Po nieudanej reanimacji zostawili zmarłego na ławce

Piotr Machajski
10.02.2010 aktualizacja: 2010-02-09 21:05
A A A Drukuj
Pogotowie ratunkowe Fot. Robert Kowalewski / AG
Po nieudanej reanimacji ratownicy zabrali z karetki zmarłego i odłożyli z powrotem na ławkę. - Procedury zostały złamane - przyznaje pogotowie. A prokuratura wszczyna śledztwo.
- Nie wiem, czy można tu mówić o jakimś przestępstwie. Raczej o pewnym braku wrażliwości na śmierć człowieka i opacznym rozumieniu procedur - mówi jeden ze śledczych.

W piątek po południu przy ul. Kasprowicza policjanci zauważyli na mężczyznę, który zasłabł. - Położyli go na boku i próbowali przywrócić krążenie. Jednocześnie wezwali pogotowie - mówi insp. Andrzej Miksa, szef komendy na Bielanach.

Po chwili akcję reanimacyjną przejęli ratownicy z pogotowia. Wnieśli nieprzytomnego 71-latka do karetki i tam skorzystali z defibrylatora.

Policjanci zapytali jeszcze, do jakiego szpitala go zawiozą, i odjechali.

Mniej więcej po 30 minutach policja dostała wezwanie w to samo miejsce. Gdy podjechał radiowóz (zresztą ten sam) Tadeusz Z. już nie żył. Leżał na ławce.

Okazało się, że po nieudanej reanimacji ratownicy wynieśli go z powrotem na dwór. Dlaczego? - Nie wiem. Zespół został poproszony o złożenie pisemnych wyjaśnień - mówi Marek Niemirski, rzecznik stołecznego pogotowia. - To nie powinno się zdarzyć, procedury zostały złamane - przyznaje.

Ostatecznie zabraniem ciała zajęli się policjanci, którzy wezwali firmę odwożącą zmarłych.

Dlaczego karetka nie mogła zawieźć Tadeusza Z. do szpitalnej kostnicy? - Nie zajmujemy się przewozem zmarłych - podkreśla Niemirski. - Zazwyczaj w takiej sytuacji karetka jedzie do szpitala, bo trwa reanimacja. W tym jednak przypadku nawet nie ruszyła. Takie są procedury.

Ale, jak też wyjaśnia rzecznik pogotowia, procedury są też takie, że ciało powinno czekać na policję i prokuratora w karetce.

Sprawę bada też żoliborska prokuratura. - Wszczęliśmy postępowanie z artykułu 155 kodeksu karnego - mówi prok. Katarzyna Szyfer. Ale, jak zaznacza, to wstępna kwalifikacja. - Zleciliśmy przeprowadzenie sekcji zwłok, przesłuchaliśmy też policjantów biorących udział w tej interwencji.

Serwis Zyciewarszawy.pl, który jako pierwszy poinformował o sprawie, sugerował, że mogło dojść do znieważenia zwłok.

- Wątpię, czy udałoby się postawić taki zarzut. W takim przestępstwie musi być bezpośredni zamiar, a w tym wypadku mówimy raczej o czyjejś bezmyślności - mówi jeden ze śledczych.

- Na pewno wyciągniemy wnioski z tego incydentu - zapewnia Marek Niemirski.

Na razie jednak nie wiadomo jakie.

Przeczytaj także: Pobili pasażera autobusu - Bo głupio się uśmiechał



Podziel się