Legia - Arsenal 5:6. Jedenaście goli na otwarcie stadionu

Kuba Dybalski
07.08.2010 , aktualizacja: 08.08.2010 00:49
A A A Drukuj

07.08.2010, godzina 17:00

Legia Warszawa

5
6
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Tyle bramek, ile padło w sobotnim meczu Legii z Arsenalem, czasem nie ma w całej kolejce ligowej. Legia przegrała, choć w pierwszej połowie prowadziła już 3:0, ale kilka razy piłkarze sprowadzeni latem do drużyny zmusili 23 tysiące kibiców do gromkich braw
Takiej kanonady z obu stron na Legii dawno nie było. Minęło 17 minut i 17 sekund meczu gdy Alejandro Cabral przejął piłkę w środku boiska pobiegł w stronę bramki Arsenalu i przez nikogo nie atakowany uderzył z 25 metrów. Łukasz Fabiański wyciągnął się jak długi, ale piłki nie sięgnął. Cabral imponował techniką i przeglądem pola, nie miał problemów z oszukaniem rywala zwodem. Gdy schodził z boiska w drugiej połowie, pożegnały go brawa całego stadionu.

Mecz z Arsenalem miał pokazać warszawskiej publiczności, jak wygląda twór Macieja Skorży. Trener Legii przez ostatnie siedem tygodni z mozołem budował drużynę i efekt końcowy w ciągu 20 minut pierwszej połowy strzelił Arsenalowi trzy gole. W 33. minucie w podbramkowym zamieszaniu po rzucie rożnym piłkę do siatki próbował wepchnąć Bruno Mezenga i Artur Jędrzejczyk. Udało się to prawdopodobnie temu ostatniemu. Pięć minut później, znów po rzucie rożnym, piłkę z bliska do siatki wpakował ponownie Jędrzejczyk.

- Niekoniecznie skład, który dziś wyjdzie od pierwszej minuty zagra w lidze - zastrzegał przed meczem trener Skorża. Wątpliwości może mieć co do trzech pozycji. W bramce Marijan Atolović bronił niepewnie, choć w pierwszej połowie wygrał sytuację sam na sam z Samirem Nasrim. Bruno Mezenga, choć przy pierwszym trafieniu Jędrzejczyka zaliczył asystę, przegrywał pojedynki z obrońcami gości. Bez formy jest natomiast Maciej Rybus, który nawet nie próbował zwodów spóźniał się do podań kolegów i nie stworzył żadnego zagrożenia dla Arsenalu. W pierwszej połowie był najgorszy na boisku. Drugą rozpoczął od rajdu, jakiego oczekuje się od lewoskrzydłowego, ale potem był niewidoczny.

Największą stratą Legii może być uraz Ivicy Vrdoljaka. Chorwat, który kilka dni temu został mianowany kapitanem druzyny, do momentu zejścia był najlepszy na boisku. Nie tracił piłki, często zatrzymywał ataki Arsenalu, a na początku meczu sam mógł trafić, ale po przedarciu się przez obronę gości podawał zamiast strzelać.

Arsenal przyjechał do Warszawy bez kilku gwiazd, ale i tak rywali legioniści mogli do tej pory oglądać tylko w telewizji. W pierwszej połowie londyńczycy nie stworzyli jednak wielu sytuacji. Często tracili piłkę, a górowali nad gospodarzami w indywidualnych pojedynkach. Ale bramki strzelali po błędach Antolovicia, który ma duży problem z oceną odległości do piłki. Przed przerwą wyprzedził go Chamakh, a po przerwie Chorwat minął się z dośrodkowywaną piłką i pokonał go Eboue. Przy kolejnych trzech bramkach zawinili obrońcy. Dopuścili Eboue, Gibbsa i Thomasa przed bramkę Antolovicia, który przy ich strzałach był bez szans. Przy strzale Nasriego z rzutu wolnego w 80. minucie mur podskoczył, a Kostiantyn Machnowski, który kilka minut wcześniej zmienił Antolovicia nie zatrzymał piłki lecącej w środek bramki.

Z biegiem czasu gra Legii się psuła, a zmiany nie poprawiały gry. Za to Arsenal, im bliżej końca, grał lepiej. Łukasz Fabiański, który bronił w pierwszej połowie i miał to być ostateczny test, czy może bronić w sezonie, przy drugim golu, podobnie jak kilka razy w lidze, pozwolił się zablokować piłkarzom Legii. Za to Wojciech Szczęsny, który zmienił go w przerwie bronił pewnie, choć skapitulował aż trzy razy. Jeszcze jedną bramkę dorzucił mu strzelec hat-tricka, Jędrzejczyk.

Strzelanie zakończył Maciej Iwański, który w 90. minucie wykończył akcję Takesure Chinyamy. Iwański nie może być pewny miejsca w pierwszym składzie, mecz z Arsenalem zaczął na ławce (zmienił Vrdojaka), ale w sobotę próbował być liderem drużyny. Wyrównać mógł Piotr Giza, ale w ostatnich sekundach trafił w bramkarza.

Wybrałbyś piłkarzy Legii do składu? Wygraj Ligę i 20 tys. zł.! >


GALERIA: Tak Legia grała z Arsenalem »
kliknij w miniaturkę, żeby przejść do galerii


Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Reasumując: Legia nadal bez bramkarza i obrony! artur74 08.08.10, 09:53

    Ligowy start może być dla Legii przykrą niespodzianką. Z tym bramkarzem i takosłabioną obroną(i tak dobrze, że nie odeszli ci, co mieli odejść!), począteksezonu będzie dla Legii bardzo »