Druga linia metra przygnieciona papierologią

Jarosław Osowski
17.06.2009 aktualizacja: 2009-06-16 22:42
A A A Drukuj
Jak skrzydła motyla miały wyglądać wejścia do stacji drugiej linii metra
Tragifarsy z wyborem wykonawcy drugiej linii metra ciąg dalszy. Budowa się opóźni, może nawet znacznie. Na scenę wkraczają ze swoimi sztuczkami zastępy prawników firm, które przegrały w przetargu

Przeczytaj także blog autora tego artykułu



Wczoraj trafiła się rzadka okazja do tego, żeby przekonać się od kulis, jak fatalnie sprawdza się wielokrotnie "poprawiana" ustawa o zamówieniach publicznych. Z takim prawem to my dużo w Polsce nie zbudujemy.

Po rozstrzygnięciu przetargu na centralny odcinek metra z Woli na Pragę (dwa miesiące temu) i odrzuceniu protestów przegranych firm przez Metro Warszawskie (miesiąc temu) akcja przeniosła się do Krajowej Izby Odwoławczej. Kiedyś arbitrowie gnieździli się w siedzibie Urzędu Zamówień Publicznych w kamienicy w al. Szucha. Dziś zajmują piętro nowoczesnego biurowca na Służewcu, gdzie sala obok sali codziennie odbywają się podobne spektakle.

Sala poświęcona metru jest bodaj największa, a i tak prawnicy ledwo mieszczą się w ławach. Na stole trójki arbitrów piętrzy się kilkanaście segregatorów z aktami sprawy. Stawka jest ogromna. Zwycięskie konsorcjum włosko-tureckie Astaldi-Gülermak chce 3,6 mld zł, przegrani - 4,5 mld zł (firmy chińskie) i 5 mld zł (Mostostal Warszawa). Przez ponad dwie godziny trwa sprawdzanie pełnomocnictw. Potem przewodnicząca składu arbitrażowego Dagmara Gałczewska-Romek odczytuje punkt po punkcie zarzuty odrzuconych. Są też i takie: w prawym dolnym rogu jednego z dokumentów przetargowych, które złożyli Włosi, znajduje się ta sama pieczątka co w lewym górnym rogu, a powinien być czyjś podpis. W innych papierach też nie było podpisów, tylko parafy.

W kilkanaście minut prawnicy przedstawiają dziesiątki stron nowych "dowodów". Przeciwko zwycięzcy i sobie nawzajem. Włosi odpowiadają wyjaśnieniami. Wszystkie "dowody" i wyjaśnienia trzeba skserować każdej ze stron i przedstawicielom Metra. Psuje się kopiarka. Prawnik Chińczyków żąda najpierw jednego dnia, potem tygodnia, a w końcu dwóch tygodni na zapoznanie się z "dowodami". Twierdzi, że wcześniej nie zdąży skontaktować się z szefem, który bawi na Dalekim Wschodzie. Domaga się powołania biegłego, by zwizytował budowy metra prowadzone przez Włochów i Turków, np. w Stambule i Bresci. Pada sugestia, że te inwestycje się przeciągają.

Po siedmiu godzinach rozprawy nie udaje się rozstrzygnąć nawet pierwszego zarzutu: czy pełnomocnik Włochów w przetargu mógł być pełnomocnikiem. Termin kolejnej potyczki - 26 czerwca. Reprezentujący Metro Warszawskie Tomasz Kiełczewski podsumowuje: - Nikt nie może zabronić firmom wyczerpania całej ścieżki rowerowej, którą nam zgotowała ustawa o zamówieniach publicznych.

I jeśli nawet w końcu uda się zaliczyć odcinek tej ścieżki w Krajowej Izbie Odwoławczej, peleton prawników przeniesie do kolejnej instancji - sądu. Metro poczeka.

Przeczytaj także: Nowe bilety dla przeciwników kart ze zdjęciem



Podziel się

  • Re: Druga linia metra przygnieciona papierologią wmraf 17.06.09, 12:42

    Tak, ja rozumiem, że prawnicy grają tę farsę - im za to płacą. Ale dlaczego teprzegrane firmy chcą tak straceńczo walczyć? Przecież je to kosztuje dużepieniądze, a szanse powodzenia są »

  • Re: Druga linia metra przygnieciona papierologią 444a 17.06.09, 12:55

    Najtaniej jest, gdy ludzie po drodze są uczciwi... Gdy nieuczciwi są "wszyscy"żaden przepis nie będzie dobry.Swoją drogą jakoś nie mam zaufania ani do włoskich, ani do tureckich firm.Obawiam»

  • Druga linia metra przygnieciona papierologią kriis.borowski 17.06.09, 13:25

    ku... niemyte ... brak mi słów. rozumiem dochodzenie swoich praw, ale protest przeciwko braku podpisu w miejscu którego jest parafka? Albo pieczątka umieszczona w złym rogu? Niech jeszcze »