Powrót T-Raperów. Nagrali płytę, będzie program w TV?

Rozmawiała Beata Kęczkowska
2010-01-04 aktualizacja: 2010-01-04 10:38
A A A Drukuj
T-Raperzy znad Wisły okładka albumu
Historię ojczystą można poznawać na różne sposoby. Niedawno ukazała się płyta T-raperów znad Wisły, którzy opiewają poczet królów Polski, wnikliwie oceniając dokonania naszych władców.
ZOBACZ TAKŻE
Przed laty dwaj panowie - Grzegorz Wasowski i Sławomir Szczęśniak - w programie telewizyjnym "KOC" wykonywali krótkie rapy to o Mieszku, to o Batorym. Wykonanie było brawurowe, intrygujące scenografia i kostiumy. Publiczność ten sposób opowiadania o przeszłości przyjęła z aplauzem. Lata mijały. T-raperzy jakby zamilkli, aż niedawno postanowili się ekshumować i wydali płytę wzbogaconą pod względem muzycznym i historycznym. Zgodzili się też porozmawiać o różnych sposobach poznawania historii, o pożytkach płynących z pewnych prezentów ślubnych i o tym, dlaczego do opiewanych bohaterów jest im potrzebny dystans co najmniej 250-letni.



Grzegorz Wasowski: Wie pani, że jesteśmy bohaterami książki?

Beata Kęczkowska: Nie.

G.W.: Popatrz, nie przygotowała się.

Przepraszam.

G.W.: W komiksie, proszę pani. Artystów ASP z Łodzi. Czterech artystów. Wymyślili oni, że zrobią komiks czterema różnymi technikami, i nas postanowili uczynić tych historii bohaterami. Myśmy napisali do tego scenariusz. To jest opowieść fantastyczna. O tym, czym się zajmowaliśmy, kiedy nas nie było.

Widzę, że panowie sugerują, że w tym czasie byli na Marsie.

G.W.: Ot, naiwna. A takie pojęcia, jak: metafora, licentia poetica, artystyczna swoboda oraz wyobraźnia, są znane?

Są.

G.W.: Znać a rozumieć... No cóż. Powiem tak, na pewno byliśmy na konwencie komiksowym w Łodzi.

Sławomir Szczęśniak: Znakomite doświadczenie.

Ale ja chciałam porozmawiać o przeszłości. I nauczaniu historii. I reedycji waszej płyty. Chciałabym się też dowiedzieć, jakich panowie mieli nauczycieli historii. Bo skoro tak swobodnie z historii naszego kraju, jej prapoczątków uczyniliście swoje tworzywo artystyczne, to pewnie mistrzów mieliście znakomitych.

G.W.: Niestety, nie pamiętam. Szkoła mnie nie interesowała. Zajmowałem się głównie sportem. A jeśli już musiałbym sobie przypomnieć, pewnie z mroków niepamięci wyłoniłby się jakiś beznadziejny osobnik.

S.S.: W czasach, kiedy chodziliśmy do szkoły, uczyło się jedynej obowiązującej wersji... Ale ja miałem szczęście, w Liceum im. Reytana trafiłem na prof. Wiesława Żurawskiego. Jego lekcje historii były lekcjami przedmiotu humanistycznego. Wiedzę podawał pozapodręcznikową, przeplatane to było głośną lekturą dzieł Mrożka. Profesor udawał się na papierosa, w tym czasie jedna z uczennic czytała głośno, myśmy słuchali...

Poza tym moi rodzice byli historykami, Jasienica był podstawową lekturą. Nie to, żeby mnie do tego ciągnęło, jednak... Tak naprawdę najbardziej interesującym okresem wydało mi się dwudziestolecie międzywojenne

G.W.: Mnie zaś Powstanie Warszawskie.

Mimo to sięgnęliście po Piastów, Jagiellonów... Co pan zrobił na początku? Z jakich tekstów pan korzystał?

G.W.: Wystartowałem właściwie od zera. Nigdy wcześniej się tym szczególnie nie interesowałem. Korzystałem więc z Jasienicy, przeglądałem Galla Anonima, Długosza, Balzera, Kolankowskiego... Przy nanoszeniu poprawek do reedycji płyty miałem też do dyspozycji dziesięciotomową "Historię Polski" wydaną na 600-lecie odnowienia UJ-otu. Jak się pobieraliśmy z Moniką, to jednym z prezentów ślubnych była właśnie ta "Historia...". A w niej to już można wynaleźć takie rzeczy, których gdzie indziej nie uświadczysz.

S.S.: Na najnowszym wydaniu płyty pewne fakty Grzegorz uzupełnił o rzeczy nowe, nowe informacje.

Dowiadujemy się czegoś ciekawego?

G.W.: Wiemy już np., że Jagiellończyk otrzymał Order Podwiązki, Władysław IV dysponował flotą ufundowaną przez Jerzego Hewela składającą się nie z 12, lecz z 11 statków, Zygmunt August lubił wino i pił je w małych kieliszkach, chodził też w czarnych strojach, Batory zajadał się wołowiną...

Czyli udało się naszym królom nadać trochę ludzkich cech...

S.S.: O tym się mało w podręcznikach mówi. A trzeba przecież wiedzieć - mimo pokusy gloryfikowania przeszłości - że były to czasy okrutne z równie okrutnymi władcami. W szkole uczy się o osiągnięciach, zwycięstwach, udanych politycznych małżeństwach. Jak ktoś był kiepski, to ledwie się go wspomina. Nie mówi się o nich jako o ludziach, a przecież byli to ludzie z przywarami, ktoś, owszem, miał osiągnięcia na polach bitew, ale też na polu bigamii. Inni średnio radzili sobie z konkurentami politycznymi, no chyba że łupiąc im oczy.

G.W.: Albo pozbawiając ich płynów.

Nie było pokusy, żeby to historyczne rapowanie pociągnąć dalej i wydać kolejne płyty?

G.W.: Nie znoszę humoru nawiązującego do czegoś, co się dzieje obecnie. Gustuję w tym, co odległe, i w abstrakcji.

S.S.: Gdybyśmy zaczęli sięgać do okresu zaborów, to tam swe początki mają niektóre partie polityczne. Trzeba by to uwzględniać, opowiedzieć się, interpretować.

G.W.: Przez moment nawet myśleliśmy, o kim warto by napisać. Piłsudski? Paderewski? Anders? Rydz-Śmigły? Na tym chyba koniec. Trochę za mało jak na następną płytę.

Czyli potrzebują panowie co najmniej 500 lat dystansu?

S.S.: 250 wystarczy.

Wieść niesie, że powstanie wersja książkowa.

G.W.: Miała ta książka wyjść na Gwiazdkę, ilustracje tworzył pan Butenko. Gdy się dowiedział, że poszerzyłem i uzupełniłem teksty, oświadczył, że musi rysować od nowa. A to człowiek szlachetnej daty, nie posługuje się komputerem... Więc to trwa. Właściwie to mi bardzo imponuje, że on tak wszystko robi ręcznie... Ale mógłby mieć jakiegoś pomocnika.

Już teraz z waszej płyty dzieci uczą się o Śmiałym, Batorym... A jak będzie książka, to kto wie, czy nie zostaniecie wpisani na listę podręczników. Jak zareagowaliście na wieść, że trafiliście do szkół?

S.S.: Duma nas rozpiera.

G.W.: A ja w pani pytaniu kpinę wyczuwam. Ładnie to tak?

Ależ skąd! Nie ośmieliłabym się. A jaka będzie następna misja T-raperów?

G.W.: Być może wrócimy do telewizji, wiosną.

S.S.: Może uda się reaktywować "KOC". Mini-KOC-yk. Bardzo nas to pociąga. Znów móc buszować między strojami w magazynach, zaglądać do perukarni, wąsy przyklejać.

G.W.: Ja już mam.

S.S.: No to odklej. Może to, co mieliśmy przed laty, ocalało i mole tego nie zjadły. Trochę się martwię o te nasze kostiumy, bo my je lubimy.

Przebierać się panowie lubią?

G.W.: I znów przycinek, aluzja jakże subtelna pod naszym adresem... Niechże już pani porzuci te niecne działania.

Bo ja się cały czas stresuję i zastanawiam, dlaczego pan, panie Grzegorzu, tak usiadł z dala. Ze strachu?

G.W.: Nie ma strachu.

A co jest?

G.W.: Niechęć jest.

To kto do wywiadu pana namówił?

G.W.: Żona. Ale nie namówiła, tylko wydała rozkaz...

T-raperzy znad Wisły "Ekshumacja 2", wyd. Agora SA

Najlepsze koncerty i imprezy w Warszawie



Podziel się