Sztuka wygrywa wojnę z komercją

Agnieszka Kowalska
20.07.2010 aktualizacja: 2010-07-20 19:24
A A A Drukuj
Wieżowiec miałby powstać na działce, która jeszcze dwa lata temu była osłonięta płotem Fot. Michał Mutor / Agencja Gazeta
To prawdziwy tytan pracy - mówią o Blu koledzy artyści. Słynny twórca z Bolonii przez trzy dni prawie nie schodził z podnośnika, aż skończył swoje wielkie malowidło na ścianie w al. Jana Pawła II
Blu przyjechał do Warszawy na zaproszenie fundacji Vlep[v]net, zajmującej się propagowaniem sztuki w przestrzeni publicznej. Nasze miasto odwiedził po raz pierwszy. Fama o tym, że będzie tu malował, rozeszła się już dawno, bo Blu to obecnie jedna z najjaśniejszych gwiazd światowego streetartu. Fani spekulowali, co też namaluje w Warszawie. Specjalizuje się w wielkoformatowych muralach, więc mogliśmy się spodziewać czegoś spektakularnego. - Ale nie efekciarskiego - prostuje Miesto, artysta z Vlep[v]netu, który koordynował cały projekt. - Cenię go za to, że w jego pracach nie ma przerostu formy nad treścią, a przekaz często jest zaangażowany - dodaje.

Vlep[v]net próbował utrzymać pobyt Blu w Warszawie w tajemnicy, tak by mógł pracować w spokoju. Oczywiście w miarę możliwości, bo trudno było nie zauważyć artysty na wielkim podnośniku malującego na jednej z najbardziej charakterystycznych ścian w centrum miasta. My obserwowaliśmy go w sobotę, jak małym pędzelkiem cyzelował ostatnie detale kompozycji. Zamieniliśmy tylko kilka słów, bo był jak zahipnotyzowany. W sumie spędził na tym podnośniku ze 48 godzin, sam malując ten mural od początku do końca.

Przyjechał do Warszawy we wtorek, przegadał z Miesto kilka godzin i zupełnie spontanicznie zaczął kreślić na zdjęciach "swojej" ściany szkice kompozycji. Tych marionetkowych żołnierzy, zwieszonych na linach z dachu, strzelających do siebie, zrzucających bomby. - Trafny wybrał temat. Nawiązujący do naszej historii, a jednocześnie uniwersalny - mówi Miesto. - Żołnierze marionetki, żołnierze systemu, z symbolami dolarów i euro na hełmach, walczący o pieniądze, nie o ideały. Ten antykomercyjny wydźwięk ważny jest szczególnie w mieście, w którym niemal każdy skrawek wolnej ściany wykorzystywany jest jako nośnik reklamowy.

Blu jak zwykle z szacunkiem podszedł do zastanej ściany. W tle swojego malowidła zostawił kolorową mozaikę - ślady po starych PRL-owskich reklamach, okna też sprytnie wkomponował w obraz.

Warszawy niemal w ogóle nie zobaczył, bo w niedzielę musiał już spakować plecak i jechać dalej, do Berlina. - To prawdziwy tytan pracy. W dodatku ideowiec. Podróżuje po całym świecie, tworzy murale i animacje, biorąc za to bardzo małe pieniądze, albo nie biorąc wcale. Nie imprezuje, nie stosuje używek, nie ma nawet telefonu komórkowego - opowiada Miesto.

Ścianę pod jego dzieło udostępniło miasto, wsparło też finansowo ze specjalnych funduszy przeznaczonych na sztukę w przestrzeni publicznej. Początkowo buntowali się mieszkańcy ulicy Siennej, protestujący przeciwko budowie planowanej przez dewelopera na działce przylegającej do tej kamienicy. - Obawiali się, że teraz już wszyscy stwierdzą, że to jest ślepa ściana, skoro na niej jest coś namalowane, i zamurują im okna. Przekonaliśmy mieszkańców, że podobnie jak oni jesteśmy lokalnymi działaczami, a ich problemy są nam bliskie - mówi Miesto.

Murali przybywa w Warszawie ostatnio jak grzybów po deszczu. Oglądanie ich i dokumentowanie to dobry sposób na lato w mieście. Nie wszystkie są dobrej klasy. Dlatego polecamy wam szczególnie te ze znakiem jakości Vlep[v]netu, dzieła: Belga ROA przy pawilonach na tyłach Nowego Światu i na podwórku przy ul. 11 Listopada 22, APL'a z Ukrainy na ul. Łomżyńskiej 27 i Sławka Czajkowskiego "Zbioka" na ul. Korsaka 7, na tyłach długiego bloku przy ul. Kijowskiej, naprzeciwko Dworca Wschodniego. Vlep[v]net organizuje też rowerowe wycieczki "Tour de Varsovie" śladami streetartowych realizacji (szczegóły na stronie vlepvnet.bzzz.net).

Podziel się