Plan na dwa i pół roku

Rozmawiała Beata Kęczkowska
06.04.2008 aktualizacja: 2008-04-06 21:37
A A A Drukuj
Beata Kęczkowska: Po co pani grzebie w szpargałach zalegających biurko?

Stefania Grodzieńska: Przeczytałam w "Gazecie", że ludzkość uzależnia się już od wszystkiego, a do psychoterapeutów uzależnień trafiają pacjenci mający od sześciu do dziewięćdziesięciu sześciu lat. To mi daje dwa i pół roku na szukanie, od czego przyjemnego mogłabym jeszcze się uzależnić.

Od czego jest już pani uzależniona?

- Od uśmiechów. Uśmiechnięta człowiecza buzia wprawia mnie w stan przyjemnego rauszyka. Na widok gniewnych i nadętych oblicz odczuwam objawy syndromu odstawienia. Na szczęście ostatnio dręczą mnie rzadziej.

Od ładnej polszczyzny. Pięknie sformułowane zdanie, jak piękna fraza muzyczna, daje mi uczucie łagodnego rauszyka. Telewizja i prasa przyprawiają mnie o syndrom odstawienia, zastanawiałam się więc nad terapią, ale mogłaby odebrać mi radość z takich fraz: "Niemiecka prokuratura ściga szefa firmy, która wysyłała do rzeźni pracowników z Polski, a potem ich wykorzystywała".

Od jedzenia jajek. Informacje, jakoby zawierały dużo cholesterolu, wpędzały mnie w syndrom lęku, ale niedawno cholesterol w jajkach odwołano, więc nie muszę wychodzić i z tego miłego nałogu. Mogę poświęcić się wpadaniu w nowe.

Ma pani jakieś konkretne na myśli?

- Czytanie książek o życiu prof. Bartoszewskiego. Ale wyszły tylko trzy, więc czuję się odstawiona, zanim się porządnie uzależniłam. Przyjemny rauszyk odczuwam też w obecności Jurka Owsiaka, a uzależnienie od niego byłoby rozwojowe: jego energia budzi niepohamowany przymus uprawiania sportów ekstremalnych. Najchętniej skakałabym na bungee, tylko nie wymyśliłam jeszcze, jak w moim wieku wgramolę się na taki wysoki most.

Podziel się