Małe sale, wielkie plany
2009-06-26
aktualizacja: 2009-06-26 17:42
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Ambitny program, edukacja młodych widzów, przeglądy i zajęcia dla dzieci - to program, jakim przyciągają sale projekcyjne prowadzone przez Fundację Filmowa Warszawa
ZOBACZ TAKŻE
- Sama przeciwko ciszy [recenzja Joanny Derkaczew] (28-06-09, 20:50)
- Koniec Teatru Małego (27-06-09, 00:09)
- Przed premierą "Pani z Birmy" w Teatrze Polonia (26-06-09, 17:53)
- W piątek zaczyna się Festiwal Sztuka Ulicy (23-06-09, 17:49)
- Festiwal Lato Filmów w Warszawie (23-06-09, 17:42)
- Jedzie pociąg z filmami (22-06-09, 18:47)
SERWISY
W Warszawie przybywa sal projekcyjnych. Niedawno drugą otworzyło istniejące niespełna rok kino Alchemia, na seanse filmowe do Mazowieckiego Centrum Kultury na Elektoralną zaprasza Elektor. Prowadząca je fundacja Filmowa Warszawa ma też pomysły na następne adresy,
Rozmowa z Joanną Grabowską, prezes fundacji Filmowa Warszawa
Beata Kęczkowska: Zacznijmy od ustalenia, czy prowadzicie kina czy sale projekcyjne?
Joanna Grabowska: Wolę termin "sale projekcyjne". Są to bowiem kameralne miejsca na 100-150 osób. Często w ciągu jednego tygodnia pojawia się osiem-dziesięć premier. Film, który sprzeda się słabiej, nawet jeśli jest najlepszą europejską komedią, przegrywa w starciu np. z "Obcy kontra Predator". Ma mniej widzów, więc projekcje przesuwają się na godz. 10 albo 16. O takich porach film nie zgromadzi tłumów. Po tygodniu, dwóch znika z ekranów. Sale takie jak nasza to szansa na obejrzenie ambitnego kina, przede wszystkim europejskiego ostatnich lat. Pokazujemy filmy dystrybuowane m.in. przez Vivarto, Gutek Film i Solopan.
Zaczęliśmy od Alchemii, czyli jednej sali na Jezuickiej. Właśnie uruchomiliśmy drugą, multimedialną. Możemy poszerzyć repertuar. Raz w tygodniu organizujemy pokazy w Elektorze. I tak będzie do końca wakacji, potem chcemy zwiększyć liczbę projekcji. W obydwu miejscach współpracujemy z instytucjami kultury, gospodarze obiektu, z których gościnności korzystamy, mają mnóstwo własnych planów, imprez. Bierzemy więc to pod uwagę.
Jak wygląda zainteresowanie widzów?
- Otwarcie kina to dopiero początek. Trzeba mieć pomysł na przyciągnięcie widzów. My - stawiając na kino artystyczne, przeglądy tematyczne, zapraszając do niewielkich sal - znaleźliśmy pewną niszę. Niedawno odbył się w Alchemii przegląd współczesnego kina duńskiego. Wspólnie z fundacją Dzieci Niczyje organizujemy seanse "Poza ciszą i ciemnością" dla osób niedowidzących i niedosłyszących. W ten weekend zapraszamy na przegląd Petra Zelenki, w niedzielę wracamy do poranków dla dzieci. Nie zamykamy się też na nowe pomysły. Naszymi widzami są przede wszystkim ludzie młodzi, studenci, świadomi tego, co wybierają. Proponujemy im atrakcyjne ceny biletów, najtańszy za 4,99 zł. Ubiegamy się też o dofinansowania, m.in. z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej czy Sieci Kin Studyjnych. Nie za każdym razem udaje się je pozyskać, ale nie odpuszczamy. Widza trzeba edukować, a na to trzeba wiele lat pracy.
Zamierzacie otworzyć nowe sale?
- Mamy apetyt na więcej i więcej. Mam nadzieję, że trzecim adresem pochwalimy się już w lipcu. Poruszamy się w obrębie miasta, w centrum. W placówkach, w których działamy, kino jest dodatkiem, ale my to akceptujemy. Jest nam razem po drodze: mamy wspólnego widza, wspólne interesy, możemy się wspierać. Ale każda ekspansja ma swoje granice, bacznie więc obserwujemy reakcje widzów i to, co dzieje się na rynku kinowym.
Porozmawiajmy o komforcie oglądania. Widz jest już przyzwyczajony nie tylko do wygodnego fotela, ale i dobrej jakości obrazu i dźwięku.
- Nie proponujemy innej jakości obrazu - również w naszej drugiej sali multimedialnej mamy bardzo dobry sprzęt projekcyjny. Osoba, która chodzi do multipleksu, jest przyzwyczajona, że wchodzi na puszysty dywan, staje w kolejce do baru, kupuje kubełek popcornu, zapada się w fotel. Często jednak mam wrażenie, że to, co pojawi się na ekranie, jest już sprawą drugorzędną. Proszę zobaczyć, jak często się tam widzowie spóźniają, wchodzą pół godziny po rozpoczęciu seansu, bo może jeszcze lecą reklamy. My, jeśli już emitujemy reklamy, to spoty akcji społecznych, wydarzeń kulturalnych, zwykle non profit. Mam wrażenie, że nasz widz nie przywiązuje zbyt wielkiej wagi do tego, czy fotel będzie nowoczesny. Ale nie zetknęłam się też ze skargami, że ktoś wychodził umęczony. Pamiętam sale kinowe w Pałacu Kultury, które miały drewniane siedzenia, to był dopiero dramat.
Sal przybywa
Swoją ofertę poszerzają także kina wielosalowe. Od piątku Kinoteka zaprasza do filmowej kawiarni FilmCafé- Kinoteka, po prawej stronie w holu kasowym. Przez cały tydzień dwa razy dziennie o godz. 17 i 20 pokazywane będą filmy (w tym tygodniu m.in. "GranatowyPrawieCzarny", "Anny Hall", "Posterunek graniczny", "Guzikowcy")". Bilety 10 zł. Podawana jest m.in. kawa i wino.
Rozmowa z Joanną Grabowską, prezes fundacji Filmowa Warszawa
Beata Kęczkowska: Zacznijmy od ustalenia, czy prowadzicie kina czy sale projekcyjne?
Joanna Grabowska: Wolę termin "sale projekcyjne". Są to bowiem kameralne miejsca na 100-150 osób. Często w ciągu jednego tygodnia pojawia się osiem-dziesięć premier. Film, który sprzeda się słabiej, nawet jeśli jest najlepszą europejską komedią, przegrywa w starciu np. z "Obcy kontra Predator". Ma mniej widzów, więc projekcje przesuwają się na godz. 10 albo 16. O takich porach film nie zgromadzi tłumów. Po tygodniu, dwóch znika z ekranów. Sale takie jak nasza to szansa na obejrzenie ambitnego kina, przede wszystkim europejskiego ostatnich lat. Pokazujemy filmy dystrybuowane m.in. przez Vivarto, Gutek Film i Solopan.
Zaczęliśmy od Alchemii, czyli jednej sali na Jezuickiej. Właśnie uruchomiliśmy drugą, multimedialną. Możemy poszerzyć repertuar. Raz w tygodniu organizujemy pokazy w Elektorze. I tak będzie do końca wakacji, potem chcemy zwiększyć liczbę projekcji. W obydwu miejscach współpracujemy z instytucjami kultury, gospodarze obiektu, z których gościnności korzystamy, mają mnóstwo własnych planów, imprez. Bierzemy więc to pod uwagę.
Jak wygląda zainteresowanie widzów?
- Otwarcie kina to dopiero początek. Trzeba mieć pomysł na przyciągnięcie widzów. My - stawiając na kino artystyczne, przeglądy tematyczne, zapraszając do niewielkich sal - znaleźliśmy pewną niszę. Niedawno odbył się w Alchemii przegląd współczesnego kina duńskiego. Wspólnie z fundacją Dzieci Niczyje organizujemy seanse "Poza ciszą i ciemnością" dla osób niedowidzących i niedosłyszących. W ten weekend zapraszamy na przegląd Petra Zelenki, w niedzielę wracamy do poranków dla dzieci. Nie zamykamy się też na nowe pomysły. Naszymi widzami są przede wszystkim ludzie młodzi, studenci, świadomi tego, co wybierają. Proponujemy im atrakcyjne ceny biletów, najtańszy za 4,99 zł. Ubiegamy się też o dofinansowania, m.in. z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej czy Sieci Kin Studyjnych. Nie za każdym razem udaje się je pozyskać, ale nie odpuszczamy. Widza trzeba edukować, a na to trzeba wiele lat pracy.
Zamierzacie otworzyć nowe sale?
- Mamy apetyt na więcej i więcej. Mam nadzieję, że trzecim adresem pochwalimy się już w lipcu. Poruszamy się w obrębie miasta, w centrum. W placówkach, w których działamy, kino jest dodatkiem, ale my to akceptujemy. Jest nam razem po drodze: mamy wspólnego widza, wspólne interesy, możemy się wspierać. Ale każda ekspansja ma swoje granice, bacznie więc obserwujemy reakcje widzów i to, co dzieje się na rynku kinowym.
Porozmawiajmy o komforcie oglądania. Widz jest już przyzwyczajony nie tylko do wygodnego fotela, ale i dobrej jakości obrazu i dźwięku.
- Nie proponujemy innej jakości obrazu - również w naszej drugiej sali multimedialnej mamy bardzo dobry sprzęt projekcyjny. Osoba, która chodzi do multipleksu, jest przyzwyczajona, że wchodzi na puszysty dywan, staje w kolejce do baru, kupuje kubełek popcornu, zapada się w fotel. Często jednak mam wrażenie, że to, co pojawi się na ekranie, jest już sprawą drugorzędną. Proszę zobaczyć, jak często się tam widzowie spóźniają, wchodzą pół godziny po rozpoczęciu seansu, bo może jeszcze lecą reklamy. My, jeśli już emitujemy reklamy, to spoty akcji społecznych, wydarzeń kulturalnych, zwykle non profit. Mam wrażenie, że nasz widz nie przywiązuje zbyt wielkiej wagi do tego, czy fotel będzie nowoczesny. Ale nie zetknęłam się też ze skargami, że ktoś wychodził umęczony. Pamiętam sale kinowe w Pałacu Kultury, które miały drewniane siedzenia, to był dopiero dramat.
Sal przybywa
Swoją ofertę poszerzają także kina wielosalowe. Od piątku Kinoteka zaprasza do filmowej kawiarni FilmCafé- Kinoteka, po prawej stronie w holu kasowym. Przez cały tydzień dwa razy dziennie o godz. 17 i 20 pokazywane będą filmy (w tym tygodniu m.in. "GranatowyPrawieCzarny", "Anny Hall", "Posterunek graniczny", "Guzikowcy")". Bilety 10 zł. Podawana jest m.in. kawa i wino.
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Motocyklista w ciężkim stanie po wypadku na Racławickiej
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


