Park edukacyjny

Rozmawiała Agnieszka Kowalska
04.08.2009 aktualizacja: 2009-08-04 18:52
A A A Drukuj
Jan Modzelewski już na studiach na wydziale wzornictwa ASP dostał propozycję pracy w Centrum Nauki "Kopernik". Dziś projektuje tam fragmenty przyszłej ekspozycji.
W lokalu fundacji Bęc Zmiana na wystawie "Pomysłowe pomysły" mogliśmy niedawno oglądać makietę parku edukacyjnego Centrum Nauki "Kopernik" - pracę dyplomową Jana Modzelewskiego obronioną z wyróżnieniem na Wydziale Wzornictwa Przemysłowego ASP. We wrześniu zobaczymy ją na wystawie najlepszych tegorocznych dyplomów w auli Akademii przy Krakowskim Przedmieściu.



Agnieszka Kowalska: Czy to dzięki temu projektowi dostałeś pracę w Centrum Nauki "Kopernik"?

Jan Modzelewski: Nie, udało mi się to już wcześniej. Dwa lata temu wygrałem konkurs na modernizację wystawy objazdowej, która przybliża profil przyszłego Centrum. Moje pomysły zostały wdrożone i dostałem propozycję zatrudnienia na stałe, na stanowisku projektanta. Jednocześnie pracowałem tam i studiowałem. I to był impuls do stworzenia pracy dyplomowej.

Projektowałeś park edukacyjny z myślą, że zostanie zrealizowany?

- Może to dziwne, ale nie. Wiedziałem, że to ostatni taki projekt, który będę mógł zrobić tak, jak mi się podoba, bez żadnych ograniczeń, jako koncept. Dlatego tworzyłem go niezależnie. Zresztą planowany przy Centrum park, zwany Parkiem Odkrywców, jest już niemal całkowicie zaprojektowany.

Jaki jest ten park w twoim projekcie?

- Chciałem, żeby to była przestrzeń otwarta, nie tylko dla gości Centrum. Żeby było w niej coś więcej niż tylko toporne metalowe konstrukcje, które widziałem w podobnych parkach naukowych na świecie. W moim jest zaledwie 5 takich urządzeń: równoważnia, huśtawka oparta na zasadzie wahadła chaotycznego, urządzenie pokazujące drgania harmoniczne i dużych rozmiarów wstęga Moebiusa, po której można samemu przejść i doświadczyć tego dziwnego kształtu. Wszystkie dotyczą ruchu, dlatego cała przestrzeń wokół też powinna zachęcać do aktywności - przez ukształtowanie terenu, pagórki, labirynty. Chciałem, by była też przyjazna, łagodnie ukształtowana, z zakamarkami, w których można odpocząć.

Nie chciałbyś, żeby twój projekt został choć w części wykorzystany?

- Przyznam, że na razie jestem nim trochę zmęczony, może jeszcze do niego wrócę i przekonam Centrum do kilku rozwiązań. Na pewno nad Wisłą brakuje takich rekreacyjnych, nowoczesnych przestrzeni. Może mój projekt uda się zastosować gdzie indziej?

Praca w Centrum Nauki "Kopernik" wymaga od ciebie sporej wiedzy. Jesteś miłośnikiem nauki?

- Nigdy nie byłem specjalnie dobry z matematyki, fizyki ani chemii. Dopadło mnie to teraz, i to skutecznie. I zafascynowało. Wiedzę czerpię od ludzi z zespołu Kopernika. Tłumaczą mi zjawiska fizyczne, elementy mechaniczne. Mam wsparcie konstruktorów i znawców tematu.

To fenomen, że już na studiach dostałeś pracę w tak prestiżowej instytucji.

- To prawda. Fenomenem jest też to, że oni zatrudniają młodych projektantów. To w Polsce prawdziwa rzadkość. Przyjemnie jest wymyślać coś ze świadomością, że za chwilę to będzie realizowane i weryfikowane przez zwiedzających.

Co cię najbardziej interesuje? Projekty związane z przestrzenią publiczną?

- Tak, bo widzę w tym u nas największe braki. Inspiracje czerpię z tego, co widzę dookoła, i mam wrażenie, że w Warszawie jeszcze tak wiele jest do zaprojektowania. Joanna Rajkowska robi ciekawe prace w przestrzeni publicznej, ale wciąż mało jest designu. Brakuje miejsc, gdzie można się spotkać, posiedzieć w fajnym otoczeniu. Nie ma infrastruktury rowerowej. To dla mnie szczególnie bolesne, bo poruszam się po mieście rowerem. Stąd wziął się mój pomysł ławki ze stojakami i stanowiskiem naprawczym, bo widziałem ludzi, którzy wieszali rowery na drzewach za siodełka, żeby wymienić dętkę.

Ten projekt zdobył nagrodę w miejskim konkursie. I co?

- I nic, to niestety u nas norma. Dużo jest konkursów, ale ich efekty nie są wdrażane. A przecież niejeden młody projektant chętnie oddałby swój projekt miastu, byle tylko został zrealizowany.

Warszawiakiem jesteś z urodzenia?

- Tak, urodziłem się w Warszawie, wychowałem na Ursynowie.

Jaka to dzielnica z punktu widzenia projektanta? Dla mnie, osoby z zewnątrz, bardzo tam brakuje np. wyraźnego oznaczenia ulic, systemu informacji, który ułatwiałby odnalezienie konkretnego adresu.

- No tak, może miasto kiedyś wprowadzi w całości Miejski System Informacji Wbrew pozorom nie jest tam tak źle, jest dużo zieleni, alejek, dzielnica się rozwija. Ale to fakt, osiedle, na którym mieszkałem, wygląda tak, jakby ktoś nadawał numery, rzucając kostką. Problemy Ursynowa to tak naprawdę problemy całego miasta - brakuje odważnych działań, urzędnikom wydaje się, że lepiej wybetonować jakieś miejsce, niż zrobić przyjazny skwer, lepiej nie stawiać ławek, bo jeszcze ktoś na nich usiądzie i będzie zakłócał spokój. Na szczęście to wszystko powoli się zmienia i mam nadzieję, że nabierze rozpędu i zdecydowania.

Nad czym teraz pracujesz w Centrum Nauki "Kopernik"?

- Nad eksponatami do jednej z galerii tematycznych "Strefa światła". Całość realizowana jest przez niemiecką firmę, która wymyśliła dla niej komiksową scenerię jak z "Sin City". My projektujemy kilka urządzeń. Kończymy właśnie "Ultrafioletowy stolik", na którym będzie można zobaczyć, jak różne próbki świecą w ultrafiolecie. Również te używane w kryminalistyce: odciski palców, różne dziwne substancje. Lampę, która prześwietla te próbki, widz będzie uruchamiał cieniem własnej ręki, będzie musiał zasłonić odpowiedni czujnik. Taka jest idea centrum, żeby nie były to eksponaty muzealne, ale jak najbardziej interaktywne. To fascynująca praca, bo mamy do dyspozycji najnowocześniejsze technologie i stylistyczne wyzwanie włączenia ich w tę specyficzną - w tym przypadku komiksową - scenografię.



Podziel się