Ktoś morduje koty na Bemowie. Dlaczego?

Anna Maziuk
13.02.2012 aktualizacja: 2012-02-14 13:51
A A A Drukuj
Kot. Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG
11 kotów zginęło już na bemowskim osiedlu Groty. Nie ma po nich śladu. Jest za to anonimowy list z pogróżkami.
Zwierzęta zaczęły znikać późną jesienią. Wtedy całe Groty obwieszone były ogłoszeniami osób szukających swoich kotów. Teraz na słupach pojawiły się nowe kartki z groźbą, że koty i psy wałęsające się po cudzych posesjach będą wyłapywane i usuwane.

Mieszkańcy Grot są przerażeni. - Moja kotka nie wróciła do domu. Szukałam jej wszędzie przez wiele dni. Na początku myślałam, że może zaatakowało ją jakieś dzikie zwierzę. Ale w okolicy w tym czasie zaginęło dziesięć innych kotów - mówi pani Katarzyna, jedna z mieszkanek osiedla. - A sąsiadowi otruto psa.

Jej innemu sąsiadowi, panu Krzysztofowi, zginęły dwa koty. Po obu nie ma śladu. Zaadoptował już dwa kolejne. - Uważam, że ktoś zwierzęta zabija. Ale jeśli ten człowiek liczy na to, że uda mu się pozbyć wszystkich czworonogów na osiedlu, jest w błędzie. Pan, któremu otruto psa, też ma już kolejnego szczeniaka - dodaje pani Katarzyna.

Ludzie podejrzewają, że z ich zwierzętami rozprawia się jeden z mieszkańców osiedla. Ma mieć im za złe, że czasami spacerują luzem. - A przecież tutejsze koty są posterylizowane, poszczepione i odpchlone - podkreśla pani Katarzyna.

Głównym podejrzanym jest pan Marcin, który dwa lata temu wprowadził się na osiedle. A to dlatego, że wielokrotnie wyrażał swoją dezaprobatę dla psich i kocich odchodów. - Moja mama codziennie po południu wychodzi z psem na spacer do lasu. Ostatnio spotkała tego człowieka. Spytał, czy go poznaje. Odpowiedziała, że wolałaby nie, a on na to, że wolałby nie kojarzyć jej psa - opowiada jedna z mieszkanek Grotów. - Sąsiadka słyszała też, jak przeklinał, że zwierzęta zniszczyły mu warzywa w ogródku.

Pan Marcin nie przyznaje się do autorstwa listu z pogróżkami. - Padło na nas, bo jesteśmy tu nowi. Zburzyliśmy stojący wcześniej na działce dom i postawiliśmy nowy. Budowa trwała kilka lat, po terenie jeździły betoniarki, pewnie niezbyt się to podobało sąsiadom - opowiada.

Przyznaje jednak, że ma dosyć walających się wokół zwierzęcych odchodów. - Mam małe dziecko, drugie w drodze. Chcę, żeby we własnym ogrodzie mogły się spokojnie bawić. Wystarczy, że zawsze kiedy wracamy ze spaceru, mamy odchody na butach. Wielokrotnie prosiłem sąsiadów, aby sprzątali po swoich zwierzętach - podkreśla. - Bez skutku.

Teraz sam zbiera zwierzęce odchody sprzed swojej posesji i wrzuca je za płoty sąsiadów. Skąd wie, czyje psy i koty załatwiają się pod jego furtką? - Mam zamontowane kamery i widzę, kto spaceruje pod moim domem - twierdzi.

Sprawą zaginionych zwierząt zajęła się policja. - Na razie nie mamy żadnego podejrzanego. Musimy dotrzeć do wszystkich świadków, ustalić okoliczności, w jakich zginęły zwierzęta - mówi Joanna Banaszewska, oficer prasowy bemowskiej komendy. - Niech poszkodowani się do nas zgłaszają. Zapewniamy anonimowość.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ktoś morduje koty na Bemowie. Dlaczego? drugiwydra 16.02.12, 22:39

    ten caly pan Marcin to niezly swir, wrzucac sasiadom g..a przez plot...Ma szczescie, ze nie jest moim sasiadem. W sumie to sie nie dziwie, ze ludzie sadza, ze to jego robota»

Najnowsze wiadomości z Warszawy