Witryna pokazała problem
07.07.2009
aktualizacja: 2009-07-08 12:31
Zrób to w Warszawie!
ZOBACZ TAKŻE
- Witryna wraca na pl. Konstytucji. Ma promować Warszawę (24-03-11, 16:36)
- Zobacz miniatury budynków - ikon PRL-u (11-07-09, 11:00)
Była stypa, ale wielu jej uczestników wciąż liczy na to, że malutka galeria Witryna wróci na plac Konstytucji, do okna wystawowego lokalu InfoQultura. Jej kuratorki Agnieszka Sural i Julia Staniszewska też nie mówią o zakończeniu, a jedynie o zawieszeniu działalności. Zmobilizowało się środowisko artystyczne, którego znamienici przedstawiciele podpisali się pod listem w obronie Witryny skierowanym do Marka Kraszewskiego, dyrektora stołecznego biura kultury. Efekt jest taki, że adresat listu zadeklarował, że do końca sierpnia ogłosi konkurs na nowego gospodarza IQ.
Ale tu nie chodzi już tylko o Witrynę. Przy okazji konfliktu kuratorek autorskiej galerii z urzędniczką prowadzącą InfoQulturę wyłonił się szerszy problem - braku pomysłu miasta na kulturalną promocję Warszawy. Bo przecież Witryna działała w lokalu, który z założeniu ma właśnie realizować tę politykę promocyjną. A świeci pustkami. W dodatku podrzucany jest jak kukułcze jajo. Najpierw podlegał pełnomocnik ds. starań o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016, teraz zawiaduje nim biuro kultury. I nie bardzo wiadomo, dlaczego od dwóch lat nie udało się tego miejsca ożywić. Przecież InfoQultura jest doskonale ulokowana, ma dwa poziomy, wielkie witryny i dużą przestrzeń wokół. Jest idealna na nowoczesny punkt informacji kulturalnej, miejsce sprzedaży biletów, kawiarenkę, salę spotkań, wystaw, koncertów, warsztatów artystycznych.
Może to wina błędnego myślenia urzędników, że to oni powinni taki lokal prowadzić, a może braku komunikacji między dyrektorem biura kultury, panią pełnomocnik ds. ESK Ewą Czeszejko-Sochacką i szefową biura promocji miasta Katarzyną Ratajczyk. Wspólnie, wsparci jeszcze energią i kreatywnością warszawskich aktywistów, rozwinęliby warszawską kulturę i jej promocję tak, że nie miałaby w Polsce równych. A na razie liczne siatki współpracy między najprężniejszymi instytucjami kultury i organizacjami pozarządowymi tworzą się oddolnie, obok urzędniczych inicjatyw. Ostatnio wokół Warszawskich Spotkań Teatralnych czy Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego, które otrzymało lokal po kawiarni Nowy Świat i zaprosiło do współpracy m.in. Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Instytut Teatralny, Towarzystwo Inicjatyw Twórczych "ę" i Fundację Galerii Foksal.
Jeśli urzędnicy tej energii nie wykorzystają i nie przekonają do siebie najaktywniejszych, którzy teraz często działają w opozycji do nich, to owszem, podziemie kulturalne będzie w Warszawie kwitło, ale o tytule Europejskiej Stolicy Kultury 2016 nie mamy co nawet marzyć. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi o to, żeby urzędnicy wtrącali się w życie kulturalne miasta, żeby sami je animowali, ale jeśli już zdecydowali, że Warszawa zawalczy o tytuł ESK, to nie mogą teraz chować głowy w piasek. Muszą mieć jakąś wizję, pomysł na silną i zwartą promocję, wytyczyć kierunek. Wziąć za to odpowiedzialność.
Ale tu nie chodzi już tylko o Witrynę. Przy okazji konfliktu kuratorek autorskiej galerii z urzędniczką prowadzącą InfoQulturę wyłonił się szerszy problem - braku pomysłu miasta na kulturalną promocję Warszawy. Bo przecież Witryna działała w lokalu, który z założeniu ma właśnie realizować tę politykę promocyjną. A świeci pustkami. W dodatku podrzucany jest jak kukułcze jajo. Najpierw podlegał pełnomocnik ds. starań o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016, teraz zawiaduje nim biuro kultury. I nie bardzo wiadomo, dlaczego od dwóch lat nie udało się tego miejsca ożywić. Przecież InfoQultura jest doskonale ulokowana, ma dwa poziomy, wielkie witryny i dużą przestrzeń wokół. Jest idealna na nowoczesny punkt informacji kulturalnej, miejsce sprzedaży biletów, kawiarenkę, salę spotkań, wystaw, koncertów, warsztatów artystycznych.
Może to wina błędnego myślenia urzędników, że to oni powinni taki lokal prowadzić, a może braku komunikacji między dyrektorem biura kultury, panią pełnomocnik ds. ESK Ewą Czeszejko-Sochacką i szefową biura promocji miasta Katarzyną Ratajczyk. Wspólnie, wsparci jeszcze energią i kreatywnością warszawskich aktywistów, rozwinęliby warszawską kulturę i jej promocję tak, że nie miałaby w Polsce równych. A na razie liczne siatki współpracy między najprężniejszymi instytucjami kultury i organizacjami pozarządowymi tworzą się oddolnie, obok urzędniczych inicjatyw. Ostatnio wokół Warszawskich Spotkań Teatralnych czy Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego, które otrzymało lokal po kawiarni Nowy Świat i zaprosiło do współpracy m.in. Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Instytut Teatralny, Towarzystwo Inicjatyw Twórczych "ę" i Fundację Galerii Foksal.
Jeśli urzędnicy tej energii nie wykorzystają i nie przekonają do siebie najaktywniejszych, którzy teraz często działają w opozycji do nich, to owszem, podziemie kulturalne będzie w Warszawie kwitło, ale o tytule Europejskiej Stolicy Kultury 2016 nie mamy co nawet marzyć. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi o to, żeby urzędnicy wtrącali się w życie kulturalne miasta, żeby sami je animowali, ale jeśli już zdecydowali, że Warszawa zawalczy o tytuł ESK, to nie mogą teraz chować głowy w piasek. Muszą mieć jakąś wizję, pomysł na silną i zwartą promocję, wytyczyć kierunek. Wziąć za to odpowiedzialność.
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Co Donieck ma lepszego od Warszawy? Nie tylko Stadion!
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


