Arcydzieła na Zamku

Jerzy S. Majewski
22.05.2010 aktualizacja: 2010-05-19 19:16
A A A Drukuj
Przewodnik Jerzego S. Majewskiego po wystawie: "Leonardo da Vinci -
Na Zamku Królewskim możemy oglądać "Damę z gronostajem" Leonarda da Vinci - najcenniejszy obraz w zbiorach polskich. "Damie..." towarzyszy inne arcydzieło - "Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem" Rembrandta. Te dwa obrazy wystarczyłyby już za całą wystawę. Jednak na Zamku zgromadzono też wybór najcenniejszych skarbów ze zbiorów Muzeum Czartoryskich w Krakowie.

- Wiele z nich jest nieznane. Nawet my nie eksponujemy ich w naszym muzeum, choć każde muzeum by się o nie zabijało - mówi Adam Zamoyski z Fundacji Książąt Czartoryskich.

Niektóre z wystawionych zabytków zauważamy od razu. Taki jest chociażby późnogotycki obraz zwiastowania z warsztatu Dirka Boutsa. Mógłby on stać się ozdobą każdej europejskiej kolekcji sztuki średniowiecznej. Łatwiej za to przegapić arcycenną wazę zrobioną na początku XVIII w. przez twórcę europejskiej porcelany czy drobiazgi z Bliskiego i Dalekiego Wschodu. Do takich unikatów należy chociażby bardzo rzadka lampa meczetowa z końca XIV w.

- Wystawa jest rodzajem opowieści o kolekcji tworzonej u schyłku XVIII w. przez księżnę Izabellę Czartoryską. Składała się ona zarówno z wybitnych dzieł malarstwa, zbioru rzymskich gemm, starożytnych pamiątek kupowanych podczas artystycznych wypraw do Italii czy zwykłych curiosów - mówi komisarz wystawy dr Przemysław Mrozowski. Wśród tych ostatnich zobaczymy kawałek tkaniny z łóżka Piotra I i włosy cesarzowej austriackiej.

Tylko jeden obraz zawisł w wielkiej Sali Senatorskiej na Zamku Królewskim w Warszawie. To "Dama z gronostajem". Dzieło Leonarda da Vinci znalazło się na wprost tronu królewskiego w okrągłej budowli z wiszącą kopułą.

- Obraz jest tak wyjątkowy, że postanowiliśmy go zamknąć w szkatule, by nie zaginął w wielkim wnętrzu Sali Senatorskiej - tłumaczy Żaneta Govenlock, która z Violettą Damięcką jest autorką znakomicie przygotowanej scenografii.

Światło wydobywa obraz Leonarda z ciemności. Wychodząc z okrągłej budowli, już z daleka ujrzymy kolejny obraz. To "Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem" Rembrandta. Światło wiedzie nas ku niemu, a po drodze mijamy gabloty z muzealnymi curiosami. Wspaniałymi wachlarzami, których używały damy z rodziny Czartoryskich, i gemmami przywożonymi w XVII i XIX wieku przez arystokratów z obowiązkowych podróży do Italii i innych krajów europejskich.

Gdy już nasycimy wzrok Rembrandtem, czeka nas ostatnia sala. Tu w gablotach zgromadzona została cała masa rozmaitych przedmiotów. Są one znakomitą ilustracją bogactwa zbioru Czartoryskich. Znajdziemy tu zarówno kilka wysokiej klasy obrazów, srebra stołowe, renesansowe wyroby emaliowane, dzieła sztuki japońskiej, jak i bliskowschodniej.

Pokaz zorganizowany został w związku z planami remontu i przebudowy siedziby Muzeum Czartoryskich w Krakowie. Wystawę można oglądać do września. Oto nasz przewodnik po wystawie.



Tajemnicza dama

Z wielką ostrożnością konserwatorzy zawieszali na Zamku obraz Leonarda da Vinci "Damę z gronostajem". Najpierw zawisła niezwykle piękna i cenna XVI-wieczna rama. Dopiero później sam portret Cecylii Gallerani namalowany na desce. Każdy ruch muzealników śledziła konserwatorka z Krakowa Katarzyna Novljakowicz. Nie opuszcza ona obrazu, a po każdej jego podróży z lupą w dłoni porównuje stan portretu z superdokładną inwentaryzacją fotograficzną.

"Damę z gronostajem" zna chyba każde dziecko w Polsce. To nie tylko jedyne dzieło Leonarda da Vinci w naszym kraju, ale też najcenniejszy obraz w naszych zbiorach. Wiele osób uważa go w ogóle za najpiękniejszy obraz Leonarda. Coś uwodzicielskiego jest w twarzy Cecylii Gallerani, kochanki mediolańskiego księcia Ludovica Sforzy, która przedstawiona została w stroju hiszpańskim, modnym wówczas w Mediolanie.

Obraz powstał po 1483 r. Gronostaj trzymany przez modelkę jest symbolem księcia, który nosił go w swym godle. Ale jak to w dobie renesansu, symbolika obrazu była wieloznaczna. W brzmieniu greckiej nazwy gronostaja zawiera się fragment nazwiska Gallerani. Gronostaj to też symbol miłości, której artysta nie mógł inaczej pokazać, w chwili gdy prowadzono rozmowy w sprawie mariażu księcia z Beatrice d'Este, córką władcy Ferrary, z którą wkrótce się ożenił. Zwierzątko pojmowane jest jako alegoria macierzyństwa - zasłania łono modelki noszącej już syna Lodovica.

Cecylia Gallerani była nie tylko urodziwa, ale i znakomicie wykształcona. Posługiwała się łaciną, a ponoć i greką, wiodła dysputy o filozofii, pisała wiersze. Przypominała tym słynne włoskie kurtyzany doby renesansu. Piękne, uczone, obdarzone zamiłowaniem do sztuki i niezależności.

Dwa tygodnie po narodzinach syna książę Lodovico przyznał jej dobra ziemskie Saronno. Pikanterii dodaje fakt, że młoda matka zamieszkała obok swego kochanka i jego świeżo poślubionej żony. Nie trwało to długo. W 1492 r. wydana została za hr. Carminati de Brambilla i wyprowadziła się z nim do pałacu Carmignola, w którym mieszkała do śmierci w roku 1536 r.

Niezwykłe były dzieje samego obrazu. - W 1800 r. kupił go książę Adam Jerzy Czartoryski i podarował swej matce Izabelli z Czartoryskich do zbiorów puławskich. Księżna Izabella kazała przemalować tło - mówi komisarz wystawy dr Przemysław Mrozowski, a dr Artur Badach dodaje. - Kilka lat temu francuscy naukowcy prześwietliło obraz. Po wirtualnym oczyszczeniu późniejszych warstw okazało się, że miał tło niebieskie zamiast czarnego. Warto przy okazji dodać, że w trakcie badania odkryto też inne przemalowania dokonane przez samego Leonarda. Głowa gronostaja była początkowo większa i przesunięta bardziej na środek, a rzęsy modelki znikły na skutek starzenia się obrazu. Zwróćmy jeszcze uwagę na napis na płótnie: "La Belle Ferronie're". To księżna Izabella po przemalowaniu tła kazała go umieścić. Sądziła, że to portret domniemanej kochanki króla Francji. O tym, że to Cecylia Gallerani, wiemy dopiero od początku XX wieku. - Gdy zbliżał się upadek powstania listopadowego, zbiory puławskie zostały ewakuowane aż do Paryża. Tam znalazły się w hotelu Lambert Czartoryskich. Dopiero pod koniec XIX w. znalazły się w Muzeum Czartoryskich w Krakowie - wylicza dr Mrozowski.

W czasie okupacji obraz przywłaszczył sobie generalny gubernator Hans Frank, który trzymał go w swoich apartamentach na Wawelu i woził do zarekwirowanego Potockim pałacu w Krzeszowicach. Uciekając z Krakowa przed Armią Czerwoną w 1945 r., wywiózł obraz do Niemiec.

Kilka lat później skandalem zakończyła się wyprawa "Damy" do Warszawy, dokąd została wypożyczona na wystawę. Do Krakowa nie chciał jej zwrócić dyrektor Muzeum Narodowego prof. Stanisław Lorentz.

Krakowscy muzealnicy odzyskali ja podstępem, wykorzystując wyjazd służbowy profesora za granicę.

Podziel się