Zaatakowani krzyżem strażnicy idą do prokuratury
31.08.2010
aktualizacja: 2010-08-31 11:55
fot. Mateusz Baj
Szarże z krzyżami, rzuty zniczami, gaz łzawiący - straż miejska zawiadamia prokuraturę o wydarzeniach z 3 sierpnia pod Pałacem Prezydenckim
ZOBACZ TAKŻE
- Chopin gra obrońcom krzyża. I na nerwach mieszkańców (25-08-10, 08:00)
- Krzyż znowu dzieli. Tym razem harcerzy (07-09-10, 06:30)
- Warszawa wydała już milion złotych na zabezpieczenie krzyża przed Pałacem (03-09-10, 09:13)
- Kopali, przypalali i polewali wrzątkiem znajomego (31-08-10, 14:14)
- Jechał bez biletu, wezwał kolesi, żeby pobili kanarów (31-08-10, 11:50)
- Chodnik pod krzyżem jak dzikie obozowisko. Są skargi (28-08-10, 10:00)
- Biskupi ws. krzyża: To nie do nas należy, to nie nasza sprawa (25-08-10, 18:32)
- Obrońcy krzyża czekają na gest (23-08-10, 16:13)
- Będzie nas więcej, pójdziemy pod krzyż (01-09-10, 01:00)
Jeden z policjantów zajmujących się sprawą na polecenie prokuratury komentuje: - Gdy Polska w 966 r. przyjmowała chrzest, było chyba spokojniej niż teraz na Krakowskim Przedmieściu.
Dźgał jak dzidą
Śledztwo to efekt wydarzeń pod Pałacem Prezydenckim. 3 sierpnia stołeczna straż miejska, którą Kancelaria Prezydenta poprosiła o wsparcie uroczystego przeniesienia krzyża do kościoła św. Anny, starła się z tłumem.
- Ośmiu funkcjonariuszy odniosło rany. Ci, którzy są na zwolnieniach lekarskich, złożą zawiadomienia o ataku, gdy wrócą do pracy - mówi nam Grzegorz Staniszewski, szef wydziału prewencji straży miejskiej, który brał udział w nieudanej uroczystości. Dodaje, że wszyscy strażnicy są już po obdukcjach lekarskich. - Stłuczenia, skręcenia, urazy kończyn, rana głowy, obrażenia twarzy od uderzenia butelką - wylicza. - Niektórym udało się uniknąć ran, ale byli szarpani, popychani, stracili część umundurowania.
Staniszewski opowiada o sposobach obrony, które stosowali zwolennicy pozostawienia krzyża pod Pałacem Prezydenckim. Najbardziej zaciekłym udało się osłabić czujność strażników i policji. Jak opowiada - były to osoby starsze, które początkowo trzymały się z boku wydarzeń - do akcji weszły z zaskoczenia.
- Np. ok. 60-letni "obrońca" z różańcem na szyi i ze zbitym z konarów brzozowych krzyżem nie wydawał się osobą groźną. A jednak podjął szarżę na moich ludzi - opowiada Staniszewski. - Krzyż służył mu do dźgania funkcjonariuszy, jak dzida. Druga dłoń też była uzbrojona. Miał na niej rękawicę, do której między palcami ponabijał gwoździe. Atakując krzyżem, jednocześnie próbował dźgać rękawicą.
Media pokazywały, jak strażnicy wyciągają z tłumu mężczyznę z przywiązanym do pasa pokaźnych rozmiarów krzyżem. Grzegorz Staniszewski: - Gdy był jeszcze po drugiej stronie barierek, używał krzyża jak taranu. Razy rozdawał dołem przez prześwity w metalowym płocie. Celował w nogi, najpewniej stąd jeden z naszych ludzi ma uszkodzony piszczel.
Naczelnik opowiada także o "zaawansowanym wiekowo człowieku w stroju moro". On także najpierw nie angażował się w awanturę. - Ale gdy tłum przerwał barierki, natychmiast użył gazu, co spowodowało naszą reakcję, też gazową - relacjonuje Staniszewski.
Czapka ochroniła
Gdy przed Pałac dotarli duchowni i harcerze, którzy mieli nieść krzyż, obrońcy zmienili taktykę. - Z tłumu na nasze głowy poleciały znicze - opowiada. - Głównie szklane, sporych rozmiarów. Część rzutów była celna. Sam dostałem takim lampionem. Uniknąłem obrażeń, bo z racji funkcji mam czapkę ze sztywnym daszkiem. Takiego szczęścia nie miał kolega, któremu znicz rozbił głowę.
Straż miejska przesłała też policji zestaw e-maili, których autorzy grożą strażnikom.
Wszystkie zawiadomienia analizuje teraz policja.
- Gromadzimy materiał dowodowy - mówi insp. Marek Maruchniak, szef śródmiejskiej komendy. Konkretów nie zdradza. - Na razie nie postawiliśmy nikomu zarzutów.
Według naszych informacji nie będzie to wcale takie proste. Nikogo nie udało się zatrzymać w trakcie samych zamieszek, a strażnicy, którzy do tej pory składali zeznania, przyznali, że nie są w stanie rozpoznać agresorów. Mimo to policja ściąga do akt zapisy filmowe zdarzeń. Zarówno z kamer policyjnych, jak i od telewizji.
- "Montujemy" ten materiał, czyli ze stopklatek tworzymy tzw. tablice poglądowe - wyjaśnia jeden z policjantów. - Te tablice będziemy pokazywać pokrzywdzonym.
Na razie zawiadomienia złożyło sześciu z ośmiu poturbowanych strażników.
Granat i znieważenie
Ale doniesienia od straży to niejedyne "okołokrzyżowe" dochodzenia w komendzie przy ul. Wilczej. Jest ich około 40.
- O fekaliach na tablicy, granacie i alarmie bombowym już wiadomo. Ale mamy też inne sprawy. Np. znieważenia przedmiotu kultu religijnego - mówi jeden z policjantów. Chodzi m.in. o krzyż zbudowany z puszek po piwie oraz o mężczyznę, który miał trzymać krzyż do góry nogami. Inny śpiewał pieśni religijne, ale na melodię disco polo.
Kilkanaście zawiadomień dotyczy też naruszenia nietykalności i znieważenia. - Ktoś kogoś popchnął, ktoś wyzwał od pedałów. Takie to są sprawy - mówi nasz rozmówca.
Dźgał jak dzidą
Śledztwo to efekt wydarzeń pod Pałacem Prezydenckim. 3 sierpnia stołeczna straż miejska, którą Kancelaria Prezydenta poprosiła o wsparcie uroczystego przeniesienia krzyża do kościoła św. Anny, starła się z tłumem.
- Ośmiu funkcjonariuszy odniosło rany. Ci, którzy są na zwolnieniach lekarskich, złożą zawiadomienia o ataku, gdy wrócą do pracy - mówi nam Grzegorz Staniszewski, szef wydziału prewencji straży miejskiej, który brał udział w nieudanej uroczystości. Dodaje, że wszyscy strażnicy są już po obdukcjach lekarskich. - Stłuczenia, skręcenia, urazy kończyn, rana głowy, obrażenia twarzy od uderzenia butelką - wylicza. - Niektórym udało się uniknąć ran, ale byli szarpani, popychani, stracili część umundurowania.
Staniszewski opowiada o sposobach obrony, które stosowali zwolennicy pozostawienia krzyża pod Pałacem Prezydenckim. Najbardziej zaciekłym udało się osłabić czujność strażników i policji. Jak opowiada - były to osoby starsze, które początkowo trzymały się z boku wydarzeń - do akcji weszły z zaskoczenia.
- Np. ok. 60-letni "obrońca" z różańcem na szyi i ze zbitym z konarów brzozowych krzyżem nie wydawał się osobą groźną. A jednak podjął szarżę na moich ludzi - opowiada Staniszewski. - Krzyż służył mu do dźgania funkcjonariuszy, jak dzida. Druga dłoń też była uzbrojona. Miał na niej rękawicę, do której między palcami ponabijał gwoździe. Atakując krzyżem, jednocześnie próbował dźgać rękawicą.
Media pokazywały, jak strażnicy wyciągają z tłumu mężczyznę z przywiązanym do pasa pokaźnych rozmiarów krzyżem. Grzegorz Staniszewski: - Gdy był jeszcze po drugiej stronie barierek, używał krzyża jak taranu. Razy rozdawał dołem przez prześwity w metalowym płocie. Celował w nogi, najpewniej stąd jeden z naszych ludzi ma uszkodzony piszczel.
Naczelnik opowiada także o "zaawansowanym wiekowo człowieku w stroju moro". On także najpierw nie angażował się w awanturę. - Ale gdy tłum przerwał barierki, natychmiast użył gazu, co spowodowało naszą reakcję, też gazową - relacjonuje Staniszewski.
Czapka ochroniła
Gdy przed Pałac dotarli duchowni i harcerze, którzy mieli nieść krzyż, obrońcy zmienili taktykę. - Z tłumu na nasze głowy poleciały znicze - opowiada. - Głównie szklane, sporych rozmiarów. Część rzutów była celna. Sam dostałem takim lampionem. Uniknąłem obrażeń, bo z racji funkcji mam czapkę ze sztywnym daszkiem. Takiego szczęścia nie miał kolega, któremu znicz rozbił głowę.
Straż miejska przesłała też policji zestaw e-maili, których autorzy grożą strażnikom.
Wszystkie zawiadomienia analizuje teraz policja.
- Gromadzimy materiał dowodowy - mówi insp. Marek Maruchniak, szef śródmiejskiej komendy. Konkretów nie zdradza. - Na razie nie postawiliśmy nikomu zarzutów.
Według naszych informacji nie będzie to wcale takie proste. Nikogo nie udało się zatrzymać w trakcie samych zamieszek, a strażnicy, którzy do tej pory składali zeznania, przyznali, że nie są w stanie rozpoznać agresorów. Mimo to policja ściąga do akt zapisy filmowe zdarzeń. Zarówno z kamer policyjnych, jak i od telewizji.
- "Montujemy" ten materiał, czyli ze stopklatek tworzymy tzw. tablice poglądowe - wyjaśnia jeden z policjantów. - Te tablice będziemy pokazywać pokrzywdzonym.
Na razie zawiadomienia złożyło sześciu z ośmiu poturbowanych strażników.
Granat i znieważenie
Ale doniesienia od straży to niejedyne "okołokrzyżowe" dochodzenia w komendzie przy ul. Wilczej. Jest ich około 40.
- O fekaliach na tablicy, granacie i alarmie bombowym już wiadomo. Ale mamy też inne sprawy. Np. znieważenia przedmiotu kultu religijnego - mówi jeden z policjantów. Chodzi m.in. o krzyż zbudowany z puszek po piwie oraz o mężczyznę, który miał trzymać krzyż do góry nogami. Inny śpiewał pieśni religijne, ale na melodię disco polo.
Kilkanaście zawiadomień dotyczy też naruszenia nietykalności i znieważenia. - Ktoś kogoś popchnął, ktoś wyzwał od pedałów. Takie to są sprawy - mówi nasz rozmówca.
-
Zaatakowani krzyżem strażnicy idą do prokuratury
jercym54
31.08.10, 17:57
dlaczego dopiero teraz??? Nikogo nie zatrzymali, dlaczego nikogo niewylegitymowano? Kierujący tą akcją do zwolnienia.»
-
Zaatakowani krzyżem strażnicy idą do prokuratury
antropoid
31.08.10, 19:52
Walnąć hołotę po kieszeni za te rozróby - to najlepiej przemawia do rozumu. »
-
Zaatakowani krzyżem strażnicy idą do prokuratury
3744meriva
31.08.10, 22:54
Ci strażnicy w pierwszej kolejności powinny mieć pretensję do organizatora przeniesienia tego krzyża. To był jakiś przygłup, człowiek bez wyobraźni,pierdoła saski, który wogóle nie nadaje »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Zrównał z ziemią cenną willę. Teraz ma ją odbudować
- Koszary, fabryka, willa i piramida. Wyburzone w 2011
- Nowy outlet na Białołęce. Największy w Warszawie
- Walentynkowy wtorek w Warszawie [NA ZYWO]
- Tutaj wyjdziesz z metra. Dokładne lokalizacje [ZDJĘCIA]
- Walentynki w Warszawie w restauracjach i klubach. Dla par i singli
- Chcą wykurzyć dziuplę z kawą. Sfałszowanym podpisem
- "Tu kupisz papierosy, które szkodzą zdrowiu"
- Drewniane perły architektury - zobacz je, zanim spłoną
- Koszary, fabryka, willa i piramida. Wyburzone w 2011
- Zrównał z ziemią cenną willę. Teraz ma ją odbudować
- Ryanair o lotnisku Chopina: "Shocking!" Wszystko źle
- Nowe tanie loty z Modlina. Osiem kierunków od 99 zł
- Walentynki w Warszawie: Jak spędzić Dzień Zakochanych?




