Urażony? Dokumenty proszę!

Wojciech Karpieszuk
27.11.2008 aktualizacja: 2008-11-28 08:20
A A A Drukuj
Kobieta z antysemickimi napisami co kilka dni ustawia się m.in. przy bramie Uniwersytetu na Krakowskim Przedmieściu Fot. Filip Klimaszewski / AG
Oto dziwna historia, która mnie spotkała. Było trochę antysemityzmu, wykład strażnika miejskiego o kapusiach z ORMO i Żydach w armii Andersa, którzy walczyć nie chcieli. A wszystko działo się pod bramą Uniwersytetu
ZOBACZ TAKŻE

Przeczytaj także: Plac Defilad z 300-metrowym wieżowcem?



Wtorkowe popołudnie. Tłumy studentów na Krakowskim Przedmieściu. Przy bramie Uniwersytetu stoi kobieta i trzyma mniej więcej taki transparent: „Getto ławkowe dla gojów. Jesteś pochodzenia żydowskiego, zwolnij miejsce dla polskiego goja. Jedź studiować do Izraela. Czy dla absolwenta żyda zawsze jest etacik? A dla absolwenta goja żadnej pracy. Koszerny nepotyzm”. Znam te kobietę z widzenia, czasem rozstawia się pod redakcją „Gazety”. Kilka dni temu pisaliśmy o niej , gdy pojawiła się przed Uniwersytetem z plakatem „Rzeczpospolita czy talmudyczna Polonia?. Nie chcemy kanonizacji ks. Karola Wojtyły”. - Zapytajcie o pochodzenie jego matki - zachęcała zatrzymujących się przechodniów.

Teraz też przy jej plakacie zatrzymują się studenci. Ktoś próbuje dyskutować, inni porozumiewawczo uśmiechają się. - Wariatka - słyszę.

Za nią w samochodzie siedzi i przygląda się temu dwóch strażników miejskich. - Wariatka, nie wariatka, coś zrobić trzeba - myślę. Podchodzę i pytam, czy zareagują.

- Nie, bo nie ma osoby zgłaszającej - chłodno odpowiada jeden.

- Jak to nie ma? Ja zgłaszam - rzucam.

- Czuje się pan urażony?

- Jak najbardziej.

- Dlaczego? - pyta strażnik.

- No... Ona nie wzywa do przemocy, ale do tego, żeby polskie uczelnie były dla Polaków. To jest też antysemityzm - tłumaczę trochę speszony pytaniem.

- Dowód osobisty proszę - kończy dyskusję strażnik. Spisuje moje dane i zaczyna wyjaśniać, że tak naprawdę to oni do interwencji nie mają prawa, ale mogą wezwać policję. - Wzywać? - upewnia się.

- Wzywać - odpowiadam. Mówię, że jestem dziennikarzem, że umówiłem się tu na wywiad ze studentką, która stoi i czeka na mnie kilka metrów dalej. Będziemy w Indeksie. Jak przyjedzie policja, wyjdę. Zostawiam numer telefonu.

Mija pół godziny. Na wywiadzie nie mogę wysiedzieć. Sprawdzam, co się dzieje. Kobieta dalej stoi. Ludzi robią jej zdjęcia. Jest już policjant i trzeci strażnik. - O, to właśnie ten pan czuł się urażony - słyszę, jak na mój widok strażnik tłumaczy policjantowi. Ten pyta, dlaczego czuję się urażony. Powtarzam: to jest antysemityzm.

Trzeci strażnik, który chyba dojechał z policjantem, głośno dziwi się zamieszaniu. - Przeczytałem to. Nic strasznego nie napisała - stwierdza i pyta, czy słyszałem, jak to w armii Andersa Żydzi nie chcieli walczyć za Polskę.

Nie wierzę własnym uszom. Odbijam piłeczkę i pytam, czy słyszał, jak to przed wojną na polskich uczelniach bojówki nacjonalistów napadały na żydowskich studentów.

- Nie słyszałem - z rozbrajającą szczerością odpowiada. - A słyszał pan, że w PRL w ORMO byli kapusie? - ucina dyskusję.

Przeczytaj także: Przed bramą Uniwersytetu Warszawskiego stała pani z plakatem...



Drugi mówi, że jak zdecydowałem się na oficjalne zgłoszenie, to teraz może się to nawet skończyć dla tej pani tym, że zabiorą ją na komisariat.

I mam wyrzuty sumienia. - Co ja narobiłem? - myślę. - Przeze mnie zaraz zapakują kobietę w sukę i powiozą na komendę.

Ale ona dalej dziarsko stoi z transparentem. Policjant czyta przez radio jego treść. Ja schodzę do Indeksu do zniecierpliwionej rozmówczyni. Ale już skupić się nie mogę i zaraz kończę spotkanie.

Przeczytaj także: Stadion Narodowy zbudują Chińczycy od Ptasiego Gniazda?



Na zewnątrz półmrok, ani śladu po kobiecie z transparentem ani po strażnikach i policjancie. W mojej komórce nieodebrane połączenia. Oddzwaniam. To strażnik, który na samym początku mnie legitymował. Mówi, że policjant stwierdził, że transparent nikogo nie obraża i odmówił interwencji. Zrobiło się ciemno, kobieta zwinęła plakat i sobie poszła. A ja, jak dalej czuję się urażony jego treścią, to mogę iść na komisariat przy Wilczej i złożyć zawiadomienie.

Podziel się

  • Urażony? Dokumenty proszę! eszp 28.11.08, 08:25

    Wyobrażmy sobie taka sytuację. Ulicą przechodzi wycieczka, załużmy, z Holandii. Czytają plakat, robią zdjęcia,idą dalej. Po powrocie do domu jeden z uczestników wysyła zdjęcie do popularnej »