Antykwariusz nie przekroczył granic obrony koniecznej

Piotr Machajski
11.02.2010 aktualizacja: 2010-02-11 16:13
A A A Drukuj
Antykwariat, w którym doszło do napadu Fot . Albert Zawada / Agencja Gazeta
- To klasyczny przykład uzasadnionej obrony koniecznej - mówi szef śródmiejskiej prokuratury. Nic nie wskazuje na to, by napadnięty w poniedziałek antykwariusz miał kiedykolwiek usłyszeć zarzuty.
Przypomnijmy. Poniedziałek, godz. 18.45, sklep z antykami przy ul. Marszałkowskiej 27/35. W środku jest tylko właściciel, 44-letni Andrzej K., gdy otwierają się drzwi i próg przekracza dwóch zamaskowanych czarnymi pończochami bandytów. Jeden trzyma w ręku nóż, ponadto uzbrojeni są m.in. w gaz pieprzowy, kajdanki i plastikowe worki, w których chcą wynieść łup. Ale sprzedawca nie daje się zastraszyć. - Wynoście się stąd - mówi. Dochodzi do szamotaniny, jeden z bandytów rani go niegroźnie w szyje. Andrzej K. odbiera mu broń i uderza w klatkę piersiową.

- Pechowo ostrze noża przecięło tętnicę główną. Napastnik natychmiast się wykrwawił - mówi prok. Robert Myśliński, szef śródmiejskiej prokuratury.

Ale prokuratura nie ma wątpliwości, że miał prawo się bronić. - To klasyczny przykład uzasadnionej obrony koniecznej. Środki obrony były adekwatne, szczególnie, że broniący się odebrał niebezpieczne narzędzie napastnikowi - podkreśla prok. Myśliński.

Prokuratura ma już wstępne wyniki sekcji zwłok zabitego bandyty. Cios był tylko jeden. Nóż przebił aortę i uszkodził płuco. To co odkryli medycy sądowi w pełni pokrywa się z ustaleniami śledztwa i przede wszystkim z zeznaniami antykwariusza. Wszystko wskazuje na to, że śledztwo o nieumyślne spowodowanie śmierci zostanie umorzone. Pozostaje tylko przesłuchać drugiego z bandytów, który w poniedziałek napadł na sklep. Ten jednak ukrywa się przed policją, a ta z kolei nie zdradza na razie, czy wie, kim on jest.

Przeczytaj także: Ostatnia interwencja Andsa - nigdy nie odpuszczał



Podziel się

  • Cóż za pozytywna zmiana w interpretacji! dorsai68 12.02.10, 00:14

    "prokuratura nie ma wątpliwości, że miał prawo się bronić. - To klasyczny przykład uzasadnionej obrony koniecznej. Środki obrony były adekwatne, szczególnie, że broniący się odebrał »