Dresiarze go skopali, ochroniarze tylko patrzyli

Grzegorz Lisicki
13.10.2009 aktualizacja: 2009-10-12 22:12
A A A Drukuj
Policja Fot. Dariusz GORAJSKI / AG
- Odsuń się pan! - usłyszał od ochroniarza biegacz napadnięty w parku Dreszera, gdy szukał u niego pomocy. - Umowę mamy podpisaną tylko na pilnowanie mienia - twierdzi szef agencji ochroniarskiej Pantera
Pan Jacek (imię zmienione) często odwiedza park Dreszera przy ul. Odyńca na Mokotowie. Przychodzi tam z dzieckiem. Gdy ono się bawi, pan Jacek truchta po alejkach. Kilka dni temu na jednej z ławek zauważył kilku nastolatków pijących piwo. Ich kolega załatwiał pod drzewem potrzebę fizjologiczną. - Zwróciłem im uwagę, że to park i po pierwsze w parku nie pije się alkoholu, a po drugie - nie sika pod drzewem - opowiada.

Rozwścieczeni tą uwagą chłopcy zaczęli go gonić. Pan Jacek uciekł do budki ochroniarza przy wejściu do parku. - Miałem nadzieję, że widok mundurowego ich zmityguje - wyjaśnia. - Schowałem się za ochroniarza. Ale ten na widok dresiarzy krzyknął: "Panie, odsuń się pan stąd!". Zacząłem więc uciekać dalej.

Dresiarze go jednak dogonili go, przewrócili, skopali, zdjęli z ręki miernik tętna i uciekli. Wszystko to widziało jego dziecko. Jest przerażone. - To zajście skłoniło mnie do kilku przemyśleń. Nie chodzi nawet o to, że zostałem pobity, bo to może zdarzyć się każdemu. Chodzi raczej o sposób, w jaki ten park jest ochraniany - podkreśla pan Jacek.

Parku Dreszera pilnuje spółka Pantera, która wygrała w przetargu. Przedstawiła najtańszą ofertę. - Umowę mamy podpisaną tylko na pilnowanie mienia parku i przestrzeganie jego regulaminu. Naszą rolą nie jest wdawanie się w awantury - podkreśla Bogdan Grzelecki, współwłaściciel Pantery.

Jego zdaniem zajście wyglądało nieco inaczej: - Ten pan podbiegł do ochroniarzy, poinformował, że grupa osób pije piwo, a później z powrotem pobiegł do tych chłopaków. Musiał im naubliżać, skoro zaczęli go gonić.

W regulaminie parku zapisano, że nie można tu pić alkoholu. Czemu więc ochorniarze na to też nie zareagowali. Bogdan Grzelecki: - Oni tego nie widzieli. Jest ich tylko dwóch i nie są w stanie upilnować całego parku.

Przyznaje, że pracownicy Pantery nie mają licencji ochroniarskich. - To może nazwijmy rzecz po imieniu: nie ochrona, tylko stróż. Zatrudniani przez agencję panowie powyżej sześćdziesiątki chronić mogą chyba tylko trawniki przed dziećmi - denerwuje się pan Jacek.

Park Dreszera w 2007 r. został wyremontowany i otoczony żelaznym płotem. Posadzono nowe rośliny, poszerzono i na nowo wytyczono alejki, są ławki, latarnie, kosze na śmieci, toaleta. Podczas jego otwarcia władze dzielnicy podkreślały, że wreszcie park wydarto okolicznej żulii. - Jak widać, mówili na wyrost - komentuje pan Jacek.

Twierdzi, że nastoletni chuligani codziennie przesiadują w parku Dreszera i piją piwo. A ochroniarze boją się zwrócić im uwagę.

- No tak, nic nowego. Kolejny raz słyszę o jakimś incydencie w parku Dreszera - komentuje radny Piotr Kremplewski (PO), szef komisji bezpieczeństwa na Mokotowie. - Gorąco zachęcam tego pana, żeby napisał do nas choć jednozdaniową skargę, a będziemy mogli interweniować.

Zapowiada, że będzie wnioskował o skierowanie do parku opłacanego przez miasto patrolu policji. - Przyjrzymy się też umowie z Panterą - deklaruje Kremplewski. - Być może trzeba będzie ją zmienić.

Jacek Dzierżanowski, rzecznik Mokotowa: - Jeżeli zarzuty wobec Pantery potwierdzą się, wyciągniemy wobec niej konsekwencje.

Przeczytaj także: Złodzieje grozili ochroniarzowi obcięciem głowy



Podziel się