"Pomoc" pogorzelcom z Wołomina. Najpierw uśpijcie psy

tu
14.02.2012 aktualizacja: 2012-02-13 18:24
A A A Drukuj
Dariusz Ignaciuk z psem Ramzesem Fot. Mateusz Baj/ Agencja Gazeta
  • Dariusz Ignaciuk z psem Ramzesem
Pogorzelcy z Wołomina nie mogą mieszkać ze swoimi zwierzętami. Właścicielka hotelu, w którym ich tymczasowo zakwaterowano, żąda usunięcia czworonogów.
Aż cztery budynki spłonęły w zeszłym tygodniu przy ulicy Warszawskiej w centrum Wołomina. W poniedziałek pożar zniszczył dom pod numerem 4, w środę - trzy kolejne kamienice nr 23, 25 i 27. Nikt nie zginął, ale 125 osób pozostało bez dachu nad głową i dobytku. Część z nich - blisko 80 osób - władze Wołomina ulokowały w prywatnym hotelu Livia. Na koszt miasta pogorzelcy mają tu zapewnione mieszkanie i pełne wyżywienie aż do czasu znalezienia przez samorząd lokali zastępczych. Ubrania i przedmioty pierwszej potrzeby dostarczają im fundacje i osoby prywatne.

- Wyszliśmy z żoną bez niczego, jak staliśmy. Zabraliśmy ze sobą tylko psa - mówi Dariusz Ignaciuk, lokator kamienicy przy Warszawskiej 23.

Pies to nieduży roczny mieszaniec Ramzes. Jego właściciel jest przekonany, że zawdzięcza mu życie: - Kiedy około czwartej nad ranem pojawił się ogień, zaczął szczekać i nas obudził.

Ze zwierzętami zamieszkały w hotelu trzy rodziny. Razem z pogorzelcami sprowadziły się tu w sumie dwa koty i cztery psy. Właścicielka Livii Anna Grączyńska zażądała, by czworonogi stąd zniknęły i to jak najszybciej. Zwłaszcza psy.

- Z naszego hotelu korzystają też inni goście, nie tylko ci ze spalonych domów. A psy szczekają. To nie jest komfortowa sytuacja - tłumaczy Anna Grączyńska.

- Ta pani stale nam docina. Twierdzi, że zwierzęta śmierdzą i brudzą. Chcąc wyprowadzić psa na dwór, musimy go nosić, bo nie pozwala mu chodzić po korytarzu. Mówi, że mamy oddać zwierzęta do schroniska albo uśpić - skarży się Dariusz Ignaciuk.

Właściciele czworonogów nie zamierzają się z nimi rozstać. Popierają ich obrońcy zwierząt. Katarzyna Pisarska, prowadząca program telewizyjny "Psie adopcje", podkreśla, że polskie prawo nie zabrania wprowadzania zwierząt do hoteli czy restauracji.

- Właścicielka hotelu nie przyjęła tych ludzi z dobrego serca. Dostaje za to pieniądze od miasta. Nie wyobrażam sobie, żeby osoby, które wszystko straciły w pożarze, musiały jeszcze oddać swoich przyjaciół. Dla mnie pies to członek rodziny - mówi Katarzyna Pisarska.

Wczoraj w hotelu zjawił się Radosław Kowalczyk, dyrektor wołomińskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.

- Nie jest prosto pogodzić interes właścicielki hotelu, właścicieli psów i jeszcze innych osób. Przyślemy tu pracowników socjalnych i psychologa, którzy spotkają się z pogorzelcami i będą próbowali ich namówić na oddanie psów na przechowanie do schroniska - mówi dyr. Kowalczyk.

A jeśli się nie zgodzą?

- Trudno. Właścicielka ich z hotelu nie wypędzi. Na siłę zwierząt też nikt im nie będzie odbierał - odpowiada szef Ośrodka Pomocy Społecznej.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Najnowsze wiadomości z Warszawy