Doda i Maciej Płażyński popierają ustawę o parytetach

Magdalena Dubrowska
21.11.2009 aktualizacja: 2009-11-22 20:15
A A A Drukuj
Muzyk Karol Sipowicz prosi o podpis fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta
  • Aktorka Anna Korcz
  • Podpisy zbierał Karol Sipowicz
Co łączy Dodę i Macieja Płażyńskiego? Oboje poparli ustawę o parytetach. Całą sobotę trwało zbieranie podpisów pod projektem zwiększenia liczby kobiet na listach wyborczych
Na stronie internetowej Kongresu Kobiet Polskich zegar odmierza czas, który pozostał do zebrania 100 tys. podpisów pod petycją w sprawie parytetu - ta liczba gwarantuje, że projekt trafi do Sejmu. Czasu zostało niewiele (siedem dni), dlatego w sobotę Komitet Obywatelski "Czas na Kobiety" zorganizował masową akcję zbierania podpisów w całej Polsce. W Warszawie zbieracze przypuścili szturm na centra handlowe. Wolontariuszy wsparli znani i lubiani, m.in.: Ludwika i Henryk Wujcowie, Dorota Warakomska, Kamil Sipowicz, Anna Korcz. W Galerii Mokotów ustawili się w najlepszym punkcie - przy fontannie, tuż obok czarnego jaguara.

O co chodzi z parytetem?

Parytet oznacza równość proporcji. To jeden z postulatów Kongresu Kobiet Polskich, który odbył się w czerwcu w Warszawie. Projekt zakłada zmianę ordynacji wyborczej do Sejmu, Parlamentu Europejskiego oraz rad gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich tak, aby na listach wyborczych było nie mniej niż 50 proc. kobiet. Inicjatywę poparli m.in.: Krystyna Janda, Kora Jackowska, Wiktor Osiatyński, Andrzej Wajda, Maciej Płażyński i Doda.

- Polska powinna wykorzystywać swoje możliwości w pełni, a nie tylko w połowie. Parytet, który gwarantuje równość płci na listach wyborczych, daje obywatelowi pełną swobodę wyboru - argumentował w sobotę Henryk Wujec.

- Dziś szefostwa partii odgórnie ustalają listy w ten sposób, że wkładają tam jedną kobietę, ot tak, dla ozdoby - dodała Ludwika Wujec. - Parytet sprawi, że aktywne, sensowne kobiety będą mogły się odnaleźć w polityce.

Błądzący po Galerii Mokotów chętnie podpisywali petycję. Jako jedna z pierwszych uczyniła to na prośbę Kamila Sipowicza emerytka Krystyna Nowak. - Za dużo chłopów w tym Sejmie. Nie wyrażają potrzeb kobiet, tylko się kłócą i o siebie walczą - skwitowała.

Kamil Sipowicz oświadczył: - XXI w. powinien być wiekiem wyzwolenia kobiet i mniejszości seksualnych. Historia tak się potoczyła, że do tej pory mężczyźni sprawowali władzę i zajmowali się polityką, i proszę: dwie wojny światowe, stalinizm. Czas na zmianę!

Pewien dziennikarz dopytywał się z uporem, czy parytet nie doprowadzi do sytuacji jak z filmu "Seksmisja". - Nie. A petycję pan już podpisał? - ucięła Ludwika Wujec. - To proszę podpisać na dobry początek.

40 podpisów na godzinę

Popularnej aktorce Annie Korcz zbieranie podpisów przychodziło z łatwością. - Nie wybieram się do polityki, ale nie podoba mi się, że o moim ciele decyduje płeć przeciwna - oświadczyła. - Moje sprawy powinny załatwiać kobiety. Ma być sprawiedliwie, fifty-fifty.

Niektórzy zaczepiani reagowali agresywnie, np. wąsaty mężczyzna ciągnący za rękę dziecko wykrzykiwał: - Kobiet jest więcej w społeczeństwie, niech na siebie głosują.

Pewna rodzina się podzieliła: żona podpisała, mąż nie, a syn wziął petycję do domu, żeby się zastanowić. - Mamy w rodzinie równouprawnienie - śmiali się.

Zdarzało się, że nieprzychylnie nastawionych udało się przekonać. Np. studenta Andrzeja, który twierdził, że na 50-proc. parytet w Polsce jest jeszcze za wcześnie, bo nie ma tylu aktywnych kobiet w polityce w porównaniu np. ze Szwecją.

- O tym, czy wprowadzić parytet i na jakich zasadach, będą decydować posłowie w Sejmie. Ale jeżeli nie zbierzemy 100 tys. podpisów, nie damy im tej szansy - argumentowała wolontariuszka sobotniej akcji Anna Kraszewska. - Przykład innych krajów pokazuje, że parytet zachęca kobiety do większej aktywności w polityce.

I Andrzej podpisał.

- 70 proc. podpisuje. Reszta reaguje obojętnością - stwierdził Kamil Sipowicz po pierwszej godzinie zbierania. - Płeć nie ma znaczenia. Najchętniej podpisują ci, którzy już kupili, co chcieli. Ci, którzy jeszcze szukają, są zdenerwowani i pędzą przed siebie.

W niedzielę liczba sygnatur, które udało się zebrać w Warszawie, nie była jeszcze znana. Jedna z wolontariuszek szacowała, że podpisuje 40 osób na godzinę. Treść projektu ustawy można znaleźć na stronie www.kongreskobiet.pl.

Zrób to w Warszawie: z Agnieszką Kowalską i Łukaszem Kamińskim



Podziel się