Radość tragedii
30.09.2009
aktualizacja: 2009-09-30 11:25
W Teatrze Na Woli trwają próby sztuki "Lipiec" Iwana Wyrypajewa. Rosyjski dramatopisarz, reżyser filmów "Euforia" i "Tlen", oraz grająca w spektaklu aktorka Karolina Gruszka byli gośćmi spotkania w cyklu "Film, muzyka, teatr w Gazeta Cafe".
Remigiusz Grzela: Czujesz się aktorem, dramaturgiem, reżyserem?
Iwan Wyrypajew: Szczerze mówiąc uważam się za dramaturga, bo przede wszystkim piszę sztuki. Wprawdzie nakręciłem dwa filmy, ale moim zdaniem widać, że zrobił je dramaturg. Czuje się szacunek dla tekstu. Nie ma w nich chyba żadnej innowacji reżyserskiej.
Przeciwnie. W recenzjach z "Tlenu" pisano o jego nowatorstwie, że to film bardzo pojemny, jest w nim wideoklip, komiks, gra komputerowa, bohaterowie przemieszczają się w wielu przestrzeniach geograficznych ale też technologicznych. Z tej, i innych twoich wypowiedzi odnoszę wrażenie, że sam chcesz się wydawać widzowi raczej staroświecki. Mówisz, że w teatrze Szekspira interesuje cię Szekspir, a nie reżyser, który go inscenizuje. O najnowszej swojej produkcji, czyli o "Lipcu" powiedziałeś, że chcesz wrócić do początków teatru rosyjskiego, nie do teatru Stanisławskiego, ale do teatru Ostrowskiego. Jak jest naprawdę?
I.W.: Nie ma żadnych nowych form, jest po prostu inny sposób przekazu. Jeśli chcesz być zrozumiany, mówisz współczesnym językiem. W teatrze już nie można zaproponować niczego nowego. Między spektaklem a widzem musi odbywać się prosty dialog. Ale jak go prowadzić? Potrzebny jest język, a ten powinien być zrozumiały, więc współczesny. Film "Tlen" jest bardziej przeznaczony dla młodego odbiorcy. Mówię w nim o dziesięciu przykazaniach, ale robię to językiem młodych.
A "Lipiec"?
Chcemy spróbować tym spektaklem wrócić do takiego wykonania tekstu, kiedy aktor się mu oddaje. Ta tradycja była bardzo mocna w rosyjskim teatrze, zagubiła się, bo pojawiał się teatr psychologiczny. Uważam, że teatr psychologiczny ma dużą wadę - na scenę dostało się życie prywatne, artyści zaczęli wynosić na scenę swoje neurozy, przeżycia osobiste, swoje drobne, małe problemy, a przecież nie po to stworzona jest scena. Może po to też, ale mnie się wydaje, że na scenie powinna być mowa o tym, co idealne, boskie, do czego tylko dążymy. Ale to tylko słowa, nie znaczą wcale, że tak mogę robić, nie, to mi się jeszcze ani razu nie udało.
Mówimy o wykonywaniu tekstu, nie o graniu roli? (do Karoliny Gruszki) Więc jak reagujesz, kiedy Iwan mówi, że w tej sztuce nie ma co grać? Bałaś się tej próby?
Karolina Gruszka: Trochę pewnie się bałam, bo wyzwanie wydaje mi się ciągle duże. Zachwycił mnie poetycki język tego tekstu i to, że poprzez straszne, a czasami tragiczne historie z życia człowieka próbujemy dojść do światła, które jest w nim, do tego, co dobre.
Czy pracując nad "Lipcem" oglądacie monologi polskich, rosyjskich wielkich aktorów? Jak wygląda przygotowanie do tego spektaklu?
K.G.: Tak, czerpiemy takie inspiracje. Poświęciłam sporo czasu, żeby dotrzeć do monologów Tadeusza Łomnickiego, Gustawa Holoubka i słuchałam, jak brzmią. Iwan pokazywał mi monologi różnych rosyjskich aktorów, aktorek żeby spróbować naszą pracą nawiązać do tej tradycji wykonywania tekstu, który teraz już rzadko się spotyka w teatrze.
IW - Obejrzałem wielu polskich i rosyjskich aktorów, moi mistrzowie, jak Maja Komorowska, która jest na sali, również mistrzowie rosyjscy, posiadają to, co nasze pokolenie traci. Oni jakby rysują rolę, są rysownikami ról, a my dziś jedynie je gramy, chcemy tylko pokazać człowieka. Dziś aktor może nawet zdjąć majtki, ale to nie jest wielkie osiągnięcie. Oczywiście, na to trzeba się zdecydować, ja bym się nie odważył. Ale to nic nowego, bo pod majtkami jest znany fakt. Chciałbym, żeby aktor pokazał coś, czego nie znam, co czuję. W tym jest wielka różnica.
Iwan Wyrypajew: Szczerze mówiąc uważam się za dramaturga, bo przede wszystkim piszę sztuki. Wprawdzie nakręciłem dwa filmy, ale moim zdaniem widać, że zrobił je dramaturg. Czuje się szacunek dla tekstu. Nie ma w nich chyba żadnej innowacji reżyserskiej.
Przeciwnie. W recenzjach z "Tlenu" pisano o jego nowatorstwie, że to film bardzo pojemny, jest w nim wideoklip, komiks, gra komputerowa, bohaterowie przemieszczają się w wielu przestrzeniach geograficznych ale też technologicznych. Z tej, i innych twoich wypowiedzi odnoszę wrażenie, że sam chcesz się wydawać widzowi raczej staroświecki. Mówisz, że w teatrze Szekspira interesuje cię Szekspir, a nie reżyser, który go inscenizuje. O najnowszej swojej produkcji, czyli o "Lipcu" powiedziałeś, że chcesz wrócić do początków teatru rosyjskiego, nie do teatru Stanisławskiego, ale do teatru Ostrowskiego. Jak jest naprawdę?
I.W.: Nie ma żadnych nowych form, jest po prostu inny sposób przekazu. Jeśli chcesz być zrozumiany, mówisz współczesnym językiem. W teatrze już nie można zaproponować niczego nowego. Między spektaklem a widzem musi odbywać się prosty dialog. Ale jak go prowadzić? Potrzebny jest język, a ten powinien być zrozumiały, więc współczesny. Film "Tlen" jest bardziej przeznaczony dla młodego odbiorcy. Mówię w nim o dziesięciu przykazaniach, ale robię to językiem młodych.
A "Lipiec"?
Chcemy spróbować tym spektaklem wrócić do takiego wykonania tekstu, kiedy aktor się mu oddaje. Ta tradycja była bardzo mocna w rosyjskim teatrze, zagubiła się, bo pojawiał się teatr psychologiczny. Uważam, że teatr psychologiczny ma dużą wadę - na scenę dostało się życie prywatne, artyści zaczęli wynosić na scenę swoje neurozy, przeżycia osobiste, swoje drobne, małe problemy, a przecież nie po to stworzona jest scena. Może po to też, ale mnie się wydaje, że na scenie powinna być mowa o tym, co idealne, boskie, do czego tylko dążymy. Ale to tylko słowa, nie znaczą wcale, że tak mogę robić, nie, to mi się jeszcze ani razu nie udało.
Mówimy o wykonywaniu tekstu, nie o graniu roli? (do Karoliny Gruszki) Więc jak reagujesz, kiedy Iwan mówi, że w tej sztuce nie ma co grać? Bałaś się tej próby?
Karolina Gruszka: Trochę pewnie się bałam, bo wyzwanie wydaje mi się ciągle duże. Zachwycił mnie poetycki język tego tekstu i to, że poprzez straszne, a czasami tragiczne historie z życia człowieka próbujemy dojść do światła, które jest w nim, do tego, co dobre.
Czy pracując nad "Lipcem" oglądacie monologi polskich, rosyjskich wielkich aktorów? Jak wygląda przygotowanie do tego spektaklu?
K.G.: Tak, czerpiemy takie inspiracje. Poświęciłam sporo czasu, żeby dotrzeć do monologów Tadeusza Łomnickiego, Gustawa Holoubka i słuchałam, jak brzmią. Iwan pokazywał mi monologi różnych rosyjskich aktorów, aktorek żeby spróbować naszą pracą nawiązać do tej tradycji wykonywania tekstu, który teraz już rzadko się spotyka w teatrze.
IW - Obejrzałem wielu polskich i rosyjskich aktorów, moi mistrzowie, jak Maja Komorowska, która jest na sali, również mistrzowie rosyjscy, posiadają to, co nasze pokolenie traci. Oni jakby rysują rolę, są rysownikami ról, a my dziś jedynie je gramy, chcemy tylko pokazać człowieka. Dziś aktor może nawet zdjąć majtki, ale to nie jest wielkie osiągnięcie. Oczywiście, na to trzeba się zdecydować, ja bym się nie odważył. Ale to nic nowego, bo pod majtkami jest znany fakt. Chciałbym, żeby aktor pokazał coś, czego nie znam, co czuję. W tym jest wielka różnica.
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Co Donieck ma lepszego od Warszawy? Nie tylko Stadion!
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


