Zmarł lokator wyrzucony do piwnicy

ANETA SEWASTYNOWICZ
2009-07-01 aktualizacja: 2009-08-01 00:19
A A A Drukuj
Andrzej Kubecki, kolega zmarłego Fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta
Nie był w stanie zapłacić wysokiego czynszu właścicielowi, który kupił od związkowców z "Solidarności" dom przy Oboźnej 7.
- Ponad 900 zł za 30m.kw.? Toż to ludobójstwo! - wołała w piątek Alina Inglik, która mieszka w tej śródmiejskiej kamienicy. - Wczoraj w piwnicy umarł nasz sąsiad, ale jutro może się w niej znaleźć każdy z nas - mówili inni lokatorzy.

Dom należy do spółki NG Invest. W2005 r. kupiła go od związku zawodowego "Solidarność", który w latach 90. dostał prawa do tej nieruchomości po podziale mienia PRL-owskiego Zrzeszenia Pracowniczych Związków Zawodowych. "Gazeta" wielokrotnie pisała o obawach lokatorów kamienicy. -Nie dano nam prawa pierwokupu mieszkań, po prostu sprzedano nas razem z kamienicą -mówi Alina Inglik. Teraz domem zajmują się Jerzy Grabowiecki i Mariusz Nowakowski z zarządu NG Invest. - Właściciele i lokatorzy mieszkań płacą wyższy czynsz, bo odkładamy na fundusz remontowy.

W lipcu - 19,98 zł za m kw, ale to nie jest nawet stawka rynkowa - przekonują. Zmarły Paweł Woźniak 16 maja został eksmitowany z mieszkania na piątym piętrze do boksów po byłej kotłowni.

- To były tymczasowe pomieszczenia socjalne, które przygotowaliśmy. Zaakceptował je komornik. Miasto, niestety, nie było w stanie zapewnić lokalu zastępczego, a my i tak czekaliśmy już cztery lata na uregulowanie 30 tys. długu przez pana Woźniaka - mówi Mariusz Nowakowski.

- Była bieżąca woda i mieliśmy gdzie się położyć. Co prawda, gdy były ulewy, zalewało nas, ale jakoś sobie radziliśmy. Po miesiącu wyrzucili nas na klatkę schodową, a zejście do piwnicy zamknęli kratą -opowiada Andrzej Kubecki, który również 16 maja został eksmitowany z mieszkania.

-W czwartek koło godziny 20 znalazłem go tutaj na podłodze -wskazuje na betonową posadzkę. - Nikt nikogo nie wyrzucał, po prostu lokal tymczasowy przyznaje się na miesiąc i po tym czasie poprosiłem panów o opuszczenie pomieszczeń, które bezprawnie zajmują - stwierdza Jerzy Grabowiecki.

Inaczej widzi to Maryla Woźniak, była żona pana Pawła -Wywalili go jak śmiecia. Był chory, miał problemy z nogami i z krążeniem. Do tego po śmiercimatki załamał się, zaczął częściej pić - opisuje.

Są siedzi nie mówią o nim złe go słowa. -Kulturalny, miał fach w rękach, był stolarzem -wspomina Janusz Błaszczyk. W sprawie bezdomnego interweniował w urzędzie. Bez skutku. -Pan Woźniak nie chciał skorzy stać ani z zaproponowanych przez nas noclegowni, ani innych form po mocy -mówi Barbara Baciarelli z ośrodka pomocy społecznej przy Żurawiej.

-Prawda, Paweł do nich po pomoc nie chodził, ale jak miał iść, skoro z bólu ledwo się poruszał? - zastanawia się pan Janusz.

Przeczytaj także On porwał, ktoś inny zabił za pomocą maczety



Podziel się