Zwodzeni udawaną dyskusją o metrze

Wojciech Karpieszuk
17.10.2008 aktualizacja: 2008-10-19 14:37
A A A Drukuj
Niepełnosprawni kontra schody Fot. Anna Bedyńska / AG
- Konsultacje z nami w sprawie drugiej linii metra to kpina. Miasto nas lekceważy - skarżą się niepełnosprawni. Nie przesadzają. Nawet komisja na którą ich zaproszono obradowała w miejscu trudno dostępnym
ZOBACZ TAKŻE

Przeczytaj także: Warszawa wśród dziesięciu najbardziej topowych miast świata



Warszawskim urzędnikom i politykom zupełnie nie wychodzą konsultacje ze środowiskami niepełnosprawnych w sprawie najważniejszych miejskich inwestycji.

Niedawno opisaliśmy, że urzędnicy dali niepełnosprawnym jeden dzień na konsultacje w sprawie drugiej linii metra. Wybuchł skandal. Rzecznik ZTM Igor Krajnow i wiceprezydent Warszawy Włodzimierz Paszyński zapewniali wtedy, że wytyczne wysłane do niepełnosprawnych to tylko ogólny kierunek, a na bardziej dogłębne opiniowanie przyjdzie czas.

W poniedziałek radni zwołali nawet komisję społeczną, na której dyrektorzy z Metra i ZTM mieli tłumaczyć się z zamieszania. Zaproszono też niepełnosprawnych.

Przyszli tylko niewidomi, nie było nikogo z osób poruszających się na wózkach. Być może dlatego, że radni zapomnieli, iż 20. piętro PKiN, gdzie obraduje komisja, jest dla niepełnosprawnych mało przyjaznym miejscem. Na salę prowadzą długie kręte korytarze, są wąskie drzwi. Droga naprawdę niełatwa do pokonania - wiem, bo sam pomagałem dotrzeć tam Pawłowi Wdówikowi, niewidomemu kierownikowi biura ds. osób niepełnosprawnych na UW.

Ryszard Główka, dyrektor ds. inwestycji ZTM, powtórzył, że konsultacje będą po ogłoszeniu przetargu. Niepełnosprawni odpowiadali, że to fikcja, bo wszystko, co dla nich ważne, już zaprojektowano. Podali przykłady: postanowiono już, że perony będą wyspowe, z torowiskami z obu stron. A to jest niebezpieczne dla niewidomych, bo nie mają wtedy linii prowadzącej, czyli ściany. Jeśli próbują trzymać się środka peronu, wpadają na ławki i tablice. - Idziemy slalomem - od krawędzi do krawędzi - mówili.

Podkreślali, że już wiadomo (a nikt nie zaprzeczał), że w nowym metrze nie będzie plastikowych barierek oddzielających torowisko od peronu.

Miasto nie interesowało się wcześniej tymi sprawami. Nic dziwnego więc, że teraz niepełnosprawnym trudno uwierzyć w obietnicę rzetelnych konsultacji. Zwłaszcza, że już

w lutym prosili prezydent Warszawy o poprawę bezpieczeństwa w metrze. Chodziło m.in. o instalację pasów z guzkami przed krawędzią peronu, o zamontowanie w jednym z wagonów każdego pociągu składanej pochylni, o zaznaczenie pasami z guzkami zejść do metra, o to, aby winda na stacji Imielin zjeżdżała na sam dół, bo podjazdy na stacji są za strome. Minęły miesiące. Nic się nie zmieniło. Urzędnicy tłumaczyli np., że nie mogą znaleźć firmy, która wyprodukuje pasy z guzkami.

Przeczytaj także: Najciekawsze zdjęcia warszawskiego metra



17 września na stacji Centrum pod nadjeżdżający skład wpadł niewidomy student UW. Nie wyczuł krawędzi peronu. W ciężkim stanie do dziś jest w szpitalu. Pieniądze na dostosowanie stacji metra znalazły się dopiero po tym wypadku. Prace ruszą w 2009 roku.

Na poniedziałkowej komisji radni zapewniali, że wystąpią z apelem do prezydent stolicy o wstrzymanie ogłoszenia przetargu na drugą linię o dwa tygodnie. To miał być czas na spokojną rozmowę. Dwa tygodnie to w perspektywie tej budowy żadne opóźnienie - stwierdził nawet dyrektor Główka.

Takie rozmowy były potrzebne. Gdyby nawet powiedziano niepełnosprawnym, że ich żądania są z jakichś powodów nierealne, może nie czuliby się dziś zlekceważeni. Tymczasem zwołana na poniedziałkowy wieczór komisja była tylko stratą czasu. Równocześnie na wtorek rano zapowiedziano bowiem ogłoszenie przetargu na budowę drugiej linii metra. Na posiedzeniu komisji nikt o tym nawet nie wspomniał. A niepełnosprawni znowu poczuli się zwodzeni udawaną dyskusją. Trudno będzie miastu odzyskać ich zaufanie.

Podziel się