. Począwszy od dziecka, które wykrzykuje na mamę różne rzeczy, a skończywszy na dorosłych, którzy patrzą na Polskę jak na niechciany, nielubiany prezent. Nie będę mierzył sukcesu liczbą ludzi, którzy przyjdą, czy sumą z tacy. Jak przyjdzie 500 osób, to będę się bardzo cieszył. Jeśli uda się zebrać trochę pieniędzy, to będzie można więcej i szybciej zrobić pewne rzeczy, które są ważne, żeby budowa szła do przodu.

Podziel się

  • Polska wdzięczna Bogu w Warszawie - rozmowa z a... sekwana2005 30.05.08, 08:28

    Zaiste, dla Polaków "wydarzenia ostatnich kilkudziesięciu lat są w niczym niezasłużonym darem Opatrzności Bożej".Podobnie jak finansowanie nowego Święta Dziękczynnienia przez Urząd Miasta i »