"Pomoc" pogorzelcom z Wołomina. Najpierw uśpijcie psy
14.02.2012
aktualizacja: 2012-02-13 18:24
Pogorzelcy z Wołomina nie mogą mieszkać ze swoimi zwierzętami. Właścicielka hotelu, w którym ich tymczasowo zakwaterowano, żąda usunięcia czworonogów.
ZOBACZ TAKŻE
- Miasto usypia ślepe szczeniaki. "Nie ma innego wyjścia" (08-03-12, 11:00)
- Pogorzelcy z Wołomina. Psy jednak dozwolone (17-02-12, 11:00)
- Pożar w Śródmieściu - jedna osoba nie żyje (11-02-12, 12:00)
- Środa na ulicach Warszawy [8.02.2012] (08-02-12, 07:16)
Aż cztery budynki spłonęły w zeszłym tygodniu przy ulicy Warszawskiej w centrum Wołomina. W poniedziałek pożar zniszczył dom pod numerem 4, w środę - trzy kolejne kamienice nr 23, 25 i 27. Nikt nie zginął, ale 125 osób pozostało bez dachu nad głową i dobytku. Część z nich - blisko 80 osób - władze Wołomina ulokowały w prywatnym hotelu Livia. Na koszt miasta pogorzelcy mają tu zapewnione mieszkanie i pełne wyżywienie aż do czasu znalezienia przez samorząd lokali zastępczych. Ubrania i przedmioty pierwszej potrzeby dostarczają im fundacje i osoby prywatne.
- Wyszliśmy z żoną bez niczego, jak staliśmy. Zabraliśmy ze sobą tylko psa - mówi Dariusz Ignaciuk, lokator kamienicy przy Warszawskiej 23.
Pies to nieduży roczny mieszaniec Ramzes. Jego właściciel jest przekonany, że zawdzięcza mu życie: - Kiedy około czwartej nad ranem pojawił się ogień, zaczął szczekać i nas obudził.
Ze zwierzętami zamieszkały w hotelu trzy rodziny. Razem z pogorzelcami sprowadziły się tu w sumie dwa koty i cztery psy. Właścicielka Livii Anna Grączyńska zażądała, by czworonogi stąd zniknęły i to jak najszybciej. Zwłaszcza psy.
- Z naszego hotelu korzystają też inni goście, nie tylko ci ze spalonych domów. A psy szczekają. To nie jest komfortowa sytuacja - tłumaczy Anna Grączyńska.
- Ta pani stale nam docina. Twierdzi, że zwierzęta śmierdzą i brudzą. Chcąc wyprowadzić psa na dwór, musimy go nosić, bo nie pozwala mu chodzić po korytarzu. Mówi, że mamy oddać zwierzęta do schroniska albo uśpić - skarży się Dariusz Ignaciuk.
Właściciele czworonogów nie zamierzają się z nimi rozstać. Popierają ich obrońcy zwierząt. Katarzyna Pisarska, prowadząca program telewizyjny "Psie adopcje", podkreśla, że polskie prawo nie zabrania wprowadzania zwierząt do hoteli czy restauracji.
- Właścicielka hotelu nie przyjęła tych ludzi z dobrego serca. Dostaje za to pieniądze od miasta. Nie wyobrażam sobie, żeby osoby, które wszystko straciły w pożarze, musiały jeszcze oddać swoich przyjaciół. Dla mnie pies to członek rodziny - mówi Katarzyna Pisarska.
Wczoraj w hotelu zjawił się Radosław Kowalczyk, dyrektor wołomińskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.
- Nie jest prosto pogodzić interes właścicielki hotelu, właścicieli psów i jeszcze innych osób. Przyślemy tu pracowników socjalnych i psychologa, którzy spotkają się z pogorzelcami i będą próbowali ich namówić na oddanie psów na przechowanie do schroniska - mówi dyr. Kowalczyk.
A jeśli się nie zgodzą?
- Trudno. Właścicielka ich z hotelu nie wypędzi. Na siłę zwierząt też nikt im nie będzie odbierał - odpowiada szef Ośrodka Pomocy Społecznej.
- Wyszliśmy z żoną bez niczego, jak staliśmy. Zabraliśmy ze sobą tylko psa - mówi Dariusz Ignaciuk, lokator kamienicy przy Warszawskiej 23.
Pies to nieduży roczny mieszaniec Ramzes. Jego właściciel jest przekonany, że zawdzięcza mu życie: - Kiedy około czwartej nad ranem pojawił się ogień, zaczął szczekać i nas obudził.
Ze zwierzętami zamieszkały w hotelu trzy rodziny. Razem z pogorzelcami sprowadziły się tu w sumie dwa koty i cztery psy. Właścicielka Livii Anna Grączyńska zażądała, by czworonogi stąd zniknęły i to jak najszybciej. Zwłaszcza psy.
- Z naszego hotelu korzystają też inni goście, nie tylko ci ze spalonych domów. A psy szczekają. To nie jest komfortowa sytuacja - tłumaczy Anna Grączyńska.
- Ta pani stale nam docina. Twierdzi, że zwierzęta śmierdzą i brudzą. Chcąc wyprowadzić psa na dwór, musimy go nosić, bo nie pozwala mu chodzić po korytarzu. Mówi, że mamy oddać zwierzęta do schroniska albo uśpić - skarży się Dariusz Ignaciuk.
Właściciele czworonogów nie zamierzają się z nimi rozstać. Popierają ich obrońcy zwierząt. Katarzyna Pisarska, prowadząca program telewizyjny "Psie adopcje", podkreśla, że polskie prawo nie zabrania wprowadzania zwierząt do hoteli czy restauracji.
- Właścicielka hotelu nie przyjęła tych ludzi z dobrego serca. Dostaje za to pieniądze od miasta. Nie wyobrażam sobie, żeby osoby, które wszystko straciły w pożarze, musiały jeszcze oddać swoich przyjaciół. Dla mnie pies to członek rodziny - mówi Katarzyna Pisarska.
Wczoraj w hotelu zjawił się Radosław Kowalczyk, dyrektor wołomińskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.
- Nie jest prosto pogodzić interes właścicielki hotelu, właścicieli psów i jeszcze innych osób. Przyślemy tu pracowników socjalnych i psychologa, którzy spotkają się z pogorzelcami i będą próbowali ich namówić na oddanie psów na przechowanie do schroniska - mówi dyr. Kowalczyk.
A jeśli się nie zgodzą?
- Trudno. Właścicielka ich z hotelu nie wypędzi. Na siłę zwierząt też nikt im nie będzie odbierał - odpowiada szef Ośrodka Pomocy Społecznej.
-
Zadanie nie do spelnienia
malvina52
14.02.12, 10:02
Zwierzeta to nie przedmioty-sa czescia rodziny.Nie ma takiego zapisu w polskim prawie cywilnym,ktore by nakazywalo pozbycia sie ich=oddania do schroniska bez powodu.Sa zadbane i kochane »
-
"Pomoc" pogorzelcom z Wołomina. Najpierw uśpijc...
6.smiech
14.02.12, 11:44
A ja bym proponowal wpierw uspic ta wlascicielke hotelu. Poza tym to ladna jest ta "pomoc".»
-
moze uspic hotelowa a spolecznika wyslac na Marsa?
malpa-z-paryza
14.02.12, 13:54
ta hotelowa to wredna malpa, a ten spolecznik duren.»
Najnowsze wiadomości z Warszawy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]




