Niewidomi z dramatycznym apelem: "Usłyszcie nasz głos!"

Wojciech Karpieszuk
18.09.2010 aktualizacja: 2010-09-17 21:11
A A A Drukuj
Filip Zagończyk podczas konferencji przed stacją Centrum Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Dramatyczna konferencja prasowa osób niewidomych pod stacją metra Centrum. Domagają się jak najszybszego zamontowania pasów pozwalających wyczuć laską krawędzie peronów. Apelują: - Usłyszcie w końcu nasz głos.
Przyszło kilkanaście osób - z Polskiego Związku Niewidomych, ale nie tylko. Niektórzy mieli koszulki z hasłem: "Metro niebezpieczne dla niewidomych. Nie udawaj, że nie widzisz problemu". Był też Filip Zagończyk, student Uniwersytetu Warszawskiego. Dokładnie dwa lata temu na stacji Centrum wpadł pod pociąg. Nie wyczuł laską końca peronu. Stracił nogę. W piątek przyszedł o kulach.

Osoby niewidome zdecydowały się na tę konferencję - jak mówią - z desperacji. Mimo wielokrotnych zapewnień władz Warszawy i Metra Warszawskiego na stacjach dalej nie ma odpowiednich zabezpieczeń. Chodzi głównie o pasy z guzkami przed krawędzią peronu. - Policzyłam: od stycznia 2008 r. odbyliśmy w tej sprawie 21 spotkań z Metrem. I nic - skarżyła się Małgorzata Pacholec, dyrektorka PZN. - A mamy prawo do bezpieczeństwa tak jak pełnosprawni.

Metro tłumaczy, że peronów nie może zmodernizować, bo obowiązują je przepisy kolejowe, a te mówią, że peron ma być gładki. W Ministerstwie Infrastruktury już drugi rok pracują nad zmianą prawa. Co ciekawe, sama kolej tych przepisów się nie trzyma. Jak napisaliśmy kilka dni temu, pasy z guzkami pojawiły się m.in. na remontowanym właśnie Dworcu Gdańskim.

- Od roku w ministerstwie trwają ustalenia międzyresortowe. Tempo jest zatrważające - skarżył się Filip Zagończyk. - Z drugiej strony brak przepisów to idealna wymówka dla Metra. W Barcelonie, Paryżu koszty dostosowania metra poniosło miasto. W Warszawie zapłaciłem ja. Swoim zdrowiem.

Osoby niewidome nie kryły irytacji. ZTM i Metro, wiedząc o szykowanej konferencji, we wtorek zrobiły swoją. Urzędnicy chwalili się badaniami: 80 proc. niepełnosprawnych pasażerów jest bardzo zadowolonych z metra. - Błazenada, żenujący spektakl - skwitował Filip Zagończyk.

- Korzystam z metra, bo muszę, ale boję się - mówił w piątek Czesław Ślusarczyk z fundacji Polskich Niewidomych i Słabowidzących "Trakt".

Grzegorz Kozłowski z Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym: - To, co się dzieje w sprawie metra, to ogromna bezduszność. Musimy krzyczeć, że przepis nie może być ponad człowiekiem.

Anna Woźniak-Szymańska, prezes PZN: - Jesteśmy pełnoprawnymi obywatelami. Nie pozwolimy, by nas wykluczano. Mamy prawo do normalnego życia.

Wiele żalów było kierowanych do władz Warszawy. - Decydentów z ratusza o niebezpieczeństwach w metrze alarmowałem w 2001 r. Zignorowali mnie - przypomniał Paweł Wdówik, szef biura ds. osób niepełnosprawnych na Uniwersytecie Warszawskim. - Władze się zmieniły, ale w metrze nic. Oczekiwałem większej wrażliwości od prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Jacek Zadrożny, niewidomy, który 15 miesięcy temu uległ wypadkowi na dworcu Śródmieście (wpadł w szczelinę między peronem a wagonem): - Władze państwowe też nas mają w nosie.

Z ratusza nie było nikogo. Żalów osób niewidomych z zakłopotaniem wysłuchiwał Krzysztof Malawko, rzecznik Metra. Powtórzył dziennikarzom, że nic nie można zrobić bez rozporządzenia. Ministerstwo Infrastruktury w mailu przysłanym do redakcji tłumaczy, że prace nad nim trwają długo, bo do projektu było dużo uwag. Urzędnicy z resortu uważają jednak, że modernizacja stacji jest możliwa bez rozporządzenia, ale byłaby "utrudniona".

Filip Zagończyk: - Co ma się wydarzyć, by urzędnicy zabrali się do roboty? Czy mają przeżyć to, co ja przeżyłem? Miażdżycę kości, odrywanie skóry, infekcje? Kolejny wypadek może się nie zdarzyć i przez 30 lat, ale może też do niego dojść jutro.

Podziel się