Dresiarze go skopali, ochroniarze tylko patrzyli
13.10.2009
aktualizacja: 2009-10-12 22:12
Fot. Dariusz GORAJSKI / AG
- Odsuń się pan! - usłyszał od ochroniarza biegacz napadnięty w parku Dreszera, gdy szukał u niego pomocy. - Umowę mamy podpisaną tylko na pilnowanie mienia - twierdzi szef agencji ochroniarskiej Pantera
ZOBACZ TAKŻE
- Nadgorliwi ochroniarze: wmawiają, że klient ukradł grę (22-09-11, 12:00)
- Dentystka się dowie, gdy jej dręczyciel wyjdzie z celi (16-10-09, 09:00)
- Zgwałcił żonę, bo chciała rozwodu (15-10-09, 09:00)
- Straż miejska idzie na wojnę z żebrakami (12-10-09, 16:32)
- Napadł na przystanku, wpadł w autobusie (12-10-09, 13:54)
- Nałogowy hazardzista zabił pracownika salonu (11-10-09, 12:59)
- Złodzieje grozili ochroniarzowi obcięciem głowy (08-10-09, 17:18)
- Złodzieje czekolady wpadli w krzakach (06-10-09, 18:18)
SERWISY
Pan Jacek (imię zmienione) często odwiedza park Dreszera przy ul. Odyńca na Mokotowie. Przychodzi tam z dzieckiem. Gdy ono się bawi, pan Jacek truchta po alejkach. Kilka dni temu na jednej z ławek zauważył kilku nastolatków pijących piwo. Ich kolega załatwiał pod drzewem potrzebę fizjologiczną. - Zwróciłem im uwagę, że to park i po pierwsze w parku nie pije się alkoholu, a po drugie - nie sika pod drzewem - opowiada.
Rozwścieczeni tą uwagą chłopcy zaczęli go gonić. Pan Jacek uciekł do budki ochroniarza przy wejściu do parku. - Miałem nadzieję, że widok mundurowego ich zmityguje - wyjaśnia. - Schowałem się za ochroniarza. Ale ten na widok dresiarzy krzyknął: "Panie, odsuń się pan stąd!". Zacząłem więc uciekać dalej.
Dresiarze go jednak dogonili go, przewrócili, skopali, zdjęli z ręki miernik tętna i uciekli. Wszystko to widziało jego dziecko. Jest przerażone. - To zajście skłoniło mnie do kilku przemyśleń. Nie chodzi nawet o to, że zostałem pobity, bo to może zdarzyć się każdemu. Chodzi raczej o sposób, w jaki ten park jest ochraniany - podkreśla pan Jacek.
Parku Dreszera pilnuje spółka Pantera, która wygrała w przetargu. Przedstawiła najtańszą ofertę. - Umowę mamy podpisaną tylko na pilnowanie mienia parku i przestrzeganie jego regulaminu. Naszą rolą nie jest wdawanie się w awantury - podkreśla Bogdan Grzelecki, współwłaściciel Pantery.
Jego zdaniem zajście wyglądało nieco inaczej: - Ten pan podbiegł do ochroniarzy, poinformował, że grupa osób pije piwo, a później z powrotem pobiegł do tych chłopaków. Musiał im naubliżać, skoro zaczęli go gonić.
W regulaminie parku zapisano, że nie można tu pić alkoholu. Czemu więc ochorniarze na to też nie zareagowali. Bogdan Grzelecki: - Oni tego nie widzieli. Jest ich tylko dwóch i nie są w stanie upilnować całego parku.
Przyznaje, że pracownicy Pantery nie mają licencji ochroniarskich. - To może nazwijmy rzecz po imieniu: nie ochrona, tylko stróż. Zatrudniani przez agencję panowie powyżej sześćdziesiątki chronić mogą chyba tylko trawniki przed dziećmi - denerwuje się pan Jacek.
Park Dreszera w 2007 r. został wyremontowany i otoczony żelaznym płotem. Posadzono nowe rośliny, poszerzono i na nowo wytyczono alejki, są ławki, latarnie, kosze na śmieci, toaleta. Podczas jego otwarcia władze dzielnicy podkreślały, że wreszcie park wydarto okolicznej żulii. - Jak widać, mówili na wyrost - komentuje pan Jacek.
Twierdzi, że nastoletni chuligani codziennie przesiadują w parku Dreszera i piją piwo. A ochroniarze boją się zwrócić im uwagę.
- No tak, nic nowego. Kolejny raz słyszę o jakimś incydencie w parku Dreszera - komentuje radny Piotr Kremplewski (PO), szef komisji bezpieczeństwa na Mokotowie. - Gorąco zachęcam tego pana, żeby napisał do nas choć jednozdaniową skargę, a będziemy mogli interweniować.
Zapowiada, że będzie wnioskował o skierowanie do parku opłacanego przez miasto patrolu policji. - Przyjrzymy się też umowie z Panterą - deklaruje Kremplewski. - Być może trzeba będzie ją zmienić.
Jacek Dzierżanowski, rzecznik Mokotowa: - Jeżeli zarzuty wobec Pantery potwierdzą się, wyciągniemy wobec niej konsekwencje.
Rozwścieczeni tą uwagą chłopcy zaczęli go gonić. Pan Jacek uciekł do budki ochroniarza przy wejściu do parku. - Miałem nadzieję, że widok mundurowego ich zmityguje - wyjaśnia. - Schowałem się za ochroniarza. Ale ten na widok dresiarzy krzyknął: "Panie, odsuń się pan stąd!". Zacząłem więc uciekać dalej.
Dresiarze go jednak dogonili go, przewrócili, skopali, zdjęli z ręki miernik tętna i uciekli. Wszystko to widziało jego dziecko. Jest przerażone. - To zajście skłoniło mnie do kilku przemyśleń. Nie chodzi nawet o to, że zostałem pobity, bo to może zdarzyć się każdemu. Chodzi raczej o sposób, w jaki ten park jest ochraniany - podkreśla pan Jacek.
Parku Dreszera pilnuje spółka Pantera, która wygrała w przetargu. Przedstawiła najtańszą ofertę. - Umowę mamy podpisaną tylko na pilnowanie mienia parku i przestrzeganie jego regulaminu. Naszą rolą nie jest wdawanie się w awantury - podkreśla Bogdan Grzelecki, współwłaściciel Pantery.
Jego zdaniem zajście wyglądało nieco inaczej: - Ten pan podbiegł do ochroniarzy, poinformował, że grupa osób pije piwo, a później z powrotem pobiegł do tych chłopaków. Musiał im naubliżać, skoro zaczęli go gonić.
W regulaminie parku zapisano, że nie można tu pić alkoholu. Czemu więc ochorniarze na to też nie zareagowali. Bogdan Grzelecki: - Oni tego nie widzieli. Jest ich tylko dwóch i nie są w stanie upilnować całego parku.
Przyznaje, że pracownicy Pantery nie mają licencji ochroniarskich. - To może nazwijmy rzecz po imieniu: nie ochrona, tylko stróż. Zatrudniani przez agencję panowie powyżej sześćdziesiątki chronić mogą chyba tylko trawniki przed dziećmi - denerwuje się pan Jacek.
Park Dreszera w 2007 r. został wyremontowany i otoczony żelaznym płotem. Posadzono nowe rośliny, poszerzono i na nowo wytyczono alejki, są ławki, latarnie, kosze na śmieci, toaleta. Podczas jego otwarcia władze dzielnicy podkreślały, że wreszcie park wydarto okolicznej żulii. - Jak widać, mówili na wyrost - komentuje pan Jacek.
Twierdzi, że nastoletni chuligani codziennie przesiadują w parku Dreszera i piją piwo. A ochroniarze boją się zwrócić im uwagę.
- No tak, nic nowego. Kolejny raz słyszę o jakimś incydencie w parku Dreszera - komentuje radny Piotr Kremplewski (PO), szef komisji bezpieczeństwa na Mokotowie. - Gorąco zachęcam tego pana, żeby napisał do nas choć jednozdaniową skargę, a będziemy mogli interweniować.
Zapowiada, że będzie wnioskował o skierowanie do parku opłacanego przez miasto patrolu policji. - Przyjrzymy się też umowie z Panterą - deklaruje Kremplewski. - Być może trzeba będzie ją zmienić.
Jacek Dzierżanowski, rzecznik Mokotowa: - Jeżeli zarzuty wobec Pantery potwierdzą się, wyciągniemy wobec niej konsekwencje.
Przeczytaj także: Złodzieje grozili ochroniarzowi obcięciem głowy
-
Dresiarze go skopali, ochroniarze tylko patrzyli
kalowiec
13.10.09, 10:22
Hmm słabiutka kondycja, dać się złapać kilku podpitym dresom????»
-
Dresiarze go skopali, ochroniarze tylko patrzyli
billy.the.kid
13.10.09, 10:23
wow.łał.uau. ciec za 4 zł/h ma się bic z dresami.»
-
dresiarze w parku Dreszera
qwrty
13.10.09, 21:53
Są od zawsze, moje okna wychodzą na park i widziałam nawet jak pana "ochroniarza" zabiera karetka pogotowia.To sa starsi faceci, podsypiający na ławeczkach latem i kompletnie nie »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Marsz Wyzwolenia Konopi 2012 [26.05.2012]
- Co Donieck ma lepszego od Warszawy? Nie tylko Stadion!
- Reklamy na Euro. Która najbardziej obciachowa? [GŁOSUJ]
- Dziś Marsz Wyzwolenia Konopi. Na ulicach paraliż
- Burzą przedwojenne wieże na Dworcu Zachodnim
- Nowy punkt widokowy w Warszawie. Wyżej niż PKiN
- Ogromny rozściełacz asfaltu ściągnięty na budowę A2
- Te budynki mogą powstać w Warszawie. Top 10
- Co straszy, a co zachwyca w strefie kibica [RAPORT]
- Nie jedźcie tą autostradą. Węzeł Pruszków to pułapka
- Nad Wisłą, na działkach. Tak wypoczywała Warszawa
- Gigantyczna kara dla lekarza: bo nie wypełniał papierów
- Lotnisko bezradne wobec naciągaczy? Taksówkowy problem
- Wtorek na ulicach Warszawy [22.05.2012]


