Dlaczego bazgrzą na murach?

Adam Nowicki
02.08.2009 aktualizacja: 2009-08-03 16:12
A A A Drukuj
Grafitti oszpeca ul. Chmielną Fot. Filip Klimaszewski / AG
Ludzie, którzy oswajają miejską przestrzeń "za pomocą setek słów i liter wypisywanych na murach", bo nie uważają jej za swoją, tylko za "ich" (władzy), to najczęściej chuliganeria i żuleria, rzadziej awangardyści.
Oburzyła mnie strasznie wypowiedź „artysty ulicznego z fundacji vlep(v)net”, w „Stołku” sobotnim (25 lipca): „Graffiti chce być dialogiem miasta z człowiekiem i odwrotnie. Setki słów i liter wypisane na murach mają na celu oswojenie przestrzeni, której ludzie nie uważają za swoją, tylko za » ich «(władzy)”.

To kliniczny przykład sięgającej absurdu mitologizacji aspołecznych praktyk przez młodego nad-awangardowego artystę. Ta irytująca wydumka międzynarodowych ekscentryków bierze się z pewnych, niegłupich skądinąd, teorii socjologicznych, ale jest ich absolutnym nadużyciem. Dlaczego? To bardzo proste: Ludzie, którzy oswajają miejską przestrzeń "za pomocą setek słów i liter wypisywanych na murach", bo nie uważają jej za swoją, tylko za "ich" (władzy), to najczęściej chuliganeria i żuleria, rzadziej awangardyści. Zapewniam artystę ulicznego z sobotniej "Gazety Stołecznej", że co najmniej 90 proc. mieszkańców i przechodniów czułoby się znacznie lepiej, znacznie bardziej "u siebie" na niepomazanej, czystej Chmielnej, Grójeckiej, Krasińskiego i tysiącach innych ulic niż na takich, jak się one przedstawiają teraz. Teza, że tych 90 proc. odczuwa przestrzeń swoich ulic w ich obecnym kształcie jako nie swoją, tylko "władzy" i że wobec tego aprobuje natryskany sprejami brud w postaci "setek słów i liter" (np. Legia król, Polonia k..., J...ć policję itp., itd.) to najczystszy nonsens.

Przy czym wszystko to w żadnym razie nie dotyczy sensowności festiwalu Street Art Doping. Niech rozkwita sto kwiatów!

Odpowiedź Adama Jastrzębskiego., historyka sztuki, kuratora galerii [v]iuro, członka fundacji vlep[v]net, artysty od lat związanego z przestrzenią publiczną.

Szanowna redakcjo! Oburzył mnie tekst pana Adama Nowickiego, "Dlaczego bazgrzą na murach?" który znalazłem właśnie w internetowym wydaniu Gazety Stołecznej. Dla tego jako członek zaatakowanej w nim fundacji vlep[v]net czuje się zobowiązany do riposty.

Pan Nowicki pyta dlaczego bazgrzą po murach, ale już wie. Bazgrzą bo są żulami, są zdegenerowani i źli. Dla pana Nowickiego graffiti to napisy w rodzaju "Legia król, Polonia k..., J...ć policję itp., itd". Tym bardziej czuje się on skonfundowany, kiedy odkrywa, że na temat graffiti można dyskutować, że można je promować i że może się tym zajmować grupa profesjonalistów skupionych w fundacji. Tekst swój zbudował trzykrotnie cytując wyrwane z kontekstu zdanie, jednak jego autora (Miesto) nie wymienia z imienia, tytułuje go za to dowcipnie "młodym nad-awangardowym artystą".

Nie próbuję dociekać jak pan Nowicki rozumie termin awangarda, ani dla czego uznał właśnie siebie za głos 90% społeczeństwa, jednocześnie uznając pozostałe 10 % za żulerię i chuliganerię. Nie odgadnę też dla czego jedyny wyjątek czyni dla festiwalu Street Art Doping, chociaż w Warszawie od wielu lat powstają zarówno legalne, jak i nielegalne realizacje street artowe na o wiele wyższym poziomie. Wiem za to, że tekst jest bełkotliwą i emocjonalną próbą demonizowania tego co autor postrzega jako obce i niezrozumiałe.

Myląc pojęcie graffiti z bazgrołami kibiców, pan Adam Nowicki z nieznanych dla mnie przyczyn stara się też dyskredytować fundację vlep[v]net.

Zapraszam go więc do prowadzonej przez nas galerii [V]iuro na długą lekcję historii sztuki.

Podziel się

  • Re: Dlaczego bazgrzą na murach? robert_wwa 02.08.09, 22:56

    Jak już ktoś napisał, co za różnica co piszesz? Jak bazgrzesz po murze to większość społeczeństwa chce z takiego miejsca uciec, wiec niszczysz miasto, nie mówiąc już że okradasz »