Komu bije dzwonek z komórki

Łukasz Kamiński
05.03.2010 aktualizacja: 2010-03-05 17:14
A A A Drukuj
Muzyka Mojego Miasta
ZOBACZ TAKŻE
Zawsze wierzyłem, że ze wszystkich sztuk to muzyka właśnie obok dostarczania rozrywki najskuteczniej potrafi burzyć zastany porządek, prowokować zmiany, wywoływać rewolucje. Zawsze też wierzyłem, że o muzyce, nawet tej najbardziej popularnej, masowej, komercyjnej, powinno się myśleć i mówić w kategoriach sztuki właśnie. Niestety, wyleczyłem się z tego przekonania.

Nie jestem tradycjonalistą, ale dawno nie poczułem się tak niedzisiejszy jak po ostatniej gali nagród muzycznych "VIVA Comet 2010" (z kuriozalnymi werdyktami nawet nie zamierzam dyskutować - jeśli ktoś naprawdę sądzi, że artystką dziesięciolecia jest Doda, a artystą roku Liber, to jego sprawa). Wśród typowych dla tego typu imprez kategorii nagród była jedna, w której istnienie wciąż trudno mi uwierzyć. To "dzwonek roku". Zgadza się - nagroda dla najpopularniejszego dzwonka muzycznego, który można ściągnąć sobie na komórkę (i okazując uwielbienie dla swojego idola, przy okazji drażnić nim np. współpasażerów w autobusie). Nominowane w tej kategorii były piosenki (dzwonki?): "Czy ten pan i pani" Ani Wyszkoni, "Od dziś" Pauli, "Miliony Monet" Mroza oraz "Jeden moment" grupy Pectus. Wygrała Wyszkoni, dołączając do elitarnego klubu muzyków (duetów: Kalwi i Remi oraz Ewelina Flinta i Łukasz Zagrobelny), którzy zdobyli tę nagrodę w latach ubiegłych.

Niesłychanie trudno mi uwierzyć, że muzyk może sobie cenić tego typu nagrodę bardziej od tradycyjnych sposobów okazywania mu szacunku i uznania, tzn. od kupowania jego płyt i kupowania biletów na jego występy.

Podziel się