Solidarność z kiczem
05.09.2010
aktualizacja: 2010-09-05 18:11
Kronika Wypadków Kulturalnych
ZOBACZ TAKŻE
- 11 miast chce być stolicą kultury (06-09-10, 21:37)
- Obciach to żenua. Co trzeba wiedzieć o majtkach Dody? (22-01-12, 16:00)
- Kronika Wypadków Kulturalnych: Wilq w stolicy (26-09-10, 18:48)
- Kantata w Polonii (06-09-10, 17:39)
Na marginesie hucznych obchodów 30-lecia „Solidarności” przemknęła przez media wiadomość o kolekcji solidarnościowych ubrań i gadżetów, którą na zlecenie Narodowego Centrum Kultury zaprojektowała Ewa Minge. Kolekcja ma być pokazywana w tym tygodniu w Nowym Jorku w ramach kampanii promocyjnej „Solidarity changes the world”, której celem jest „skupienie uwagi publicznej na tym, że wartości, w obronie których powstała »Solidarność «, są uniwersalne”.
Myśl o tym, aby promować polską historię za pomocą mody, nie jest zła, w podobny sposób realizowane są inne kampanie społeczne: w obronie środowiska naturalnego, przeciw AIDS czy nietolerancji. Problem w tym, że zadanie stworzenia solidarnościowej kolekcji powierzono osobie, która bardziej jest znana z występów w telewizyjnych show i serwisach plotkarskich niż ze swoich kolekcji. Jej cukierkowe stroje, przetykane złotem i świecidełkami w środowisku stylistów i ekspertów mody określane są dwoma słowami: bazar i kicz, a ona sama porównywana jest do Michała Wiśniewskiego, wokalisty kiczowatego zespołu Ich Troje. "Świat Ewy Minge to prowincjonalne marzenie o przepychu, a nie chęć przekazania czegoś nowego. Jest ona uosobieniem tęsknoty za bogactwem i barwnością. Za tym, czego nie było przez lata szarości PRL. Wystrojona królewna spełnia sen o luksusie" - pisała Joanna Bojańczyk, dziennikarka działu mody "Rzeczpospolitej".
Gadżety, które Minge przygotowała na rocznicę "S", nie odznaczają się niczym szczególnym: są to T-shirty, torby, apaszki i butelki z wodą z logo "Solidarności" i słowem "solidarność" w kilku językach i układach graficznych. Wszystko na poziomie prac uczniów liceum plastycznego z typografii. Doprawdy trudno pojąć, co też ma na myśli projektantka, kiedy mówi, że "dzięki tej kampanii ma szansę powstać nowy trend w modzie, który propagować będzie solidarność rozumianą jako różnego rodzaju solidarne działania, które prowadzą do realizacji wspólnych celów". Na razie widać tu jeden cel: promocję autorki.
Pytanie, co w tym wszystkim robi Narodowe Centrum Kultury - instytucja państwowa. Dlaczego, zamiast rozpisać konkurs, angażuje kogoś, kto mógłby ewentualnie zaprojektować stroje na galę disco polo? Czy to jest jakiś nowy trend w promocji Polski za granicą? Co jeszcze wymyśli NCK? Pudzian będzie podnosił fortepian Chopina, żeby zademonstrować polską krzepę? Mandaryna wykona dzieła wszystkie Szymanowskiego? Doda zatańczy oberka na lodzie? A może autorzy kampanii chcą w ten subtelny sposób pokazać, że "Solidarność" rozmieniła się na drobne, skoro solidarnościowe gadżety projektuje autorka kolekcji farb do ścian i strojów dla lalki Barbie? Odpowiedź na te pytania pozostawiam czytelnikom.
Myśl o tym, aby promować polską historię za pomocą mody, nie jest zła, w podobny sposób realizowane są inne kampanie społeczne: w obronie środowiska naturalnego, przeciw AIDS czy nietolerancji. Problem w tym, że zadanie stworzenia solidarnościowej kolekcji powierzono osobie, która bardziej jest znana z występów w telewizyjnych show i serwisach plotkarskich niż ze swoich kolekcji. Jej cukierkowe stroje, przetykane złotem i świecidełkami w środowisku stylistów i ekspertów mody określane są dwoma słowami: bazar i kicz, a ona sama porównywana jest do Michała Wiśniewskiego, wokalisty kiczowatego zespołu Ich Troje. "Świat Ewy Minge to prowincjonalne marzenie o przepychu, a nie chęć przekazania czegoś nowego. Jest ona uosobieniem tęsknoty za bogactwem i barwnością. Za tym, czego nie było przez lata szarości PRL. Wystrojona królewna spełnia sen o luksusie" - pisała Joanna Bojańczyk, dziennikarka działu mody "Rzeczpospolitej".
Gadżety, które Minge przygotowała na rocznicę "S", nie odznaczają się niczym szczególnym: są to T-shirty, torby, apaszki i butelki z wodą z logo "Solidarności" i słowem "solidarność" w kilku językach i układach graficznych. Wszystko na poziomie prac uczniów liceum plastycznego z typografii. Doprawdy trudno pojąć, co też ma na myśli projektantka, kiedy mówi, że "dzięki tej kampanii ma szansę powstać nowy trend w modzie, który propagować będzie solidarność rozumianą jako różnego rodzaju solidarne działania, które prowadzą do realizacji wspólnych celów". Na razie widać tu jeden cel: promocję autorki.
Pytanie, co w tym wszystkim robi Narodowe Centrum Kultury - instytucja państwowa. Dlaczego, zamiast rozpisać konkurs, angażuje kogoś, kto mógłby ewentualnie zaprojektować stroje na galę disco polo? Czy to jest jakiś nowy trend w promocji Polski za granicą? Co jeszcze wymyśli NCK? Pudzian będzie podnosił fortepian Chopina, żeby zademonstrować polską krzepę? Mandaryna wykona dzieła wszystkie Szymanowskiego? Doda zatańczy oberka na lodzie? A może autorzy kampanii chcą w ten subtelny sposób pokazać, że "Solidarność" rozmieniła się na drobne, skoro solidarnościowe gadżety projektuje autorka kolekcji farb do ścian i strojów dla lalki Barbie? Odpowiedź na te pytania pozostawiam czytelnikom.
Najczęściej czytane24 htydzień
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Autostrada A2: kolejny odcinek gotowy na otwarcie
- Co Donieck ma lepszego od Warszawy? Nie tylko Stadion!
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


