Mam pomysł! Butik w CSW
07.07.2009
aktualizacja: 2009-07-07 18:18
Fot. wojtek
Karol Radziszewski chciał zostać malarzem, księdzem, piosenkarzem albo projektantem mody. Został artystą, ale nie mógł sobie odmówić tego projektowania. Dlatego 10 lipca w CSW otwiera butik.
ZOBACZ TAKŻE
- Wyrzucili ją z muzeum, bo pokazała pierś (05-04-11, 08:00)
- Autoportret rodzinny (27-03-10, 17:00)
- Koniec epoki w CSW (03-11-09, 23:00)
- Pomysłowy pomysł na minilokal (12-07-09, 19:07)
W naszym wakacyjnym cyklu rozmów oryginalny pomysł - Karol Radziszewski jedną z sal renomowanej galerii sztuki chce zamienić w butik. Będzie tu można oglądać i kupować ubrania, będą katalogi mody i filmy wideo w niekonwencjonalny sposób prezentujące jego kolekcję MARIOS DIK. Radziszewski spełnił swoje marzenie z dzieciństwa i wniknął do świata mody. Razem z projektantami z Mediolanu - Leszkiem Chmielewskim i Mariosem Loizou, występującymi pod szyldem MARIOS - zaprojektował koszulki, spodnie, dresy. Nadruki na materiały robili w Tokio, ubrania szyli w Olsztynie, a teraz sprzedają je w Berlinie, Mediolanie i Tokio.
Agnieszka Kowalska: Butik w Centrum Sztuki Współczesnej? Chcesz zostać Takashim Murakamim polskiej sztuki i robić biznes?
Karol Radziszewski: Nie, to nie jest biznes, przynajmniej na razie (śmiech). Od dawna chciałem zrobić coś związanego z modą. Ale nie tylko wymyślić T-shirt i powiesić go w muzealnym sklepie, ale pójść o krok dalej. Wyjść z kontekstu sztuki i zaangażować się w to na sto procent.
Nie do końca wychodzisz. Na ubraniach, które zobaczymy w CSW, pojawiają się charakterystyczne dla twojego malarstwa czarno-białe linearne wzory: centaury, kryształy, rośliny, orgie, nagie męskie ciała.
- No tak, ostatnio coraz więcej pracuję z wideo i fotografią, ale wciąż kojarzony jestem z tymi rysunkami czarną linią na białym tle. Dlatego szukam sposobów, żeby je trochę obśmiać, zdystansować się od nich. To zastanawiające, że kiedy umieszczam je na obrazach, to ludzie myślą: "Tak, to są dzieła za kilka, kilkanaście tysięcy", a jak na papierze to traktują je jak zwykły rysunek. Jak namaluję je na ścianie galerii, to odbierane są jako sztuka, a jak na ścianie butiku - to już nie bardzo.
A jak nadrukujesz je na ubraniach?
- To już w ogóle nie rozmawiamy o sztuce, bo to są ciuchy.
A jak te ciuchy są w galerii?
- Widzisz? Właśnie to mnie bawi. W końcu za każdym razem robię to samo - rysuję czarnym markerem na papierze, a potem przenoszę na strony w magazynie, płótno, ścianę. Jednak w zależności od tego w jakim kontekście pojawiają się te rysunki, traktowane są zupełnie inaczej. Pytanie: czy kolekcjoner, który kupuje teraz koszulkę z kolekcji MARIOS DIK jako "tańszego Radziszewskiego", rzeczywiście traktuje to jak inwestycję w dzieło sztuki, czy po prostu kupuje sobie fajny T-shirt za 150 zł i się w ogóle tym nie przejmuje. Na pokazie mody modele też się nie zastanawiali, czy to jest sztuka, czy nie. I to mi się podoba. Żongluję tymi konwencjami - zrobiłem sesję zdjęciową do katalogu, w której ludzie w ciuchach MARIOS DIK pozują, nawiązując do sztuki performance i body art z lat 70.
Znasz się na projektowaniu mody?
- Dopiero się uczę. Próbuję nowych rzeczy. Malowałem murale, robiłem akcje społeczne, uczyłem się śpiewać, nagrywając materiał z zespołem Kashanti. Teraz wchodzę w modę, która mnie interesowała od zawsze, od dziecka.
Jak to się objawiało?
- W wieku 9, 10 lat to była całkowita obsesja. Wielkie albumy zarysowywałem dziesiątkami wieczorowych kolekcji. Miałem też lalki Barbie, dla których babcia i ciocia szyły ubrania - robiły sukienki z włóczki, szlafroczki z satyny, kiedyś babcia uszyła Barbie kostium kąpielowy w stylu lat 50. Mam je do dziś, całe worki. Jak byłem mały chciałem zostać: księdzem, malarzem, projektantem albo piosenkarzem. Piosenkarz szybko odpadł, malarz dość długo z księdzem walczyli. Został projektant, ale on przegrał z Akademią, bo pomyślałem, ze trzeba ambitniej, najpierw zostać malarzem, artystą wizualnym. A teraz wyzwolony, po tych wszystkich szkołach, mogę już robić co chcę (śmiech).
Czyli co? Jak u Katarzyny Kozyry - w sztuce marzenia stają się rzeczywistością?
- Wiesz co, nawet nie w sztuce, tylko w rzeczywistości marzenia stają się rzeczywistością. Zawód artysty pozwala ci łatwiej wchodzić w dowolne przestrzenie.
Ale nie otworzysz butiku na mieście, tylko w galerii sztuki.
- Pokazywałem te ubrania w bardzo różnych kontekstach: w 2008 r. w Paryżu na targach mody, sprzedawane są też w normalnych butikach. Były sesje robione do kolorowych magazynów przez fotografów zajmujących się modą, był pokaz mody. Na żadnym wernisażu nie miałem takich emocji. Dlatego ta wystawa w CSW nie jest dla mnie wisienką na torcie, tylko ogniwem w tym procesie. Wcale nie tak ekscytującym, bo wystawianie w galerii robi na mnie mniejsze wrażenie niż taki pokaz. A wiesz, że niektórzy profesjonalni modele odmówili prezentowania tych ciuchów na wybiegu?
Których?
- Tych majtek z fiutkami (śmiech). Bo to są ubrania bardzo atrakcyjne wizualnie, ale nie każdy zdecyduje się je założyć.
A ty byś je nosił swobodnie w Warszawie?
- W Londynie na luzie. A w Warszawie? To zależy, po której stronie Wisły bym spacerował (śmiech). Oczywiście, że tak. To są bardzo proste rzeczy, unisex, sportowe, nawiązujące do stylu lat 80. Dobrze się też komponują ze zwykłymi ciuchami, dżinsami na przykład. W Japonii pojawiły się w blogach zdjęcia młodych Japończyków w tych ubraniach. Oni doskonale je zestawiają.
Opatrzyłeś je metką MARIOS DIK, skojarzyłeś z gejowskim pismem "DIK Fagazine", które wydajesz. Dlaczego nie MARIOS Radziszewski?
- Bo wszystko kręci się wokół magazynu. Spontanicznie utworzyła się wokół niego cała społeczność, nie tylko w Polsce, i nie tylko gejowska. Jest magazyn, portal, są blogi, eventy. Ten projekt jeszcze rozszerza to pole działania. Gdy promujemy magazyn w Londynie, Paryżu, Nowym Jorku, robimy imprezy. Teraz będziemy mogli włączyć w nie pokazy mody.
A ty gdzie kupujesz swoje ubrania?
- Raczej za granicą, w mniejszych, fajnych sklepach. Tam można dostać oryginalne rzeczy w małych edycjach, często w przystępnych cenach. Na pewno jest większa różnorodność. Brakowało mi czegoś takiego, co jest uszyte w Olsztynie, a w Londynie czy w Stanach też chcą to mieć.
Otwarcie wystawy Karola Radziszewskiego "MARIOS DIK" w Galerii Wejście Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w piątek 10 lipca o godz. 19. Można ją oglądać do 6 sierpnia.
Agnieszka Kowalska: Butik w Centrum Sztuki Współczesnej? Chcesz zostać Takashim Murakamim polskiej sztuki i robić biznes?
Karol Radziszewski: Nie, to nie jest biznes, przynajmniej na razie (śmiech). Od dawna chciałem zrobić coś związanego z modą. Ale nie tylko wymyślić T-shirt i powiesić go w muzealnym sklepie, ale pójść o krok dalej. Wyjść z kontekstu sztuki i zaangażować się w to na sto procent.
Nie do końca wychodzisz. Na ubraniach, które zobaczymy w CSW, pojawiają się charakterystyczne dla twojego malarstwa czarno-białe linearne wzory: centaury, kryształy, rośliny, orgie, nagie męskie ciała.
- No tak, ostatnio coraz więcej pracuję z wideo i fotografią, ale wciąż kojarzony jestem z tymi rysunkami czarną linią na białym tle. Dlatego szukam sposobów, żeby je trochę obśmiać, zdystansować się od nich. To zastanawiające, że kiedy umieszczam je na obrazach, to ludzie myślą: "Tak, to są dzieła za kilka, kilkanaście tysięcy", a jak na papierze to traktują je jak zwykły rysunek. Jak namaluję je na ścianie galerii, to odbierane są jako sztuka, a jak na ścianie butiku - to już nie bardzo.
A jak nadrukujesz je na ubraniach?
- To już w ogóle nie rozmawiamy o sztuce, bo to są ciuchy.
A jak te ciuchy są w galerii?
- Widzisz? Właśnie to mnie bawi. W końcu za każdym razem robię to samo - rysuję czarnym markerem na papierze, a potem przenoszę na strony w magazynie, płótno, ścianę. Jednak w zależności od tego w jakim kontekście pojawiają się te rysunki, traktowane są zupełnie inaczej. Pytanie: czy kolekcjoner, który kupuje teraz koszulkę z kolekcji MARIOS DIK jako "tańszego Radziszewskiego", rzeczywiście traktuje to jak inwestycję w dzieło sztuki, czy po prostu kupuje sobie fajny T-shirt za 150 zł i się w ogóle tym nie przejmuje. Na pokazie mody modele też się nie zastanawiali, czy to jest sztuka, czy nie. I to mi się podoba. Żongluję tymi konwencjami - zrobiłem sesję zdjęciową do katalogu, w której ludzie w ciuchach MARIOS DIK pozują, nawiązując do sztuki performance i body art z lat 70.
Znasz się na projektowaniu mody?
- Dopiero się uczę. Próbuję nowych rzeczy. Malowałem murale, robiłem akcje społeczne, uczyłem się śpiewać, nagrywając materiał z zespołem Kashanti. Teraz wchodzę w modę, która mnie interesowała od zawsze, od dziecka.
Jak to się objawiało?
- W wieku 9, 10 lat to była całkowita obsesja. Wielkie albumy zarysowywałem dziesiątkami wieczorowych kolekcji. Miałem też lalki Barbie, dla których babcia i ciocia szyły ubrania - robiły sukienki z włóczki, szlafroczki z satyny, kiedyś babcia uszyła Barbie kostium kąpielowy w stylu lat 50. Mam je do dziś, całe worki. Jak byłem mały chciałem zostać: księdzem, malarzem, projektantem albo piosenkarzem. Piosenkarz szybko odpadł, malarz dość długo z księdzem walczyli. Został projektant, ale on przegrał z Akademią, bo pomyślałem, ze trzeba ambitniej, najpierw zostać malarzem, artystą wizualnym. A teraz wyzwolony, po tych wszystkich szkołach, mogę już robić co chcę (śmiech).
Czyli co? Jak u Katarzyny Kozyry - w sztuce marzenia stają się rzeczywistością?
- Wiesz co, nawet nie w sztuce, tylko w rzeczywistości marzenia stają się rzeczywistością. Zawód artysty pozwala ci łatwiej wchodzić w dowolne przestrzenie.
Ale nie otworzysz butiku na mieście, tylko w galerii sztuki.
- Pokazywałem te ubrania w bardzo różnych kontekstach: w 2008 r. w Paryżu na targach mody, sprzedawane są też w normalnych butikach. Były sesje robione do kolorowych magazynów przez fotografów zajmujących się modą, był pokaz mody. Na żadnym wernisażu nie miałem takich emocji. Dlatego ta wystawa w CSW nie jest dla mnie wisienką na torcie, tylko ogniwem w tym procesie. Wcale nie tak ekscytującym, bo wystawianie w galerii robi na mnie mniejsze wrażenie niż taki pokaz. A wiesz, że niektórzy profesjonalni modele odmówili prezentowania tych ciuchów na wybiegu?
Których?
- Tych majtek z fiutkami (śmiech). Bo to są ubrania bardzo atrakcyjne wizualnie, ale nie każdy zdecyduje się je założyć.
A ty byś je nosił swobodnie w Warszawie?
- W Londynie na luzie. A w Warszawie? To zależy, po której stronie Wisły bym spacerował (śmiech). Oczywiście, że tak. To są bardzo proste rzeczy, unisex, sportowe, nawiązujące do stylu lat 80. Dobrze się też komponują ze zwykłymi ciuchami, dżinsami na przykład. W Japonii pojawiły się w blogach zdjęcia młodych Japończyków w tych ubraniach. Oni doskonale je zestawiają.
Opatrzyłeś je metką MARIOS DIK, skojarzyłeś z gejowskim pismem "DIK Fagazine", które wydajesz. Dlaczego nie MARIOS Radziszewski?
- Bo wszystko kręci się wokół magazynu. Spontanicznie utworzyła się wokół niego cała społeczność, nie tylko w Polsce, i nie tylko gejowska. Jest magazyn, portal, są blogi, eventy. Ten projekt jeszcze rozszerza to pole działania. Gdy promujemy magazyn w Londynie, Paryżu, Nowym Jorku, robimy imprezy. Teraz będziemy mogli włączyć w nie pokazy mody.
A ty gdzie kupujesz swoje ubrania?
- Raczej za granicą, w mniejszych, fajnych sklepach. Tam można dostać oryginalne rzeczy w małych edycjach, często w przystępnych cenach. Na pewno jest większa różnorodność. Brakowało mi czegoś takiego, co jest uszyte w Olsztynie, a w Londynie czy w Stanach też chcą to mieć.
Otwarcie wystawy Karola Radziszewskiego "MARIOS DIK" w Galerii Wejście Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w piątek 10 lipca o godz. 19. Można ją oglądać do 6 sierpnia.
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Co Donieck ma lepszego od Warszawy? Nie tylko Stadion!
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


