79-latek oskarżony o agresję wobec policjanta

Piotr Machajski
08.09.2010 aktualizacja: 2010-09-07 19:42
A A A Drukuj
Policja Fot. AG
Józef Hoffmann twierdzi, że koszulę policyjnego munduru rozdarł przypadkowo. Policja uważa, że był agresywny. I oskarża go o "zmuszenie przemocą do zaniechania czynności służbowej"
Barbara Hoffmann od 21 czerwca leżała na oddziale chorób wewnętrznych Szpitala Wolskiego. 8 lipca było z nią wyjątkowo źle. - Wyrywała sobie kroplówki - opowiada jej mąż Józef Hoffmann. - Leżała na łóżku, na którym nie ma barierek. Bałem się, że w nocy może spaść na podłogę. Kilka dni wcześniej spotkało to inną pacjentkę. Dlatego chciałem przy niej zostać - opowiada.

Obawiał się, że to może być ostatnia noc jej życia. Nie chciał, żeby umierała w samotności.

Do domu środkiem ulicy

W Szpitalu Wolskim to ordynator decyduje, czy ktoś z bliskich może być przy pacjencie po godz. 22. Tego wieczoru lekarz dyżurny zdecydował, że pan Józef zostać nie może. Ale pan Józef nie chciał wychodzić. Po kilkukrotnych namowach lekarz wezwał policję.

W szpitalu nikt nie chce o sprawie rozmawiać. Jolanta Borowiecka-Tenus, zastępca dyrektora ds. lecznictwa, napisała w oświadczeniu m.in.: "(...) Lekarz dyżurny kilkukrotnie nakłaniał Męża Pacjentki do opuszczenia oddziału - obserwował u Niego oznaki dużego zmęczenia i niepokoju. (...) Lekarz dyżurny wezwał Policję w celu nakłonienia Męża pacjentki do opuszczenia oddziału ze względów opisanych powyżej. Podczas pobytu w oddziale (...) Pacjentka otoczona była troskliwą opieką lekarsko-pielęgniarską".

Mł. asp. Joanna Banaszewska z komendy przy Żytniej: - Policjanci przyjechali na prośbę lekarza do osoby, która miała przebywać na oddziale poza wyznaczonymi godzinami i zakłócać spokój innym pacjentom.

Patrol dotarł po północy. Funkcjonariusze wyprowadzili starszego mężczyznę z sali i razem zeszli na parter budynku. Poprosili o dokumenty.

- Odmówiłem - przyznaje Józef Hoffmann. - Nie wiem dlaczego. Coś mi się pomieszało. Bałem się, że to jacyś przebierańcy. Powiedziałem, żeby mnie zabrali na komisariat. Byłem bardzo zdenerwowany.

Pan Józef ma 79 lat, tyle co żona. Jest schorowany, dwukrotnie miał nowotwór. 8 lipca był na nogach od godz. 6 rano, cały czas przy żonie. Nie miał nawet chwili, by zjeść porządny posiłek.

- Gdy staliśmy na parterze, nagle poczułem, że tracę równowagę - opowiada. - Odruchowo wyciągnąłem rękę, żeby się czegoś złapać. Pechowo złapałem za kieszeń koszuli jednego z policjantów i ją podarłem.

- No to teraz, dziadku, będziesz musiał zapłacić - miał usłyszeć od funkcjonariusza. Potem pojechali do komendy na ul. Żytnią.

Józef Hoffman wyszedł, gdy była 1, może 2 w nocy. Nie mógł zadzwonić np. do córki, bo policjanci w jakiś sposób - pan Józef nie wie, jaki - zablokowali jego telefon.

- Szedłem środkiem ulicy, bo bałem się, że ktoś wyskoczy z krzaków. Aż udało mi się zatrzymać taksówkę, która zawiozła mnie do domu na Bemowo - relacjonuje.

9 lipca musiał ponownie stawić się na komendzie na przesłuchanie. Wtedy jeszcze nie wiedział, że w charakterze podejrzanego.

Przeprosił za podartą koszulę

Elżbieta Pawłowska, przyjaciółka rodziny Hoffmannów, jest zbulwersowana całą sprawą. - Dlaczego pan Józef nie mógł zostać przy żonie? Dlaczego policjanci mówili do niego na "ty"? I jak można wypuścić schorowanego emeryta w środku nocy bez możliwości zorganizowania transportu? - pyta.

9 lipca pan Józef został przesłuchany, dostał do podpisania protokół. Ale nie przeczytał go i właściwie nie rozumiał, co się dzieje. - Kilka razy przeprosiłem za podartą koszulę - zaznacza.

Kilkanaście dni później dowiedział się, że został oskarżony o przestępstwo z art. 224 par. 2 kodeksu karnego. Mówi on, że "kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia funkcjonariusza publicznego albo osoby do pomocy mu przybranej do przedsięwzięcia lub zaniechania prawnej czynności służbowej", podlega karze do trzech lat więzienia. Sprawa po akceptacji prokuratury w ekspresowym tempie została przekazana do sądu. Od 22 lipca Józef Hoffmann ma już status oskarżonego. Teraz czeka na wyznaczenie terminu rozprawy. Za radą bliskich zwrócił się do sądu o wyznaczenie adwokata z urzędu.

Ale dlaczego właściwie został oskarżony? Czy zdenerwowanie, podniesiony głos i przypadkowe rozerwanie koszuli to "przemoc albo groźba bezprawna"? Ani policja, ani prokuratura nie potrafiły nam odpowiedzieć na to pytanie. - Wszystkie akta są w sądzie - tłumaczy prok. Piotr Trzaska, wiceszef wolskiej prokuratury.

Mł. asp. Joanna Banaszewska z komendy przy Żytniej: - Mężczyzna odmówił okazania policjantom dokumentu tożsamości. Wymachiwał rękami, krzyczał, był agresywny w stosunku do funkcjonariuszy. Rozerwał kieszeń koszuli.

Barbara Hoffmann zmarła w Szpitalu Wolskim w połowie sierpnia.

Podziel się

  • 79-latek oskarżony o agresję wobec policjanta jungleman 08.09.10, 12:22

    Z tego co wiem, to w komendzie na Żytniej "pracują" najgorsi bandyci w charakterze policjantów i prokuratorów.Niestety, w naszym kraju nie ma żadnego prawa na tą bandycką policyjną swołocz.»

  • A mówią, że to MO i ZOMO było nieludzkie i w.i.l 08.09.10, 13:13

    brutalne...To przecież zachowanie nie do wiary.Ci funkcjonarousze nie mają żadnych ludzkich uczuć.»

  • W szpitalu wlody1 15.09.10, 09:56

    Ciekawe ilu z tych piszących tutaj krytyczne wobec szpitala i policji komentarze leżało w szpitalu. Ta Pani,żona Pana Hoffmana zapewne leżała na sali co najmniej dwuosobowej(a zapewne i »