Plaga napadów na banki w Warszawie

Piotr Machajski
05.09.2009 aktualizacja: 2009-09-04 19:04
A A A Drukuj
Ten mężczyzna 29 lipca br. o godz. 15.20 napadł na oddział banku Millennium przy ul. Czerniakowskiej. Policja prosi o kontakt wszystkie osoby, które potrafią pomóc w jego identyfikacji. Można dzwonić pod nr 022 603 65 59. Fot. Policja
  • Ten mężczyzna 29 lipca br. o godz. 15.20 napadł na oddział banku Millennium przy ul. Czerniakowskiej. Policja prosi o kontakt wszystkie osoby, które potrafią pomóc w jego identyfikacji. Można dzwonić pod nr 022 603 65 59.
Piątkowy napad na oddział banku Eurobank na Grójeckiej był już 16. w tym roku. Bandyci wyrównali rekord sprzed trzech lat. Kto i dlaczego rabuje stołeczne banki?
Policja jest przekonana, że za tegorocznymi napadami nie stoi żadna zorganizowana grupa przestępcza.

- To nie są przestępcy-profesjonaliści - mówi oficer stołecznej policji. - Dla dużych grup rabowanie banków przestało być dochodowym zajęciem. Za dużo zachodu, za duże ryzyko, a urobek minimalny. Jeśli cztero-, pięcioosobowa grupa ma się potem dzielić 10 tys. zł, to woli poszukać innej roboty.

Dlatego banki rabowane są w pojedynkę. Co najwyżej, człowiek, który wchodzi do oddziału z pistoletem w ręku, ma wspólnika, który czeka w bocznej uliczce w samochodzie.

Najlepszym przykładem, że na banki napadają żółtodzioby, jest styczniowa próba rabunku na Ursynowie. Niezidentyfikowany do tej pory mężczyzna wybrał na swój cel placówkę GE Money Banku. To sieć, która niemal nie operuje gotówką i skupia się na udzielaniu kredytów. Żaden z jej 15 warszawskich punktów obsługi klienta nie ma nawet okienka kasowego. Nic dziwnego, że nic nie ukradł.

Co miesiąc napad

Do wczoraj w Warszawie i okolicach policja odnotowała 16 bankowych rabunków (tyle samo, co w całym 2006 r.), cztery z nich były nieudane, tzn. przestępcy nie zdołali zabrać nawet złotówki. - Najgorzej było w styczniu - mówi "Gazecie" mł. insp. Robert Bałdys, wiceszef stołecznej policji. Wówczas bandyci atakowali aż pięciokrotnie. Policja odpowiedziała utworzeniem dwóch specjalnych grup. Jedna zajmuje się szukaniem bandytów, druga analizą problemu i profilaktyką (o tym za chwilę). - I to przyniosło efekty. Od lutego przestępcy napadają na banki raz, najwyżej dwa razy w miesiącu. To znacznie mniej, niż w innych dużych stolicach Europy Środkowej. W Berlinie czy w Wiedniu rocznie odnotowuje się nawet kilkaset tego typu przestępstw - podkreśla komendant Bałdys.

Najczęściej okradanym bankiem w stolicy jest sieć Millennium. W tym roku jej oddziały padły ofiarą rabusiów już pięć razy, ostatnio - w czwartek (w 2006 roku - sześć razy). Dlaczego właśnie ta sieć? - To prawo serii. Udało się raz, to ktoś wychodzi z założenia, że najwyraźniej właśnie ten bank jest najsłabiej zabezpieczony. Ale takich małych, źle chronionych oddziałów jak w Millennium jest sporo także w innych bankach - podkreślają policjanci.

Śledztwa w sprawie wszystkich bankowych rabunków prowadzą policjanci z wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw. Skuteczność na razie mają nie najlepszą - za kratki poszli sprawcy ledwie trzech napadów.

- To, że bandyci nie są członkami zorganizowanych grup przestępczych, wbrew pozorom nie ułatwia nam zadania - mówi jeden z policjantów. - W gangach mamy swoich informatorów, zawsze ktoś podrzuci jakiś trop. Z przestępcami z przypadku jest o wiele trudniej.

Policja: poprawcie zabezpieczenia

Na dodatek napad na bank trwa ledwie kilkadziesiąt sekund. Sprawca zazwyczaj jest zamaskowany, jeśli nie kominiarką, to chociaż kapturem, ciemnymi okularami, bluzą z wysoko postawionym kołnierzem. Świadkowie, najczęściej śmiertelnie przerażeni, nie mają szans, by mu się dokładnie przyjrzeć. Poza tym przez ten krótki czas niemal nie zostawia śladów. Co najwyżej, te traseologiczne (czyli obuwia), ale z ich wartością dowodową bywa różnie.

Co więc robi policja, by mimo wszystko łapać bankowych rabusiów? Przede wszystkim ściąga zapisy z kamer, nie tylko bankowych, ale z całej okolicy i to z kilku dni wstecz. Bo przecież przestępca nie mógł całą drogę do banku paradować w kominiarce. A i zapewne pojawił się tam wcześniej, by poznać rozkład pomieszczeń, godziny pracy, liczbę ekspedientek, ochroniarzy itd. Są też inne sposoby, ale dla dobra śledztwa nie będziemy ich zdradzać. - To mrówcza, bardzo czasochłonna praca - mówią funkcjonariusze.

Policja, nawet gdyby chciała, nie jest w stanie postawić przed każdym warszawskim oddziałem bankowym umundurowanego policjanta. Takich oddziałów, jak policzyli dzielnicowi, jest w Warszawie 622. Te, które są najgorzej zabezpieczone, dostały od policji prośbę o poprawę zabezpieczeń. Poza tym wszystkie patrole dostały też listę placówek, pod którymi od czasu do czasu mają się pojawiać. - Nie po to, żeby tam stać, ale po to, by dać sygnał tym, którzy chcieliby na taki bank napaść: "Zobaczcie, jesteśmy tu, kręcimy się po okolicy" - wyjaśniają policjanci. - Tych, którzy nam się nie podobają, legitymujemy. To też potrafi skutecznie odstraszyć.

Podziel się

  • Plaga napadów na banki w Warszawie aksen8 05.09.09, 11:50

    Powinny być kamery nie tylko z góry, bo złodzieje spuszczają głowę i nie możnarozpoznać, ale maleńkie kamerki gdzieś ukryte również z dołu lub na wysokościtwarzy. Ale i tak gdyby mieć »

  • Re: Plaga napadów na banki w Warszawie katmoso 05.09.09, 11:59

    w ten sposób wzrasta wskażnik przestępczości w najbardziej zabankowanych okolicach - właśnie na Grójeckiej na przykład. Jeśli tendencja się utrzyma, taka okolica stanie się potencjalnie »

  • Jest sposob,zeby nie bylo napadow na banki samozwaniec1 05.09.09, 13:14

    Najprostrzy na swiecie:wystarczy tzw.filtr przy wejsciu i wyjsciu z banku.To drzwi,ktore musza byc uruchomione przyciskiem zza pancernej szyby.Facet bierze kase i chce wyjsc.Wtedy »