Komu bije dzwonek z komórki
05.03.2010
aktualizacja: 2010-03-05 17:14
Muzyka Mojego Miasta
ZOBACZ TAKŻE
- Nie przeraża mnie krew (07-03-10, 19:00)
- Urocza maszynistka Florencja (07-03-10, 18:54)
- Rezerwuj bilety na "Tramwaj" (14-03-10, 22:00)
Zawsze wierzyłem, że ze wszystkich sztuk to muzyka właśnie obok dostarczania rozrywki najskuteczniej potrafi burzyć zastany porządek, prowokować zmiany, wywoływać rewolucje. Zawsze też wierzyłem, że o muzyce, nawet tej najbardziej popularnej, masowej, komercyjnej, powinno się myśleć i mówić w kategoriach sztuki właśnie. Niestety, wyleczyłem się z tego przekonania.
Nie jestem tradycjonalistą, ale dawno nie poczułem się tak niedzisiejszy jak po ostatniej gali nagród muzycznych "VIVA Comet 2010" (z kuriozalnymi werdyktami nawet nie zamierzam dyskutować - jeśli ktoś naprawdę sądzi, że artystką dziesięciolecia jest Doda, a artystą roku Liber, to jego sprawa). Wśród typowych dla tego typu imprez kategorii nagród była jedna, w której istnienie wciąż trudno mi uwierzyć. To "dzwonek roku". Zgadza się - nagroda dla najpopularniejszego dzwonka muzycznego, który można ściągnąć sobie na komórkę (i okazując uwielbienie dla swojego idola, przy okazji drażnić nim np. współpasażerów w autobusie). Nominowane w tej kategorii były piosenki (dzwonki?): "Czy ten pan i pani" Ani Wyszkoni, "Od dziś" Pauli, "Miliony Monet" Mroza oraz "Jeden moment" grupy Pectus. Wygrała Wyszkoni, dołączając do elitarnego klubu muzyków (duetów: Kalwi i Remi oraz Ewelina Flinta i Łukasz Zagrobelny), którzy zdobyli tę nagrodę w latach ubiegłych.
Niesłychanie trudno mi uwierzyć, że muzyk może sobie cenić tego typu nagrodę bardziej od tradycyjnych sposobów okazywania mu szacunku i uznania, tzn. od kupowania jego płyt i kupowania biletów na jego występy.
Nie jestem tradycjonalistą, ale dawno nie poczułem się tak niedzisiejszy jak po ostatniej gali nagród muzycznych "VIVA Comet 2010" (z kuriozalnymi werdyktami nawet nie zamierzam dyskutować - jeśli ktoś naprawdę sądzi, że artystką dziesięciolecia jest Doda, a artystą roku Liber, to jego sprawa). Wśród typowych dla tego typu imprez kategorii nagród była jedna, w której istnienie wciąż trudno mi uwierzyć. To "dzwonek roku". Zgadza się - nagroda dla najpopularniejszego dzwonka muzycznego, który można ściągnąć sobie na komórkę (i okazując uwielbienie dla swojego idola, przy okazji drażnić nim np. współpasażerów w autobusie). Nominowane w tej kategorii były piosenki (dzwonki?): "Czy ten pan i pani" Ani Wyszkoni, "Od dziś" Pauli, "Miliony Monet" Mroza oraz "Jeden moment" grupy Pectus. Wygrała Wyszkoni, dołączając do elitarnego klubu muzyków (duetów: Kalwi i Remi oraz Ewelina Flinta i Łukasz Zagrobelny), którzy zdobyli tę nagrodę w latach ubiegłych.
Niesłychanie trudno mi uwierzyć, że muzyk może sobie cenić tego typu nagrodę bardziej od tradycyjnych sposobów okazywania mu szacunku i uznania, tzn. od kupowania jego płyt i kupowania biletów na jego występy.
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Co Donieck ma lepszego od Warszawy? Nie tylko Stadion!
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


