Rewolucja na Żoliborzu?

Agnieszka Kowalska
22.02.2011 aktualizacja: 2011-02-22 17:01
A A A Drukuj
Zrób to w Warszawie!
Kawiarnia przy placu Wilsona - bez nazwy i bez klimatu - to nie jest szczyt moich marzeń. A na pewno nie szczyt możliwości żoliborzan. Ale wbrew opiniom moich znajomych, którzy żartowali z tego, że news o otwarciu tej kawiarni trafił w sobotę na czołówkę "Stołka", uważam, że to rzeczywiście rewolucja zasługująca na pierwsze strony gazet. Bo przypomnijcie sobie, kiedy ostatnio jechaliście na Żoliborz po to, żeby posłuchać koncertu, wziąć udział w kulturalnym spotkaniu albo obejrzeć wystawę? Już nie pytam o to, kiedy robiliście to w okolicach placu Wilsona. Ja byłam tam latem na jednorazowej imprezie "Rękoczyny" w nieodżałowanym kinie Tęcza, "Uwalniałam łacha" w klubokawiarni Coco de Oro i kupowałam drewniane klocki w Kalimbie. Więcej pretekstów na kulturalną kawę, niestety, nie znalazłam.

Ktoś powie, że Żoliborz to specyficzna dzielnica - raczej sypialnia i miejsce na włóczęgę. Rzeczywiście latem bardzo często podjeżdżam metrem do pl. Wilsona i ruszam na romantyczny spacer przez Dziennikarską, ogródki działkowe, na Kępę Potocką. Tam jest Arab, jest trawa i szampańsko jest dzięki różowemu neonowi Maurycego Gomulickiego. Uwielbiam to tak samo jak penetrowanie latem Saskiej Kępy, na rowerze albo pieszo. Ale chciałabym też tam czasami zakosztować kultury, poczuć energię tych wszystkich świetnych młodych ludzi, którzy mieszkają na Żoliborzu i Kępie. Pojechać na dobry film do kina Wisła i kontynuować wieczór w klimatycznej klubokawiarni. Bo podobnie jak internautka, która w komentarzu do czołówkowego tekstu pisała, że nie znalazła tam miejsca, gdzie mogłaby usiąść z koleżanką na "przedkinowe plotki", nie jestem jeszcze w wieku "czekolady od Bliklego". Może kawiarnia bez nazwy na pl. Wilsona uczyni wiosnę, ośmieli kolejne inicjatywy i tego lata częściej spotykać się będziemy na Żoliborzu.

Podziel się