W Warszawie trwa polowanie na 1,2 tys. skarbów

Jacek Zawadzki
19.04.2008 aktualizacja: 2008-04-18 21:58
A A A Drukuj
Weterani geocachingu Radek Zyr Zych i Manuela Mela Malowaniec Fot. Filip Klimaszewski / AG
  • Mela i Zyr przy skrytce w ściętym pniu na Pradze, w środku autor
  • Wyposażenie poszukiwacza skrzynek
  • Jeden z namierzonych w mieście 'keszy'
Wspinała się po suwnicy. Wchodziła po schodach wewnątrz zbiornika gazu. Czołgała się kanałem. Ma swoją nazwę na tę kategorię skrzynek - "pełne gacie". Ma ich do odkrycia jeszcze jakieś 700
Po moją pierwszą skrzynkę wybieram się w piątek, sporo po północy. Mam ze sobą dużą latarkę i rękawiczki ogrodnicze. Parkuję samochód obok nowego osiedla na Pradze-Południe i włączam GPS. Urządzenie prowadzi mnie na łąkę z wysokimi, uschniętymi trawami. Buty zapadają się w wilgotny grunt. Założyłem zwykłe ubranie, nie najlepsze na takie wyprawy, no ale jestem jeszcze zielony. "Przybywasz do celu" - informuje mnie GPS po blisko 2-3 minutach. Stoję obok ogromnego kamienia. Zapalam latarkę. Muszę się spieszyć, bo to blisko parkingu, zaraz mogą przyjść ochroniarze. Długim patykiem wygrzebuję spod głazu czarny foliowy worek. W środku jest przezroczysta skrzynka, w niej notes, maskotki, długopisy, breloczki, smycz reklamowa. Całkiem atrakcyjnie! Dokładam czarną świeczkę, wpisuję do notesu swój nick internetowy, datę. Pakuję wszystko na powrót w worek i wpycham pod kamień. Do domu wracam jak na skrzydłach. Stało się. Zaraziłem się wirusem geocachingu.

Zaczęło się od Oregonu

Geocaching to terenowa zabawa wymyślona przez Amerykanina Dave'a Ulmera. Polega na szukaniu i ukrywaniu skrzynek. Skrzynka to plastikowe pudełko różnych rozmiarów, inaczej "kesz". W każdej obowiązkowo jest "logbook", czyli kawałek papieru, na którym wpisują się znalazcy.

Ulmer założył pierwszą skrzynkę w 2000 r. w Oregonie. Było to po tym, kiedy armia amerykańska przestała zakłócać sygnał GPS (pozycjonowania satelitarnego) i możliwe stało się wyznaczanie przez cywilne urządzenia pozycji geograficznej z dokładnością do kilku metrów. Teraz na świecie są miliony schowanych "keszy", w Polsce - ok. 2500, w Warszawie - ponad 1200. Tropią je dziesiątki tysięcy ludzi. Miejsce ukrycia skrzynek wskazują tylko współrzędne geograficzne i ogólny opis miejsca.

W tajniki zabawy wprowadzają mnie weterani geocachingu: Mela (482 znalezione skrzynki) i Zyr (578 skrzynek na koncie), czyli Manuela Malowaniec i Radosław Zych. W cywilu pracują w firmie produkującej wyposażenie dla geodetów.

Radek: - Chodzi o to, że trzeba znaleźć skarb. To tzw. skrzynka albo kesz. Najpierw trzeba się zalogować na stronie internetowej, najlepiej na www.opencaching.pl. Tam znajduje się mapa wszystkich skarbów ukrytych w Polsce i ich opisy wraz z ich współrzędnymi geograficznymi. Strona jest dziełem Waldka z Torunia. Współrzędne trzeba wpisać do urządzenia GPS i dać się zaprowadzić do skarbu.

Na tym nie koniec. Po jego odnalezieniu znów trzeba się zalogować na stronie. Każdy "kesz" ma swoje alter ego w cyberprzestrzeni, drugi "logbook" - tam trzeba potwierdzić znalezisko. A przy okazji zobaczyć, ile osób znalazło już tę skrzynkę, jakie rzeczy z niej zabrali i co zostawili na wymianę, przeczytać wrażenia z poszukiwań.

Kesz nieudany

Na kolejne łowy wyruszam lepiej przygotowany - wygodne buty do wędrówek w terenie, bojówki. Jestem też lepiej wyposażony. Mam ogrodniczą łopatkę i długi, wąski pręt wyjęty z piekarnika, który posłuży mi do badania gruntu. Towarzyszy mi żona i pies. GPS prowadzi nas pod nasyp ruchliwej drogi. Żona z psem cierpliwie patrzą, jak się wspinam, i prętem sonduje grunt. Znowu muszę się spieszyć, bo widać nas z okien pobliskich bloków. Ktoś może zadzwonić po straż miejską. Niestety, choć dokładnie badam grunt, a nawet kopię kilka dziur, nie znajduję skrzynki. Fiasko.

Pingwiny jadą na Madagaskar

Skrzynka, w której jest tylko notes, jest smutna. Dobrze więc coś do nich wkładać. Zasada jest taka, że każdy kolejny znalazca powinien dorzucić coś od siebie. Zyr: - Można wkładać wszystko, co się zmieści. Ja pozbywam się zabawek po córce. Nie wolno tylko wkładać śmieci, choć to się, niestety, ostatnio zdarza. Pojawiają się np. skasowane bilety.

Mela: - W ogóle dziecięce rzeczy są popularne. Raz znalazłam pieluchę, na szczęście nieużywaną. Z zostawionych przeze mnie rzeczy najbardziej lubię dwa pingwiny - zabawki: Lecha i Jarosława. Chciałabym, żeby dotarły aż na Madagaskar. Mają przyczepioną instrukcję, więc może się uda.

Radek: - Mnie podobają się małe buteleczki z alkoholem. Często to nalewki domowej roboty. To sympatyczne, szczególnie kiedy do "kesza" trzeba długo iść przez las w czasie deszczu. Można się rozgrzać.

Mela i Radek są zawsze gotowi do zakładania nowych skrzynek. Bez dodawania kolejnych współrzędnych na internetowej mapie zabawa szybko by się skończyła. W ich bagażu podręcznym nie może zabraknąć worków na śmieci, gumek recepturek, czystego papieru i małych pojemników plastikowych, np. po filmach fotograficznych, tabletkach musujących. Ostatnio modne stały się probówki na krew. Dla większych skrzynek idealne są zamykane pojemniki na żywność.

Manuela wozi swój zestaw w bagażniku. Ma tam pudełka, saperkę, długą kłujkę. Radek nosi go w plecaku. Ma około 15 gotowych do założenia skrzynek.

Mela: - Jak znajdę jakieś ciekawe miejsce, zakładam skrzynkę. To impuls.

Radek: - Zawsze znajdzie się dobre miejsce na założenie "kesza". Pusta skrzynka po kablach, barierka, dziupla w drzewie, w ostateczności można ją zakopać w ziemi.

Kesz reaktywowany

Czas poznać innych geocacherów. Dowiaduję się o spotkaniu pod Warszawą. Decydujemy z żoną, że jedziemy. Opis wyprawy brzmi jak instrukcja dla poszukiwaczy skarbów: mamy oglądać poniemiecki bunkier w - i tu tylko współrzędne oraz nazwa pobliskiej miejscowości. Po godzinnej podróży w stronę Łodzi i krążeniu leśnymi drogami docieramy pod stare stanowisko dowodzenia. Są już Zyr i Mela. Poznajemy Filipsów, Patryka i Dzika. Ruszamy do starych bunkrów technicznych. Najtwardsi schodzą pod ziemię i w ciasnym kanale szukają skrzynki. Docieramy do niej zgięci wpół. I tu przykra niespodzianka. W miejscu ukrycia skarbu ktoś założył zawór. Kesz przepadł. Radek decyduje o reaktywacji skrzynki. Wychodzimy na powierzchnię pokryci rdzawym pyłem.

Podziel się

  • W Warszawie trwa polowanie na 1,2 tys. skarbów piotrole 20.04.08, 21:36

    Spróbowałem dzisiaj... SUPER!!!Szukałem w okolicy (około 5 min. spacerem od domu) ale najlepsza była droga na miejsce poszukiwania. Wyobraźnia pracuje i myślisz co będzie w schowane w keszu »

  • podchody polsz 22.04.08, 15:49

    kiedyś to się nazywało podchody, szukało się czegoś na podstawie różnych wskazówek»

  • Chodzi o "cache", mark.parker 22.04.08, 18:32

    czyli skład (np. broni, amunicji, gotówki), więc po polsku powinno być raczej"cache'ing", nie "caching", bo to nie ma sensu z językowego punktu widzenia. Asama zabawa? Jeśli kogoś bawi, to »