Jak politycy podlizują się kupcom z pl. Defilad

Michał Wojtczuk
21.05.2009 aktualizacja: 2009-05-21 22:31
A A A Drukuj
Kupieckie Domy Towarowe na pl. Defilad Fot. Albert Zawada / AG
Oto, jak nisko może upaść polityk, jeżeli widzi szansę, by kupić sobie kilkaset głosów gładkimi słówkami
Wojciech Olejniczak, przewodniczący klubu SLD w Sejmie i warszawska jedynka listy tej partii w eurowyborach, zagroził na debacie zorganizowanej przez kupców z hali KDT: "SLD wyjdzie z rządzącej w Warszawie koalicji z PO, jeśli ratusz nie wydzierżawi wam bez przetargu działki na pl. Defilad". Przypomniał, że w 2006 r. Rada Warszawy podjęła w tej sprawie uchwałę. "Wyegzekwujemy jej realizację, jesteśmy oddani tej sprawie" - stwierdził.

Olejniczak najwyraźniej nie sprawdził, że to kupcy stawiali warunki niezgodne z uchwałą z 2006 r. Żądali, by wolno im było podnajmować powierzchnię w budynku, który postawiliby na pl. Defilad. W ten sposób obdarowanie kupców gruntem wartym miliony w imię wspierania polskiego handlu - takie było uzasadnienie uchwały podjętej w przeddzień wyborów samorządowych 2006 r. - skończyłoby się wpuszczeniem na pl. Defilad bez przetargu potężnego inwestora i napompowaniem kieszeni władz kupieckiej spółki. Kandydat SLD nie wie też, że rada miasta może sobie wyrażać zgodę na wydzierżawianie miejskiego gruntu, ale nie obliguje to ratusz do zawarcia takiej umowy. Szczęśliwie obecne władze miasta dbają o racjonalną gospodarkę miejskimi nieruchomościami i nie kwapią się do takiej transakcji.

W mruganiu okiem do kupców Olejniczakowi nie dał się wyprzedzić Michał Kamiński, w eurowyborach jedynka na liście PiS. "Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz podjęła decyzję o tym, że możecie tu handlować do czasu wybudowania nowego obiektu. To tworzyłoby koniunkturę i miejsca pracy" - dowodził. O tym, że uniemożliwiłoby to budowę łącznika między pierwszą a drugą linią metra, już nie wspomniał. Pominął też - drobiazg - że kupcy nie mają pieniędzy na realizację swojego domu handlowego, a w obecnej sytuacji gospodarczej banki raczej nie zapewnią im finansowania. Zgoda na dalszy handel w tym miejscu oznaczałaby odłożenie na święty nigdy likwidacji ohydnego blaszanego baraku, który stoi bezprawnie już od pięciu miesięcy.

Pocieszające, że te żenujące umizgi raczej nie przyniosą efektów - spora liczba kupców z hali KDT nie jest zameldowana w Warszawie, więc na ich głosach ani Olejniczak, ani Kamiński specjalnie się nie pożywią. Mam nawet nadzieję, że występ obu kandydatów przekona warszawiaków, kogo nie popierać w wyborach.

Przeczytaj także: Spacer w labiryncie teczek IPN-u



Podziel się