Czosnek, majtki i sznurowadła okupują metro

lis, kuch
13.02.2010 aktualizacja: 2010-02-12 20:57
A A A Drukuj
Plac przed stacją Centrum - handlarze towar trzymają w torbach Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
  • Plac przed stacją Centrum - handlarze towar trzymają w torbach
Tłum pasażerów po wyjściu ze stacji metra Centrum przeciska się przez handlarzy oferujących sweterki, szale, kwiaty. - Blokują przejścia, brudzą, wprowadzają chaos - alarmuje nasz czytelnik Ryszard Gielecki.
Poranek na patelni, czyli placyku przy stacji metra Centrum. Wydaje się, że to stołeczne centrum sprzedaży naręcznej. Każdego dnia rano ustawiają się tu kobiety objuczone wypchanymi towarem reklamówkami. Co chwila zanurzają ręce w torbach, wydobywając z nich jakąś część garderoby: szal, sweterek, bluzkę, pulower. Prezentują je tłumom pasażerów wychodzącym z metra. Gdy na horyzoncie pojawiają się strażnicy miejscy w odblaskowych kamizelkach, momentalnie pakują rzeczy do reklamówek i znikają w przejściu podziemnym. Po kilku minutach znów są na patelni.

O sprawie pisaliśmy już we wrześniu. Ustaliliśmy, że z analizy, która powstała w dziale prawnym straży miejskiej, wynika, iż patelnia to teren prywatny. Od 1 stycznia 2009 r. zarządza nią PKiN - włada częścią zachodnią i jednym wejściem do metra. Część wschodnia i drugie wejście należą do Zarządu Dróg Miejskich. Jednak obaj zarządcy na wieść o handlarzach przy stacji odsyłają do straży miejskiej. - To oni odpowiadają za nielegalny handel. My nic do tego nie mamy - twierdzi Adam Sobieraj z ZDM.

- Patrole naszej ochrony zgłaszają im takie przypadki - wtóruje Ewelina Dudziak-Stalęga z PKiN.

Straż miejska tłumaczy, że ma związane ręce. - W polskim prawie nie ma sformułowania "nielegalny handel". Dlatego w przypadku takiej interwencji najczęściej stosujemy artykuł kodeksu wykroczeń, zgodnie z którym karalne jest zajęcie drogi publicznej lub pasa drogi bez zezwolenia - tłumaczy Monika Niżniak, rzeczniczka straży.

Tyle że plac przed metrem pod ten paragraf nie podchodzi. - W przypadku patelni zastosowanie tego artykułu jest niemożliwe, bo teren przyległy do wyjścia z metra nie jest pasem drogi - wyjaśnia Niżniak.

A Dudziak-Stalęga dodaje, że nie można też karać ulicznych artystów (np. człowiek grający na krześle), bo to tzw. folklor ruchomy, na który według przepisów zezwolenia nie trzeba.

Straż może karać m.in. za brak wpisu do działalności gospodarczej, zaśmiecanie, zakłócanie, spożywanie alkoholu. W ubiegłym roku na patelni i w okolicy przeprowadzono 106 interwencji. Tylko 11 zakończyło się mandatem, w pięciu przypadkach skierowano wnioski do sądu. Strażnicy na interwencje muszą zabierać pracownika miejskiego biura działalności gospodarczej, bo to oni mogą sprawdzać wpis do ewidencji działalności gospodarczej i karać handlarzy rekwirowaniem towaru. - W naszej ocenie zjawisko nielegalnego handlu na patelni zostało ograniczone. Niewiele więcej możemy zrobić - twierdzi Niżniak.

Ryszard Gielecki: - Latem można się spodziewać jeszcze większego wysypu handlarzy. Prawdopodobnie dojdzie do całkowitej okupacji tego miejsca w centrum Warszawy przez śliwki, majtki i sznurowadła.

Polecamy: Przewrócił się wsiadając do metra. Nakręcił o tym film



Podziel się

  • Jakiś absurd. dorsai68 13.02.10, 11:07

    Z tego co piszecie wynika, że część "patelni" jest w zarządzie PKiN, ale nie jest własnością PKiN, lecz miasta.Przecież właściciel nie traci prawa do dysponowania swoją własnością, gdy do »

  • Czosnek, majtki i sznurowadła okupują metro kagan_pl 13.02.10, 18:23

    No coz, dzieki Walesie, Balcerowiczowi i Michnikowi, Polska to III swiat,razem z jej stolica...»

  • Czosnek, majtki i sznurowadła okupują metro fagay 14.02.10, 23:19

    Sa prawa niezmienne fizyki, np prawo grawitacji, nielegalny handel na ulicach, budowa autostrad, czy likwidacja tirowek. I tych poblemow po prostu nie da sie rozwiazac, bo sa »